Ty będziesz kiedyś różą
We czwartek 2 stycznia 1873 r. o godz. 23 minut 30, Zelia szczęśliwie urodziła swe dziewiąte dziecko, które miało stać się nie tylko koroną dla rodziców, ale i chlubą Kościoła Katolickiego i argumentem, że i współczesny człowiek może być świętym.
Zelia już nie myśli o strasznych bólach porodowych. Trzyma uszczęśliwiona na rękach swoje maleństwo i odmawia modlitwę, którą witała każde swoje dziecko:
„O Panie, uczyń mi tę łaskę, aby ono Tobie było poświęcone i żeby nic nie mogło splamić czystości jego duszy. Jeśliby kiedyś ono miało ją stracić, wolę, żebyś to dziecię zabrał natychmiast.”
Jaka wiara, ale i mądrość życiowa przebija się z tej modlitwy matki. Nie prosi Pana Boga dla dziecka o bogactwo, stanowisko, sławę, ale o czystość duszy, w której by mógł zawsze mieszkać Pan Bóg. Ludwik klęczy koło łóżka. Solidaryzuje się całkowicie z swoją małżonką. Wkrótce idzie do sąsiedniego pokoju i budzi starsze córki Marynię i Paulinkę, które z okazji ferii zimowych były w tym czasie w domu.
– Kochane dzieci, rodzinka powiększyła się.
– Chłopiec?
– Dziewczynka? – skrzyżowały się pytania.
– Dziewczynka – roześmiał się delikatnie Ludwik. – Podziękujcie Panu Bogu, że szczęśliwie się urodziła siostrzyczka.
– Ale my chcemy ją od razu zobaczyć.
– Nie kochane dzieci. Dopiero rano zobaczycie naszego aniołka. Ofiarujcie ten akt umartwienia ciekawości na intencję waszej siostrzyczki, aby była duszą odważną i dzielną.
Czy przy urodzinach Tereni nie było jakiś zjawisk nadprzyrodzonych? – zapytają ludzie głodni sensacji. Otóż nie było. Ta, która miała być wzorem świętości dla „zwykłych zjadaczy chleba”, rodziła się w wielkich bólach matki i trwodze ojca. Nadzwyczajne było tylko tylko jedno proroctwo o przyszłości dziecka, które otrzymali państwo Martin dla swej córeczki, ale w sposób jak najbardziej zwyczajny. Mianowicie, skoro tylko się rozeszła wiadomość w okolicy o szczęśliwym narodzeniu dziecka, ktoś zadzwonił do drzwi państwa Martin. Jakiś onieśmielony i mizerny chłopiec wręczył Ludwikowi list, w którym były wyrażone w sposób może naiwny, ale na pewno szczery życzenia dla małej Tereski:
Śmiej się, rośnij dzieweczko nasza,
Do szczęścia wszystko cię zaprasza,
Czułe troski i miłości tak dużo.
Uśmiechaj się do zorzy
Jak z pąka kwiat się tworzy,
Ty będziesz kiedyś różą.
– Mój skarbie – szepnęła Zelia wpatrzona w dziecięcą twarzyczkę swej pociechy. – Słyszysz, jakie ludzie składają ci życzenia? Masz być różą. Odpowiedział tylko filuterny uśmiech dziecka i ciche gaworzenie.
A kim Pan Bóg się posłużył w przepowiedni? Oto kilka miesięcy przed przyjściem na świat Tereni, państwo Martin zobaczyli w przedsionku starostwa zgłodniałą i nędznie ubraną rodzinę jednego bezrobotnego robotnika. Zelia całą rodzinę przyjęła do swego mieszkania, posiliła ich, zaopatrzyła, a Ludwik znalazł posadę dla bezrobotnego. Teraz ci prości ludzie, skoro dowiedzieli się o szczęściu swoich dobroczyńców, pragnęli tym skromnym, a jakże prawdziwym i spełnionym życzeniem podziękować i okazać wdzięczność za ten czyn pełen miłosierdzia i uszanowania dla nędzy bliźniego.
o. Władysław Kluz OCD
Fragment książki: Dobre Drzewo.
















