„Pracujmy razem dla zbawienia dusz.
Mamy tylko nasze życie – jeden dzień – by je ratować.
Następnym dniem będzie wieczność”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Trudna powojenna rzeczywistość

Pod okupacją sowiecką

Biskup łucki był zatroskany o kapłanów, którzy pozostali na Wołyniu, a dokładnie to najczęściej przebywali w sowieckich więzieniach i obozach pracy. W grudniu 1946 roku sporządzono w Zamku Bierzgłowskim, zapewne na polecenie biskupa Szelążka, wykaz księży diecezji łuckiej aresztowanych przez władze sowieckie w latach 1944-1945. Został on następnie dołączony do pisma sporządzonego przez biskupa, które nosi datę 19 grudnia 1946 roku. Biskup łucki zwracał się władz polskich o pomoc w uwolnieniu 14 księży, w tym, według posiadanej ówcześnie wiedzy: 4 przebywało w więzieniu Łukianówka w Kijowie, 3 w lecie 1945 roku zostało przewiezionych z więzienia Łukianówka w Kijowie do Karagandy w Kazachstanie natomiast 7 w 1945 roku zostało aresztowanych i wywiezionych do różnych więzień.

Ks. Władysław Bukowiński 

Biskup czynił, między innymi starania o uwolnienie ks. Władysława Bukowińskiego (1904-1974), wykładowcy w seminarium duchownym, sekretarza generalnego Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej, a w okresie wojny pełniącego obowiązki proboszcza parafii katedralnej w Łucku. Został on aresztowany w styczniu 1945 roku i skazany na wiele lat łagrów. Dodajmy, że ten gorliwy apostoł Kazachstanu od 2016 roku jest błogosławionym. Szukając pomocy w jego uwolnieniu biskup Szelążek pisał między innymi do arcybiskupa krakowskiego kardynała Adama Sapiehy. W liście z 29 kwietnia 1948 roku czytamy:

Niezmiernie zatroskany jestem losem Ks. Kanonika Bukowińskiego i innych kapłanów, którzy trzymani są na Wschodzie. W odpowiedzi na wszystkie starania o ich repatriację odpowiadano obietnicami, że wkrótce zostaną zwolnieni. Tymczasem otrzymuję od ks. prałata F. de Ville’a taką notatkę: „Dziś, jak mnie w tej chwili ze strony dobrze poinformowanej powiedziano, sprawa ta jest nieaktualna”… A jednak ratować go trzeba dla dobra Kościoła i Ojczyzny. Ks. kanonik Bukowiński jest wyjątkowo wartościową jednostką. Wybitni są także i inni trzymani tam księża. Ośmielam się przeto zapytać, czy Eminencja nie zechciałby wydelegować kogoś do Warszawy, aby wobec Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wobec Premiera i p. Viceministra Wolskiego ponowił żądania repatriacji pomienionych kapłanów. Słowo Eminencji niezawodnie zaważy w tej sprawie.

Słowa biskupa Stefana Wyszyńskiego

Przywołajmy także list kapłana diecezji łuckiej ks. Stefana Jastrzębskiego. Posługiwał on w parafii w Chełmie w diecezji lubelskiej. W liście z 11 lipca 1946 roku opisał on biskupowi Szelążkowi swoje spotkanie z biskupem lubelskim Stefanem Wyszyńskim:

Dnia 7 b.r. przybył z wizytą pasterską do Kościoła Rozesłania Apostołów w Chełmie Biskup Lubelski Stefan Wyszyński. Odjechał do Lublina 9 wieczorem. Z ambony powiedział „ … wiem, że w mojej diecezji są kapłani z diecezji łuckiej, a nawet na terenie chełmskiego dekanatu (ja i ks. prał. Czyżewski), chcę, aby im w mojej diecezji było tak dobrze, jak im było dobrze w swojej diecezji. Otoczę ich swoją opieką”.

Wieczorem tego dnia, przed kolacją, udałem się z ks. prałatem, aby podziękować Biskupowi za wypowiedziane słowa. Ale już nas szukał proboszcz – dziekan, bo Biskup chciał z nami porozmawiać. Serdecznie nas powitał, a ja podziękowałem, że bierze nas pod swoją opiekę.

Powiedział nam, że we włocławskiej diecezji jest więcej niż 30 kapłanów z naszej diecezji „… i lubię was, bo wy kochacie swego Biskupa i nie widziałem tak pracowitych kapłanów, jak wy z diecezji łuckiej!”. „A jak wy się kochacie, nieporozumień między wami nie było”. Za te słowa dziękowaliśmy bardzo. I przez cały czas pobytu Biskupa asystowałem podczas Mszy św., bierzmowaniu…

Ks. Stefan Jastrzębski

W przywołanym wyżej liście ks. Stefana Jastrzębskiego pojawił się także wątek, w którym opisał on swoją osobistą sytuację:

Rozmawiałem z ks. prałatem Stopniakiem wik. gen. o sobie. Dwa lata temu będzie we wrześniu, jak jestem w Chełmie. Do listopada 1945 r. miałem pokoik i kuchenkę, a utrzymanie tylko z obligów … było mało! Dobrze, że moja gospodyni z Lubomla wyjechała ze mną, więc gotowała, opierała… Od listopada – mnie już lepiej, bo biorę udział w dochodach parafialnych. Pracy bardzo dużo… zostałem wikarym na stare lata, bo nim za młodu nie byłem, a po ukończeniu seminarium zostałem proboszczem.

Prowadzę książki ogłoszeń, zapowiedzi, iura stolae, obligów i dyżuruję przez tydzień (ale ściśle mówiąc zawsze). Jest tu proboszcz – dziekan, 2 wikarych, a ja trzeci. Dali mi drugi pokoik duży i już nie wilgotny. Co dalej robić nie wiem. Chcę mieć swój własny kącik. Otóż prałat Stopniak powiedział: proszę napisać do Kurii „nie chcę być w Chełmie, a zaraz damy parafię”, bo mówiłem, że może nadużywam gościnności, może nie jestem potrzebny w Chełmie itd. Widać, że prałat rozmawiał z Biskupem, bo będąc u mnie powiedział: „proszę pozbyć się wszystkich skrupułów i pozostać tu, to dla nas lepiej”. I doprawdy nie wiem, co robić?

Czasem tu mam przykrości: to nie umiem załatwiać interesantów, bo mało biorę, to moje kazania nie nadają się dla małych dzieci… A bywa święto, że tych kazań „dla dzieci” – mówię aż cztery! Natomiast miasto, chce chodzić na moje kazania. Podczas wizyty pasterskiej był Ks. Pr. Czyżewski, Ks. Grzegorzewski. Już mi lepiej, bo napisałem wszystko Najdostojniejszemu Pasterzowi. Ja i „Wołyniacy” dziękujemy z głębi serc za błogosławieństwo i pamięć. W dekanacie Chełmskim, w parafii Kumów, są moi parafianie, w parafii Kamień z mego dekanatu. W parafii Kamień w Pławanicach, gdzie jest kościółek jest 6 zakonnic z Maszowa. Otrzymałem z Kurii Lubelskiej nominację na ich spowiednika.

Dk. prof. Waldemar Rozynkowski

Podziel się: