„Liczę na to, że nie będę bezczynna w niebie.
Pragnieniem moim jest pracować dalej dla Kościoła i dla dusz, o to proszę Boga, i jestem pewna, ze mnie wysłucha”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Pomoc z nieba

Pomoc z nieba

Świętość wydaje nam się odległa, heroiczna, nie do osiągnięcia. Kiedy patrzymy na obrazy i rzeźby świętych w kościołach, kiedy słyszymy o czynach, których dokonali, a które wydają się być po ludzku szalone i niedostępne przeciętnemu śmiertelnikowi, wtedy dopada nas poczucie małości, poczucie zwyczajności i często zwątpienia – czy i ja mogę być święty?

Czym w zasadzie jest świętość? Jeżeli przyjmiemy właśnie taką definicję – heroizmu i czynienia prawie niemożliwego, to rzeczywiście wyda nam się ona odległa i niedostępna. Natomiast jeśli przyjmiemy definicję bardziej otwartą, że to życie w zgodzie z Bogiem i Kościołem również nam tę świętość gwarantuje. Być może nie będzie ona tak spektakularna, z beatyfikacją i kanonizacją, ale przecież nie o to chodzi. Chodzi ostatecznie o to, aby być zbawionym, trafić do nieba – po prostu być świętym.

Można więc zapytać, po co te beatyfikacje i kanonizacje ludzi, którzy byli tytanami wiary, modlitwy, miłosiernych czynów, albo oddania aż po śmierć w imię Chrystusa? Myślę, że po pierwsze, żeby nas wzmocnić i pokazać, że można bardziej, mocniej i lepiej stawać się chrześcijaninem. Żeby pokazać, że Kościół ma wiele twarzy i wiele odcieni. Ale przede wszystkim po to, żeby dać nam orędownictwo w niebie. Wierzymy przecież w świętych obcowanie, w to że oni, osiągnąwszy już pewność zbawienia, zanoszą nasze modlitwy przed oblicze Boga i szepczą mu za nami słowo.

Kościół to dobrze wymyślił (pod natchnieniem Ducha Świętego), że święci się niejako specjalizują w różnych życiowych trudnościach. Są patroni wszelkich chorób, stanów, zawodów i życiowych sytuacji. Oczywiście w gąszczu świętych patronów znajdziemy też patronów rodziny.

Pierwszym, podstawowym i głównym patronem rodziny jest św. Józef, opiekun Maryi i Jezusa, czyli męski filar Świętej Rodziny. Mamy to szczęście, że 2021 rok obchodzimy w Kościele jako rok tego właśnie patrona. Święty Józef znany jest ze swojej pokory i milczenia, czyli cnót, które powinny być bliskie ojcom i mężom. Święty Józef uczy ich dbania o bezpieczeństwo i miłość w rodzinie, ale nie tylko takie fizyczne i materialne, ale przede wszystkim emocjonalne. Święty Józef imponuje spokojem w scenie poszukiwania miejsca narodzin Jezusa. Nie panikuje, nie załamuje się, nie złorzeczy tym, którzy nie otwierają swoich serc i drzwi przed z jednej strony dramatem chwilowej bezdomności, a z drugiej przed cudem narodzin. To na Józefie opiera się ten ziemski dobrostan jego najbliższych. Piękne świadectwo.

Bliższym naszym czasom patronem rodzin jest św. Jan Paweł II – papież, dla którego to rodzina była jednym z centralnych punktów namysłu teologicznego i duszpasterskiego. Cała teologia ciała, którą Karol Wojtyła głosił przez czas swojego pontyfikatu bardzo mocno opierała się na godności człowieka, na jego wyjątkowości jako osoby, niepowtarzalnej i niepodrabialnej na tle miliardów innych. Ten personalizm w podejściu do relacji, zwrócenie uwagi na wolność w rodzinie, na wolność w małżeństwie, rozumianą jako dawanie pełnej przestrzeni rozwoju każdego z jego członków było czymś orzeźwiającym i nowym, chociaż tak oczywistym, w patrzeniu na rodzinę. Jan Paweł II zrobił wiele, żeby zmienić postrzeganie rodziny jako relacji podległości, źle pojętego patriarchatu, na rzecz opartego na relacjach – zakorzenionych w relacjach z Bogiem – związku wolnych ludzi, którzy decydują się, bo przecież o to chodzi w miłości, żeby swoją wolnością dzielić się z małżonkiem, a potem uczyć jej swojego potomstwa. To niezwykle ważne i istotne.

Mamy też patronów samego małżeństwa – św. Ritę (która jednocześnie jest patronką spraw beznadziejnych), ale też święte małżeństwa – rodziców św. Tereski Ludwika i Zelię Martin, czy też Maria i Ludwik Quattrocchi, o których mówi się, że byli jedno we dwoje. Maria mówiła, że małżeństwo to tkanie przy użyciu dwukolorowych nici, których barwy można wprawdzie rozróżnić w gotowej tkaninie, ale razem tworzą coś zupełnie nowego – jakość, która przy wytrwałej pracy, jest niezniszczalna. Te przykłady pokazują, że świętość w zwykłym małżeństwie jest możliwa, nawet ta efektowna – z beatyfikacją i kanonizacją i to bez fajerwerków, bez lewitacji, mistycznych uniesień i namacalnego doświadczenia Boga.

Heroizmem (albo sprawą beznadziejną – jak u świętej Rity) jest dbanie o relacje w małżeństwie. Szczególnie dzisiejsze czasy nie sprzyjają trwałości relacji. Żyjemy w czasach instant, czasach szybkich przeżyć i silnych doznań. W czasach, w których sztucznie próbuje się wmówić nam, że jesteśmy samowystarczalni w małżeństwie. Życie rodzinne warunkowane jest przez ciągłe atrakcje, pośpiech, spełnianie swoich potrzeb materialnych. Niepopularne są tak zwane „stare wartości” – trwałość, stałość w uczuciach, rozumienie swoich emocji, bycie pomimo problemów i wspieranie się nawet wtedy, kiedy mamy już dosyć. A czas pandemii kazał nam niejako zatrzymać się. Co dla wielu stało się zgubą bądź zerwaniem więzi, jakimś rozczarowaniem. Choć większość z nas miło zaskoczyła się, że można żyć w małżeństwie czy w rodzinie zupełnie zwyczajnie, powoli, bez wszelkich przeszkadzaczy. Poczuliśmy nagle wielki głód i potrzebę spokoju. Bo miłość, jak już wcześniej wspomniałam, to przede wszystkim decyzja, na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w doli i niedoli, w biedzie i bogactwie.

Dobrze, że Kościół pokazuje nam, że się da. To buduje i umacnia.

Anna Maria Patejuk

Podziel się: