Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
Check out Betibet for fast-paced fun. Check out Crocoslot casino for fast-paced fun. Check out FreshBet for fast-paced fun. Check out Ivibet for fast-paced fun. Check out Richard casino for fast-paced fun. Check out Spin Samurai for fast-paced fun. Za igralce, ki želijo barvito in pregledno zabavo, platforma https://mr-pachocasino.si/ združuje bogato knjižnico iger z občutkom enostavne uporabe. Velikodušni bonusi in zaupanje številnih uporabnikov ustvarjajo okolje, ki je prilagojeno slovenskim ljubiteljem spletnega igranja. W świecie marek działających na kilku rynkach https://flappycasinopl.pl/ wyróżnia się polską wersją kasyna z grami crash, slotami i stołami live. Taki miks sprawia, że Flappy Casino nie ogranicza się do jednego typu rozrywki online. Met winterse slots en live tafels geeft https://icefishing-nl.com/ Nederlandse spelers een ijskoude casino-ervaring met snelle stortingen en EUR-uitbetalingen. Cashback, free spins en toernooien zorgen ervoor dat de mobiele lobby actief blijft aanvoelen. Voor spelers die graag schakelen tussen slots, live spellen en snelle titels, biedt https://millioncasino-nl.nl/ een casino-omgeving die duidelijk op de Nederlandse markt is afgestemd. De combinatie van lokale focus en Europese regulering geeft Million Casino een herkenbaar profiel.
  • Flaga Ukrainy

„Pracujmy razem dla zbawienia dusz.
Mamy tylko nasze życie – jeden dzień – by je ratować.
Następnym dniem będzie wieczność”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Boża miłość dała mi drugie życie

Istnieją w życiu chwile, które są bardziej od Boga niż którekolwiek inne. Takim dniem w moim życiu był 24 listopada 2025 r. Od kilku dni czułam się bardzo źle. Miałam dziwne uczulenie, dziwne reakcje organizmu i ciągły dyskomfort podczas oddychania. Jednym słowem dusiłam się nie mogąc złapać normalnego oddechu. W południe tego dnia zgłosiłam przechodzącej obok mojego pokoju Siostrze, że muszę pójść do lekarza, bo nie mam czym oddychać. S. Rafaela wybrała numer telefoniczny do Przychodni lekarskiej i zgłosiła mnie na badania. Weszła do mojego pokoju i ubrała mnie na badania. Rzeczywistość okazała się bardziej brutalna. Po przejściu kilku kroków do klatki schodowej (mój pokój znajdował się na poddaszu na drugim piętrze) okazało się, że nie dam rady zejść z żadnego schodka w dół. Usiadłam na najwyższym stopniu schodów i powiedziałam zgodnie z prawdą, że nie dam rady zejść w dół, że ja umieram. Siostra dzwoniła po pogotowie, a ja spokojnie czekałam na śmierć. Po informacji zwrotnej, że za chwilę pogotowie przyjedzie, bo są okazyjnie przejazdem blisko naszego miasta, siostra Rafaela zaczęła walczyć o mnie. Siłą wciągnęła mnie przez korytarz do pokoju i zaczęła przygotowywać na wyjazd do szpitala. Pamiętała o tym, by zapytać mnie, gdzie mam dowód osobisty. Byłam przytomna i odpowiadałam na jej pytania.

Po chwili przyjechało pogotowie i zaczęli mi dawać zastrzyki, włączyli tlen do oddychania. Takim cudem trafiłam do szpitala w Grodzisku Mazowieckim, ale tylko na chwilę, Stan był na tyle poważny, że przewieziono mnie do szpitala w Warszawie. Trafiłam na OIOM, na którym spędziłam dwa tygodnie. Okazało się, że przyczyną moich dolegliwości był zator płucny „Jeździec”. Stan był poważny. Jeszcze tego samego dnia zostałam poddana operacji. Na stole operacyjnym moje serce przestało pracować. Odpoczywało 2 razy po 4 minuty. Stan stał się nieprzewidywalny. Po przywróceniu czynności serca zostało czekać, co będzie dalej. W rokowaniach lekarskich była ogromna powściągliwość. Stan, w którym się znalazłam był i jest stanem wysokiego ryzyka.

Jednak żyłam. Leżałam całe dwa tygodnie na OIOMI-e i oddychałam. Byłam scalona ze wszystkimi aparatami podtrzymującymi życie. Gdy się ocknęłam, zauważyłam czuwającą przy mnie jedną Panią. Podejrzewałam, że to była Pani Doktor. Zapytałam, czy ona uratowała mi życie? Od razu jej podziękowałam. W odpowiedzi usłyszałam, że wszystko będzie opisane w karcie wypisu ze Szpitala. Tak minęły dwa tygodnie. Siostry przyjeżdżały w odwiedziny. Niektórych wizyt nie pamiętam, niektóre jak przez mgłę, ale jestem świadoma, że cały czas była we mnie zdolność myślenia, pamięć i świadomość własnej osobowości.

Po dwóch tygodniach zostałam przeniesiona na oddział kardiologiczny. Tam już powinnam wykonywać proste ćwiczenia, samodzielnie jeść, schodzić z łóżka, spacerować i rozmawiać z innymi pacjentkami. Jakoś wszystko to mi wychodziło, ale pojawił się problem z chodzeniem. Każdy dzień przynosił troskę lekarzy, Sióstr i odbijał się też na mnie samej. Nie dawałam rady chodzić. Ćwiczenia z rehabilitantem były katorgą. Czułam, że umiejętność chodzenia uciekła mi.

Do domu wróciłam po miesiącu, 23 grudnia 2025 r. Byłam osobą, która zapomniała jak się chodzi. Kręgosłup nie dawał rady, nogi też. Wszystko zaprzysięgło się przeciwko mnie. Słabość była tak silna, że wątpiłam, czy kiedykolwiek będę jeszcze chodziła. W domu, moim Aniołem Stróżem została s. Franciszka. Cały czas w najtrudniejszych momentach była ze mną. Pomagała mi we wszystkim, co było związane z przełamywaniem niezdolności chodzenia. Towarzyszyła mi przy pierwszych krokach, podciągała mnie z łóżka do pozycji stojącej, łapała mnie, gdy upadałam, prowadziła najpierw za ramiona, a potem delikatnie czuwała, bym szła przy balkoniku. Każdy ułamek prowadzący do chodzenia wyłapywała i dawała nadzieję, że będzie dobrze, że zacznę chodzić. To był jak balsam dla zagubionej istoty. Wierzyłam, że skoro s. Franciszka tak mówi, to tak będzie. Dziękuję jej za każde dobre słowo i wszelki trud dźwigania mnie wzwyż do chodzenia. Udało się! Boże! Udało się! Wróciła zdolność chodzenia. Serce i płuca pracują dobrze. Boże. Jaki piękny jest świat, gdy się go widzi z krańca wieczności.

Chciałabym podziękować wszystkim Lekarzom, którzy dali radę mi pomóc. Dziękuję! Dziękuję całej obsłudze szpitalnej za wszelką pomoc, a było jej bardzo wiele we wszystkich aspektach szpitalnego życia. Dziękuję wszystkim siostrom za modlitwy, dziękuję najbliższym Siostrom za odwiedziny i słowa wsparcia. Dziękuję s. Franciszce, s. Rafaeli, s. Hiacyncie i m. Łucji za wyrozumiałość i trwanie przy mnie. Ogromne dzięki składam moim przyjaciołom, katechetom z Suwałk, którzy do dzisiaj stanowią grupę ludzi modlących się o moje zdrowie. Całuję wasze kochane ręce za pomoc wznoszoną do Boga. Dziękuję s. Serafinie, która nieustannie, od pierwszego dnia mojej choroby, chodziła dwa razy dziennie do grobu Sługi Bożego O. Założyciela, ks. bpa Adolfa Piotra Szelążka w Toruniu, by modlić się o moje zdrowie.

Sądzę, że otrzymana łaska zdrowia zobowiązuje mnie, by dać świadectwo życia dla Boga, by zaświadczyć o Jego miłości do każdego człowieka. Cóż by ze mną było, gdyby nie Boża cudowna Miłość? Chyba zbliżalibyśmy się do I rocznicy mojej śmierci, a tak świętujemy Boże Dary i Boże łaski okazane dla mnie i moich najbliższych.

Nigdy nie jest za późno wrócić do Bożej Miłości i całkowitego zaufania Bogu.

Bogu niech będą dzięki!

Z modlitwą i życzliwością serca, wdzięczna

s. Renata Dzikielewska CST

Podkowa Leśna, 24 października 2026 r.

Podziel się: