• Flaga Ukrainy

„Pracujmy razem dla zbawienia dusz.
Mamy tylko nasze życie – jeden dzień – by je ratować.
Następnym dniem będzie wieczność”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Posesja w Wasilkowie

Zapewne Maria odpowiedziała arcybiskupowi, że jest gotowa wstąpić do Stowarzyszenia Pracownic Katolickich. Być może już wtedy poprosiła go o wyrażenie zgody na zakup domu, który w przyszłości miałby stać się siedzibą nowego oddziału Stowarzyszenia. Ale jednocześnie pragnęła czegoś więcej. Miała koncept na inne rozwiązanie. Chciała, aby jej placówka w możliwie największym stopniu nosiła znamiona zgromadzenia zakonnego.

Maria wróciła do Białegostoku, ale nie zagrzała długo miejsca w grodzie nad Białą. Ciągnęło ją do Wilna. Musiała tam znaleźć sprzymierzeńców gotowych pomóc wcielić w życie jej pomysł. Od 30 października, aż do 13 listopada 1934 roku codziennie, wczesnym rankiem stawiała się na białostockim dworcu i wsiadała do pociągu zmierzającego do Wilna. Aby zaoszczędzić cenny czas i pieniądze, w kasie wileńskiego dworca zakupiła dwutygodniowy bilet kolejowy. Prawdopodobnie już wtedy nawiązała kontakt z Wandą Jente i jej współpracownicami, które niewątpliwie zjednała dla swojej sprawy. Można przypuszczać, że nie tylko podzieliła się z nimi swoimi doświadczeniami w pracy z dziewczętami w Chicago, ale i podpowiadała, jak te doświadczenia wykorzystać na polskim gruncie. Wiele wskazuje na to, że już podczas tamtych jesiennych wizyt w Wilnie, Maria zabiegała o odrębny regulamin dla swojego oddziału Stowarzyszenia, co dopuszczał statut Pracownic Niepokalanej.

Maria Olechno, powodowana wiarą w urzeczywistnienie swego marzenia, ale i ponaglana zniecierpliwieniem, chciała jak najszybciej dopełnić aktu założycielskiego własnej placówki. W 1934 roku znalazła się w Wasilkowie. Nie wiadomo na pewno, co wpłynęło na wybór tego miasteczka na miejsce jej działalności. Nie można wykluczyć, że do Wasilkowa została skierowana przez księdza Makarewicza, a może nawet przez samego arcybiskupa. W większości miasteczek Archidiecezji Wileńskiej Pracownice Niepokalanej już podjęły swoje działania. W Wasilkowie jeszcze ich nie było.

Wasilków, założony w 1566 roku z polecenia Zygmunta Augusta na prywatnym terenie władcy, w 1934 roku liczył około 5 tysięcy mieszkańców. Na owe czasy był dużym ośrodkiem włókienniczym zatrudniającym w tej branży ponad pół tysiąca robotników. Skupiał głównie katolików przynależących do parafii Przemienienia Pańskiego. Mniejszość prawosławna uczęszczała do cerkwi św. Apostołów Piotra i Pawła, natomiast Żydzi mieli w Wasilkowie aż trzy bożnice. Chociaż w miasteczku nie było żadnego katolickiego klasztoru, to od 1933 roku za przyzwoleniem arcybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego działał świecki Trzeci zakon świętego Franciszka. W ciągu miesiąca od jego powołania wstąpiło do niego 98 mężczyzn i kobiet. Świadoma tego faktu, Maria mogła liczyć na dorodne owoce swojej misji. Wizytę w Wasilkowie rozpoczęła od spotkania z księdzem proboszczem Antonim Gajlewiczem, który zaledwie rok wcześniej objął parafię Przemienienia Pańskiego. Ksiądz był już w podeszłym wieku, miał za sobą długoletnią posługę w kilku innych parafiach, ale nadal był gotów zacząć wiele od nowa. Był cichym i pogodnym człowiekiem, więc od razu zaskarbił sobie sympatię ,,panny Mary Olechno”, jak początkowo wasilkowianie nazywali przybysza z dalekiej Ameryki.

Wychodząc z plebanii Maria przystanęła i zaczęła się rozglądać wokoło, jakby tym samym miała wypatrzyć swój przyszły dom. Zagadnęła przechodzącą obok kościoła kobietę wypytując ją o dom na sprzedaż. W odpowiedzi nieznajoma od razu wskazała na niewielki domek stojący tuż naprzeciw świątyni. Był na sprzedaż i to razem z obszernym placem. Maria kupiła go bez zawahania. Zaczęła werbować dziewczęta. Początkowo odzew na jej apel był co najmniej skromny. Była osobą z zewnątrz, nie znającą zbyt dobrze polskich realiów, co mogło utrudniać jej zjednanie sobie ludzi. A cóż dopiero mówić o wzbudzeniu zaufania i powierzenie jej swojego losu. Szczęśliwym trafem do jej drzwi zapukały dwie dziewczęta chętne do podjęcia życia zakonnego. Jedną z nich była Helena Staranowicz. Krótko po tym, do tego grona dołączyła Stefania Perkowska – osoba radosnej, lecz cichej pobożności, niezwykle ciepła i empatyczna, a na dodatek dobrze znana w Wasilkowie i okolicy. Możliwe, że to za jej przykładem w ciągu jednego dnia zgłosiło się do Marii sześć kolejnych młodych kobiet. Jednak trzeba było następnych pięciu lat, aby przestronne pomieszczenia dostatecznie wypełniło się kandydatkami do zakonu. Maria powiedziała sobie wtedy w duchu, że o ile uda się jej założyć własne zgromadzenie, to nigdy nie odmówi żadnej chorej kobiecie wstąpienia do niego i nigdy żadnej chorej kobiety nie usunie ze swego domu.

Urlop przyznany Marii przez pracodawcę dawno dobiegł końca. Kobieta miała świadomość, że razem z końcem tego urlopu nastąpił kres jej amerykańskiego bytowania. Ale musiała wrócić do Chicago. Chociażby po to, aby tam zamknąć długi etap swego życia i już na stałe, z czystym kontem osiąść w ojczyźnie. Przed wyjazdem powierzyła Stefanii Perkowskiej los mieszkanek jej domu i poleciła jej podjęcie przygotowań do budowy budynku mającego w przyszłości stać się siedzibą nowego zakonu. Późną jesienią 1934 roku Maria odpłynęła do Stanów Zjednoczonych.

Marek Hyjek

Białostockie Studio Historyczno-Kościelne

Podziel się: