• Flaga Ukrainy

„Liczę na to, że nie będę bezczynna w niebie.
Pragnieniem moim jest pracować dalej dla Kościoła i dla dusz, o to proszę Boga, i jestem pewna, ze mnie wysłucha”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Rodzina Martin_6

Śmierć puka do drzwi życia

Zelia, matka czterech uroczych dziewczynek nie miała czasu na marzenia, snucie planów, plotkowanie, ba, nawet na chorobę, chociaż…

Raniutko, kiedy jeszcze dzieci spokojnie spały, wraz z mężem cichutko wymykała się do kościoła na Mszę świętą. Tak dobrze czuła się klęcząc koło męża. Nie byli sami na ziemi. Oto Bóg, najlepszy Ojciec człowieka, w tej chwili błogosławi i zapewnia swą opiekę. Syn Boży w chwili podniesienia daje im widzialny dowód swej miłości, „bo nie masz większej miłości, niż duszę swą dać za przyjaciół swoich.” Duch Św. swymi darami oświeca ich umysł, aby poznali drogi Pańskie, jakie są przeznaczone dla nich i dla ich dzieci, wzmacnia darem męstwa ich, strwożoną czasem, wolę ku dobremu.

Z obrazu uśmiecha się Matka Boża. Nikt lepiej nie rozumie matki. Maryja rozumie Zelię.

Po wyjściu z kościoła zakupy, następnie w domu budzenie i ubieranie dzieci, śniadanie i Zelia udaje się do pracowni koronek, którą sama prowadzi. Musi pomóc mężowi w utrzymaniu rodziny. Niełatwo z pracy jednych rąk napełnić gardziołki zawsze głodnych piskląt i ubrać dzieci w ładne sukienki.

Po pracy w warsztacie przygotowanie do obiadu, wspólny posiłek, mycie naczyń, przepierki i wreszcie najważniejsza praca nad kształtowaniem dusz dzieci, które niczego tak nie potrzebują w pierwszych latach swego życia jak uśmiechu matki, troskliwej ręki ojca głaszczącego ich kędzierzawe główki i wreszcie wspólnych pogawędek.

Wieczór. Najmilsza chwila dla dzieci. Najmłodsze na kolanach matki, inne otoczone jej ramionami, zasłuchane w piękny głos ojca, który czyta żywoty świętych.

Wspólna, głośna modlitwa wieczorna. Teraz matka układa wymyte pisklęta do łóżeczek. Pocałunek w czoło i za chwilę słychać rytmiczne głosy spokojnie śpiących dzieci.

Zelia zmęczona, bardzo zmęczona, jeszcze raz klęka w ciemnym pokoju przed krzyżem. Od pewnego dnia pyta z lękiem Ukrzyżowanego: Chryste, czyż to możliwe, aby to był rak? Czy już teraz wzywasz mnie do siebie?… A moje maleństwa, kto się nimi zajmie?… A jak sobie poradzi beze mnie Ludwik?… Chryste, ja muszę żyć. Czy mnie słyszysz? Ja muszę żyć… Muszę?… „Ojcze, jeżeli może, niech odejdzie ode mnie ten kielich goryczy, ale niech się dzieje, nie jako ja chcę, ale jako Ty…” Chryste, ja Ciebie rozumiem, dlaczego wtenczas kiedy się modliłeś, krwawy pot zalewał Twe święte oblicze. Chryste i Ty mnie chyba rozumiesz, że mi jest tak ciężko powiedzieć: niech się dzieje wola Boża…

Zelia wstaje z klęczek. Wyprostowuje się, głęboko oddycha. Boli, boli pierś, gdzieś tam w środku, jakiś tajemniczy, przenikający ból. W drugim pokoju Ludwik podnosi głowę znad rachunków.

– Nie śpisz Zelio jeszcze?

– Skorzystam, że jeszcze pracujesz i napiszę list do brata. Dawno do niego nie pisałam.

– Odkąd został lekarzem, jakoś mało do nas zagląda. Zaprosiłabyś go do nas.

Zelia bierze papier listowy. Kładzie datę:23 kwietnia 1865 r. Pisze:

Pamiętasz zapewne, że będąc młodą dziewczyną, uderzyłam się kiedyś mocno w piersi o róg stołu. Nie zwrócono wówczas na to uwagi, ale obecnie mam w tym miejscu guz, który mnie niepokoi, szczególnej, że od pewnego czasu stał się cokolwiek bolesny. Jednak gdy go dotykam, to mnie nie boli, pomimo że czuję co dzień, a nawet kilka razy dziennie rodzaj odrętwienia. Właściwie nie umiałabym powiedzieć, co mi jest, ale to pewne, że sprawia mi to cierpienie. Co na to poradzić? Jestem tym zaniepokojona. Poddałabym się operacji, bo jestem zupełnie zdana, ale nie mam zupełnego zaufania do tutejszych lekarzy. Chciałabym skorzystać z twej bytności w Paryżu, bo mógłbyś mi wiele pomóc w tym wypadku. Jedno mnie wstrzymuje, jak mój mąż da sobie radę przez ten czas beze mnie.

Zelia kończy list. Kładzie się do łóżka. Cień śmierci nie odstępuje od niej. Śmierć, „której nikt chętnie drzwi nie otwiera!” – stwierdził Dante, nie spodziewa się u Zelii wyjątku. Będzie odtąd ustawicznie pukała przez jedenaście lat do drzwi życia Zelii.

o. Władysław Kluz OCD

Fragment książki: Dobre drzewo

Podziel się: