Okupacja
Żelazny pierścień wojsk pruskich zacieśniał się bezlitośnie koło Alencon. Miasto przygotowywało się do obrony. Naczelnik departamentu rozkazał podminować wszystkie trzy mosty w mieście. Rodzina Martin, zamieszkała niedaleko jednego z nich, wyprowadziła się ze swego mieszkania do piwnicy. Tam urządzono prowizoryczną kuchnię, sypialnię i urządzono kącik dla córek do nauki.
Zorganizowano Straż Narodową do obrony miasta, złożoną nie tyle z żołnierzy, co z cywilów, mających dużo dobrej woli, ale mało doświadczenia wojskowego.
Zelia podzieliła się swoimi wątpliwościami z bratową:
Wszyscy mieszkańcy są przerażeni. Nasi biedni zmobilizowani poszli walczyć z Prusakami, znajdującymi się o milę od miasta. Słuchać było odgłosy armat aż do godziny 6 wieczorem w trzech różnych stronach: na drodze do Mamers, do Aunay i do Mans. Litość brała patrzeć na wracających naszych biednych żołnierzy. Jedni bez nóg, drudzy bez rąk i widziałam takiego, który miał całą twarz skrwawioną; w ogóle było wielu rannych. Wszystkie szpitale polowe są przepełnione, nikt nie wie, ilu umarło, wśród zmarłych jest wielu wolnych strzelców.
Po krótkim obstrzale artyleryjskim, Niemcy wkroczyli do miasta. Było ich około 25 tysięcy. Dowódca ich wyznaczył mieszkańcom olbrzymia kontrybucję. Burmistrz Eugeniusz Lecointre odmówił kategorycznie zapłacenia jej. Wtenczas Niemcy oświadczyli mu, że potrafią sami wziąć to, co im się należy prawem silniejszego. W odpowiedzi burmistrz Alencon położył przed zdumionymi oficerami niemieckimi klucze i oświadczył dumnie: „Oto klucze mojego mieszkania, zacznijcie ode mnie. Siła ma przewagę nad prawem.” Ta szlachetna odwaga wzbudziła nawet u wrogów szacunek. Odwołano kontrybucję, natomiast nakazano przyjąć żołnierzy niemieckich na kwaterę.
Zelia skorzystała z przywrócenia poczty i natychmiast napisała do swej bratowej:
W poniedziałek, około godziny 3, wszystkie drzwi były oznaczone liczbą żołnierzy nieprzyjacielskich, którzy mieli być tam ulokowani. Wielki sierżant przyszedł prosić o pozwolenie obejrzenia domu. Poprosiłam go na piętro mówiąc, że mamy czworo dzieci. Na szczęście nie próbował wejść na drugie piętro. Wreszcie przydzielono nam dziewięciu Niemców. Nie robię z nimi żadnych ceregieli. Gdy proszą o coś większego, mówię wtedy, że jest to niemożliwe… Byliśmy zmuszeni pozostawić im do rozporządzenia całe piętro, a sami przenieśliśmy się na parter. Gdybym wam chciała wszystko opowiedzieć, co tu się dzieje, musiałabym napisać książkę.
Miasto odmówiło płacenia kontrybucji i byliśmy wszyscy nękani represjami. Wreszcie książę Meklemburski zadowolił się sumą 300 tysięcy franków oraz ogromną ilością rozmaitych sprzętów. Wszystko bydło z okolicy musiano oddać. Teraz nigdzie nie ma mleka. Co pocznie moja biedna Celinka, która wypija cały litr mleka dziennie? I co będą robiły biedne matki, które mają malutkie dzieci? Nie ma też wcale mięsa. Całe miasto jest zrozpaczone. Wszyscy płaczą, prócz mnie. Mój mąż jest smutny, nie może ani jeść, ani spać. Obawiam się, że się rozchoruje.
Po Traktacie Francuskim Prusacy opuścili Alencon. Francja zaczęła budzić się do nowego dnia, niestety, ciężko okaleczała bez swej pięknej prowincji Alzacji.
Koszmarny sen okupacji zniknął i znad rodziny Martin.
o. Władysław Kluz OCD
Fragment książki: Dobre Drzewo
















