“O Jezu, niech szukam i znajduję tylko Ciebie samego! Niech stworzenia będą niczym dla mnie, a ja niczym dla nich, ale Ty, Jezu bądź wszystkim”, takie pragnienia towarzyszyły Teresie Martin w dniu złożenia profesji 8 września 1890 r. w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.
W dniu profesji Teresa przedstawiała Jezusowi najśmielsze pragnienia i intencje. Czuła się jak Królowa, która ma prawo korzystać ze swego tytułu, by uzyskać u „Króla łaski dla Jego niewdzięcznych poddanych”. Prosiła za więźniów, chciała uwolnić wszystkie dusze w czyśćcu cierpiące, i nawrócić grzeszników. Wiele modliła się za Siostry, rodzinę, Ojca. Ten dzień Teresa puentuje jednym zdaniem: „Oddałam się Jezusowi, aby zawsze doskonale wypełniał we mnie swoją wolę, bez żadnej przeszkody ze strony stworzeń”.
Moment wypowiedzenia Bogu swojego TAK przez Teresę wiązał się z definitywnym przyjęciem drogi Karmelu i życia we wspólnocie siostrzanej, którą od dwóch lat poznawała Teresa. Codzienna droga wierności swoim obowiązkom naznaczona heroiczną miłością i wysokim stopniem wyrzeczenia towarzyszyła od pierwszych chwil przekroczenia furty. Teresa nie miała złudzeń co do wymogów i surowości Karmelu. Poświęcona Bogu przez chrzest, nowicjuszka Teresa pragnęła pogłębić ten związek i dlatego wybrała drogę rad ewangelicznych: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.
Ubóstwo rozumiała radykalnie zgadzając się na nawet na brak rzeczy jej potrzebnych a nawet koniecznych. Wychowywała siebie do duchowego ubóstwa, które dawało jej przeświadczenie, że im bardziej będzie ubogą, tym bardziej Jezus będzie ją kochał.
Oddanie bez reszty swego serca Jezusowi wyrażało się w złożonym ślubie czystości: „Serce mojego Oblubieńca do mnie jedynie należy, tak jak moje serce należy tylko do Niego”.
Dla Teresy, ślub posłuszeństwa szedł w parze z wewnętrzną wolnością: „Od iluż niepokojów chroni nas pełnienie ślubu posłuszeństwa! (…) Skoro jednak tylko przestanie się spoglądać na tę nieomylną busolę, natychmiast dusza zaczyna błąkać się po jałowych ścieżkach”.
Dzień przygotowujący do profesji poprzedziły rekolekcje, które Teresa rozpoczęła 29 sierpnia 1890 r. Napisała wówczas kilka zdań do siostry Agnieszki, w których podzieliła się swoimi odczuciami, co do obranej drogi: „Trzeba, żeby mała pustelnica przedstawiła Siostrze trasę swej podróży. Oto zanim wyruszyliśmy w drogę, Narzeczony jej zdawał się pytać, do jakiego kraju chciałaby się udać, i jaką drogą pragnie odbyć tę podróż… Mała narzeczona odpowiedziała, że ma jedno tylko pragnienie: wejść na szczyt góry Miłości (…) Wtedy Jezus wziął mnie za rękę i wyprowadził do podziemia, gdzie nie jest ani zimno ani gorąco, gdzie słońce nie świeci, a nie dochodzi tam deszcz ni wiatr. (…) Droga, którą przebywam, nie daje mi żadnej pociechy, a jednak przynosi mi wszelkie pociechy; skoro obrał ją Jezus, ja pragnę Go pocieszyć, Jego tylko, Jego jedynego!…”
Na sześć dni przed profesją, podczas egzaminu kanonicznego Teresa ma już jasno sprecyzowaną motywację swojego oddania Jezusowi i podjęcia trudnej drogi w Karmelu. Wyznaje Przełożonemu księdzu Delatroette: „Przyszłam ratować dusze, a przede wszystkim modlić się za kapłanów”.
W przeddzień profesji Teresa odczuła niespodziewaną burzę, która wstrząsnęła jej sercem: „Ciemności stały się tak wielkie, że widziałam i rozumiałam już tylko jedno: ja nie mam powołania! (…) Wywołałam więc swoją mistrzynię i z głębokim zawstydzeniem przedstawiłam jej smutny stan mojej duszy… Na szczęście, widziała go jaśniej ode mnie i uspokoiła mnie zupełnie”.
Dzień złożenia profesji wobec całej wspólnoty Karmelu był dniem naznaczonym pokojem: „Czułam, że zalewa mnie rzeka pokoju, i w tym pokoju, który przewyższa wszelki umysł, złożyłam swoje święte śluby. (…) Oddałam się Jezusowi, aby zawsze doskonale wypełniał we mnie swoją wolę, beż żadnej przeszkody ze strony stworzeń”.
Teresa ułożyła również na ten dzień swój bilet, który w dniu profesji złożyła na swoim sercu: „Jezu daj mi wypełnić moje śluby w całej doskonałości i dozwól mi zrozumieć, jaką powinna być Twoja oblubienica. Spraw, bym nigdy nie była ciężarem dla zgromadzenia, niech nikt się mną nie zajmuje, niech dla Ciebie, Jezu będę zdeptana stopami, zapomniana jak ziarnko piasku. Niech jak najdoskonalej spełni się we mnie Twoja wola, niech dostanę się na miejsce, które mi przygotowałeś”.
W niecały rok od złożenia profesji Teresa w liście skierowanym do Marii Guerin wyjaśnia sens swojego powołania:
Droga moja Maryniu, co do mnie to nie znam innej drogi, by dojść do doskonałości, jak miłość… Miłować, jak bardzo nasze serce jest do tego stworzone!… Niekiedy szukam innego słowa, które mogłoby wyrazić miłość, ale na ziemi wygnania słowa nie zdołają oddać wszystkich drgnień duszy, dlatego trzeba się trzymać tego jedynego wyrazu: Miłować!… Ale komuż nasze biedne serce, tak bardzo spragnione Miłości, ma ją okazywać? … Ach, któż jest tak wielki? … Czyż jakiekolwiek ludzkie stworzenie zdoła ją zrozumieć, a zwłaszcza czy potrafi się ją odwzajemnić? … Mario, jedna jest tylko Istota zdolna pojąć całą głębię tego słowa: Miłować! … Tylko nasz Jezus potrafi i chce dać nam nieskończenie więcej, niż my Mu dajemy.” (List 87 do Marii Guerin, z lipca 1890 r.)
Wspominając rocznicę profesji św. Teresy od Dzieciątka Jezus, zawierzajmy Bogu nasze życiowe powołanie oraz każdy wysiłek w pielgrzymce wiary. Niech Maryja, wzbudza w nas pragnienie miłowania Jezusa i Jego świętej woli.
opr. s. Dawida Prusińska CST
















