Bardziej niż własne życie
Ludwik od czasu do czasu wyjeżdżał do Paryża, aby załatwić zamówienia na koronki produkcji żony i jej zakładu. Rozłąki te budziły u małżonków wzajemną tęsknotę. Jedyną pociechą w tym czasie rozłąki były listy, które odzwierciedlały uczucia serca.
I tak w roku 1869 pisała Zelia do męża:
Dziś rano otrzymałam od Ciebie list, na który czekałam z niecierpliwością. Jakże byłam zdumiona, że wbrew wszelkim nadziejom, udało co się załatwić kilka zamówień. To Matka Boska Zwycięska pomagała Ci. W niedzielę byłam zobaczyć Celinkę. Jest duża i żywotna. Gdybyś widział jak przebiera nóżkami! Przybyło jej półtora funta w miesiącu.
Nie musisz się niepokoić o dzieci. Co do mnie, na nieszczęście, nigdy nie jestem o nie spokojna. Pragnęłam zawsze mieć chłopca, ale jeśli Bogu się nie spodobało, zgadzam się z jego wolą.
Wszyscy chyba wiedzą, że jesteś nieobecny, bo nie widuję nikogo. Nie spostrzegłam również jeszcze złodziei. Czuwam w magazynie, nie mam odwagi iść na górę. W piątek czuwałam aż do pierwszej godziny w nocy. Kiedy otrzymasz ten list, będę zajęta porządkowaniem Twojego magazynu. Nie będziesz miał powodu do gniewu, bo nic nie zgubię, nawet starej kartki papieru ani kawałeczka sprężynki, a wszystko będzie lśniło czystością. Nie będziesz mógł powiedzieć, że „tylko przesunęłam z miejsca na miejsce prochy”, bo ich wcale nie będzie.
Napisałam córeczkom, iż będziesz w Paryżu, że wstąpisz po drodze do Lisieux, że powrócisz we czwartek rano, ale, że nie będziesz mógł ich odwiedzić w Mans, mimo że masz na to wielką ochotę.
Ściskam Cię z całego serca. Jestem dziś tak szczęśliwa, że Cię wkrótce zobaczę, iż nie mogę pracować.
Twoja żona, która Cię kocha bardziej niż własne życie.
o. Władysław Kluz OCD
Fragment książki: Dobre Drzewo.
















