„Liczę na to, że nie będę bezczynna w niebie.
Pragnieniem moim jest pracować dalej dla Kościoła i dla dusz, o to proszę Boga, i jestem pewna, ze mnie wysłucha”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Dlaczego warto uciekać się do Maryi?

„Królowa Polski nie jest Polką. Nie jest Niemką, Francuską, Włoszką czy Amerykanką. Nie pochodzi z żadnej z arystokratycznych rodzin europejskich. Jest Żydówką, skromną dziewczyną z Ziemi Świętej. A mimo to jest wielką, najbardziej wpływową kobietą wszech czasów. O kim mowa? O Maryi, Miriam, Matce Boga i naszej Matce, Królowej nieba i ziemi i naszej Królowej” – czytamy w książce Henryka Bejdy pt. „Królowa Polski. Biografia”. Ta niezwykła Królowa, której oblicze ukazują rozsiane po całej Polsce obrazy, sama zapragnęła być czczona w tym tytule, prowadząc nas do Chrystusa, zgodnie z jedynym zapisanym na kartach Ewangelii życzeniem: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie [Jezus]” (J 2, 5).

„Z dawna Polski Tyś Królową”

Z Polakami Maryja jest od zarania państwowości i narodowych narodzin dla Chrystusa, to jest od Chrztu Polski w 966 r., który po czasy związał kraj nad Wisłą z Jej Synem i Jego namiestnikiem na Stolicy Piotrowej w Rzymie. Do tego wydarzenia nawiąże Papież-Polak na Jasnej Górze w 1983 r.: „(…) poprzez Chrzest, u początku naszych dziejów, Jezus Chrystus został zaproszony do Ojczyzny, jakby do polskiej Kany. I zaproszona z Nim przybyła od razu Matka Jego. Przybyła i była obecna wraz ze swym Synem, jak o tym mówią liczne świadectwa pierwszych wieków chrześcijaństwa w Polsce, a w szczególności pieśń Bogurodzica”.

Idea Maryi jako Królowej Polski – jak zauważy teolog i historyk sztuki ks. Władysław Smoleń – objawi się już w okresie chrystianizacji kraju. Matka Boża została bowiem patronką utworzonej w 1000 r. w Gnieźnie pierwszej polskiej diecezji. Kościoły Jej poświęcone fundowali polscy królowie i książęta, począwszy od Bolesława Chrobrego. Gdy nadszedł rok 1384, Maryja jako Królowa Polski po raz pierwszy dała się nam poznać albo – jak napisze wspomniany już Henryk Bejda – „można powiedzieć: uobecniła się w swoim najsłynniejszym polskim wizerunku: w ikonie, którą nazwaliśmy Matką Bożą Częstochowską, Czarną Madonną, Jasnogórską Panią, będącej wzorem dla setek innych polskich obrazów maryjnych. Wtedy też poznaliśmy miejsce, w którym zapragnęła założyć swoją kwaterę główną, swój zamek królewski i gdzie chciała mieć swój tron – częstochowską Jasną Górę”. Według znanego badacza, konserwatora i historyka sztuki prof. Wojciecha Kurpika, obraz przybył na Jasną Górę z Bałkanów (gdzie go namalowano w XIII-XIV w.) przez Węgry (gdzie został przemalowany na włoską modłę), skąd przywiozła go ze sobą do Polski przyszła królowa, wówczas jeszcze księżniczka, Jadwiga.

Ciekawe jest to, iż najważniejszym dla Polaków wizerunkiem Matki Bożej stała się ikona w typie Hedegetrii oznaczającej „Tę, która przewodzi (prowadzi, wskazuje drogę)” – „Przewodniczkę”, która – jak wiemy – zawsze prowadzi do Chrystusa, co odczytać możemy z samego obrazu: Jezus błogosławi i wskazuje na Maryję, a Maryja na Jezusa. Maryja zdaje się być więc nam dana przez Boga jako „droga”, po której dojdziemy do Jezusa i do zbawienia wiecznego. „Opatrznościowe” – jak mogłoby się również wydawać – są owe cięcia na Jej twarzy (powstałe po zbójeckim napadzie rabunkowym w 1430 r.) – które pozwalają pamiętać, jak często – my sami – Ją ranimy.

„Jestem Królową Polski!”

O tym, że Matka Boża chce być Królową Polski, nie dowiedzieliśmy się od polskiego króla ani prymasa lub kogoś podobnie znamienitego. Pośrednikiem, do którego się zwróciła, był… włoski jezuita. U początków tej historii znajdziemy jednak osobę Polaka – św. Stanisława Kostkę. Świadkiem życia i śmierci tego niezwykłego polskiego świętego był Włoch, o. Guilio Mancinelli – gorliwy zakonnik i wielki czciciel Maryi. Gdy w 1608 r. przebywający wówczas w klasztorze Gesu Nuovo w Neapolu Mancinelli modlił się, wychwalając Matkę Bożą Wniebowziętą w wigilię wielkiego święta, w odpowiedzi na swoje pragnienie, by pozdrowić Ją tytułem, pod jakim nikt jeszcze Jej nie czcił, doświadczył niezwykłej wizji. Przed jego oczami ukazała się Maryja z Dzieciątkiem na ręku oraz klęczącego u Jej stóp św. Stanisława Kostkę. „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie” – usłyszał.

Z wydarzenia tego zakonnik niebawem zdał relację przełożonym, którzy zgodzili się przekazać wiadomość jezuitom w Polsce. Tą drogą wieść trafiła do m.in. ks. Piotra Skargi i króla Zygmunta III Wazy, którego Skarga był nadwornym kaznodzieją. Sam Mancinelli postanowił odwiedzić Polskę, czyli ów daleki kraj, który Maryja w szczególny sposób umiłowała, aby osobiście przekazać królowi i duchownym Jej wolę. Mimo podeszłego wieku, poszedł pieszo. Do Krakowa dotarł 8 maja 1610 r. Na przekór wielu jego wysiłkom, misja Włocha miała zakończyć się fiaskiem. Na spełnienie swojego życzenia Maryja musiała jeszcze poczekać. Ziarno zostało jednak zasiane…

W czasie, gdy o. Manicielli doznawał swoich niezwykłych objawień, w których po raz trzeci Matka Boża wyraziła swoją wolę, by nazywać Ją Królową Polski, królestwo, w jakim będzie oficjalnie panować, toczyło szereg krwawych wojen: z Moskalami, Turkami, Tatrami i Kozakami. Wkrótce polskiej państwowości poważnie zagrozi najazd Szwedów. Sytuacja była na tyle poważna, iż król Jan Kazimierz i biskupi słali do papieża Aleksandra VII dramatyczne listy. „Zginęliśmy, jeśli Bóg nie zlituje się nad nami” – pisali. „Nie, Maryja Was uratuje, to Polska Pani. Jej się poświęćcie. Jej oficjalnie ofiarujcie. Ją Królową ogłoście, przecież sama tego chciała” – odpowiedział papież, nawiązując do objawień włoskiego jezuity. Tym razem Polacy poszli za dobrą radą.

Drzemiące od setek lat w sercach wiernych Kościoła w Polsce pragnienie zostało uroczyście wypowiedziane. W sobotę 1 kwietnia 1656 r. w lwowskiej katedrze dopełniony został jeden z najważniejszych, najbardziej doniosłych aktów w historii Polski: uroczyście ślubowano i oficjalnie w imieniu całego narodu uznano Matkę Bożą za Królową Polski. Wiele lat później wybitny kapłan, duszpasterz po-powstaniowej Wielkiej Emigracji, ks. Aleksander Jełowicki, nawiąże do tego wydarzenia słowami: „Myśl taką natchnąć mogła tylko wielka wiara, i ten, kto ją wykonał (król Jan Kazimierz – przyp. red), spełnił najpiękniejszy i największy czyn, wynoszący sprawę polską ponad poziom zwyczajnych spraw ludzkich. Odtąd bowiem sprawa Polski stała się sprawą Najświętszej Panny jako Królowej Polski”.

Umiłowana Matka Boża stała się więc jednocześnie Królową. Już wcześniej, można powiedzieć od zarania państwowości polskiej, aż do dziś otacza nas swoją przemożną opieką. W obronie granic swojego królestwa stawała niejednokrotnie, przychodząc z pomocą w najtrudniejszych momentach. Świadczą o tym wygrywane z Jej pomocą liczne bitwy, cudowne obrony, niewytłumaczalne interwencje i uzdrowienia. Maryja stanęła u boku Polaków – tak jak pod krzyżem swego Syna – również w ciemnych, tragicznych okresach historii, dzieląc ból, rozgoryczenie i trwogę.

Nabożeństwo majowe – przeszłość czy przyszłość?

Szczególnym znakiem wiary i polskiej maryjności jest przydrożna architektura sakralna, która od wieków tworzy swoisty chrześcijański pejzaż, tak charakterystyczny dla naszego kraju. Stojące w sąsiedztwie kościołów i cmentarzy, rzek i mostów, na krańcach miejscowości, w lasach czy przy rozstajach dróg krzyże i kapliczki gromadziły od niepamiętnych czasów lokalną społeczność na modlitwę. Szczególną popularnością cieszyły się tak zwane „majówki”, czyli nabożeństwa majowe, w trakcie których odmawia się litanie do Matki Bożej. Zwyczaj ten zdaje się zanikać nie tylko w kościołach na terenach miejskich. Podobne tendencje widoczne są również na wsiach, o czym pisał niegdyś ks. Andrzej Draguła na łamach „Więzi” w ciekawym tekście pt. „Nabożeństwo majowe. Reaktywacja?”. Kryzys nabożeństw majowych – według duchownego – jest symptomem kryzysu większego niż tylko zmniejszająca się popularność jakiejś formy pobożności. „Jeśli przyjąć, że wspólnotowe wielbienie Boga było spoiwem sąsiedztwa, to współczesny rozpad relacji sąsiedzkich siłą rzeczy odbija się na potrzebie wspólnotowego wielbienia Boga” – pisał Draguła.

Erozja lokalnej wspólnoty postępuje, a jednym z symptomów jest właśnie niska frekwencja modlących się na „majówkach”. Lekarstwem – jak wskazał teolog i publicysta – jest odbudowa więzi lokalnych i jednocześnie odbudowa wspólnoty Kościoła. W innym tekście pt. „Czy potrzebne jest ekstremalne nabożeństwo majowe?” ks. Draguła zwrócił uwagę, że omawiane zjawisko jest przejawem zaniku wiary i braku świadomości co do wartości tej formy pobożności. Wydaje się, że w tym właśnie tkwi problem, abstrahując od ciekawych skądinąd rozważań publicysty dotyczących postulatów uatrakcyjnienia tego obrzędu.

Warto więc przypomnieć, że modlitwa wspólnoty ma wielką moc. A już szczególnie skuteczna i miła Niebu jest modlitwa za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny przed Najświętszym Sakramentem w kościołach lub pod przydrożnymi kapliczkami, krzyżami i figurami. Wiele z tych form przydrożnej architektury sakralnej upamiętnia niezwykłe wydarzenia czy otrzymanie od Boga łaski. Zachętą do włączenia się do tej pobożnej tradycji katolickiej, jaką jest udział w nabożeństwach majowych, niech będą skierowane przez Maryję do o. Mancinellego słowa: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do mnie płoną jego synowie”.

Tę miłość w osobliwy sposób można wyrazić, uczestnicząc choćby w modlitewnym zgromadzeniu ku Jej czci. Motywujące niech będzie również przesłanie św. abp. Józefa Bilczewskiego: „Najdrożsi moi, zrozumiejmy z dziejów minionej sławy naszego narodu, iż Pan Bóg złączył losy nasze i zależnymi je uczynił od stopnia czci, polegającej nie tylko na słowach i uczuciach, ale na czynach, jaką oddawać będziemy Najświętszej Pannie, Królowej Korony Polskiej. Stańmy więc ponownie wszyscy pod sztandarem Bogarodzicy jako naród najbardziej wierny Chrystusowi i Jego świętemu Kościołowi, a wtedy sprawa nasza stanie się sprawą Bożą – a Bóg sprawy swoje nie opuści. Królowo i Pani nasza, módl się, ach, módl się za nami!”.

Anna Nowogrodzka – Patryarcha

Źródło: PCh24.pl

Podziel się: