Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Liczę na to, że nie będę bezczynna w niebie.
Pragnieniem moim jest pracować dalej dla Kościoła i dla dusz, o to proszę Boga, i jestem pewna, ze mnie wysłucha”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Rodzina Martin_15

Dziecko w oczach wierzącej matki

„O Jeruzalem, Jeruzalem. … Ilekroć chciałem zgromadzić synów twoich, jako kokosz zgromadza pisklęta swe pod skrzydła, a nie chciałaś. Oto zostanie wam dom wasz pusty” (Mt 23, 37-38). Przepowiednia Chrystusa wkrótce spełniła się. Jerozolima ścieśniona żelaznym pierścieniem wojsk rzymskich legła w ruinach swych wspaniałych budowli i zanurzyła się we krwi swych obywateli.

Francja XIX wieku też nie chciała, aby synowie jej zgromadzili się pod skrzydłami Chrystusa. Co gorzej, Francja w ogóle nie chciała mieć synów. Była podobna do wytwornej, ale bezdzietnej damy. Ideałem Francuzów stała się bezdzietność, która w praktyce oznaczała pijaństwo, rozbicie pożycia małżeńskiego, wygodę i szukanie wyłącznie przyjemności.

Odzwierciedleniem ówczesnego sposobu myślenia Francuzów była rozmowa pewnej „nowoczesnej kobiety” z panią Martin. Zelia spodziewała się nowego dziecka. Pewnego dnia spotkała znajomą:

– Znowu dziecko w drodze? – w pytaniu Zelia dosłyszała nutę ironii i drwiny. Spokojnie jednak i z godnością matki odpowiedziała:

– Tak, i bardzo czuję się z tego zadowolona. Cieszę się do tego podwójnie, bo w tym samym czasie i moja bratowa oczekuje dziecka.

– I ja też chciałabym mieć dziecko – melancholijnie zdradziła intymne pragnienie niedoszła mama i ale nic z tego nie wychodzi. Są tacy co mi doradzają pielgrzymkę do Lourdes, ale się boję.

– Czego?

– A nuż zostanę za „dobrze” wysłuchana i będę miała niejedno dziecko, ale kilka?

– No to cóż z tego? Czy to taka tragedia? Przecież sprawa materialna u państwa odpada.

– Nie myślę się zaharowywać, jak jaki wół. Mnie się też coś od życia należy. Chcę się bawić, radować życiem, a dzieci, brrr, drze się to w niebogłosy, a pranie pieluszek, a noce nie przespane… Nie, to nie dla mnie.

Dom francuski stawał się pusty. Klęska Francji w roku 1870 była logicznym następstwem bezideowości teoretycznej i praktycznej większości rodzin.

Nie brakło jednak Francji ludzi, którzy modlili się słowami Wiktora Hugo:

O Panie, uchroń mnie i tych, co mi są mili,

Braci, przyjaciół mych, tych, co wrogami byli,

Gdy im zły triumf świeci;

By nigdy nie ujrzeli bez kwiatów lata znoju,

Klatki bez ptaków, uli bez pszczół roju,

I domu bez dzieci…

Państwo Martin nie wzdrygali się przed przyjęciem obowiązków rodzicielskich, mając wyczulone sumienie na prawo Boże i dobro ojczyzny. I oto w trudnym dla Francji roku 1870 Zelia pragnie dać Kościołowi i Francji syna. Zwierz się swej bratowej w liście:

Cieszę się na myśl, że w sierpniu przeszłego roku każda z nas będzie miała swego chłopca, przynajmniej ja się tego spodziewam. Ale czy dziewczynka czy chłopiec, trzeba będzie przyjąć z wdzięcznością, co nam Pan Bóg da, bo On lepiej wie od nas, czego nam potrzeba.

W czasie szalejącej burzy wojennej, 16 sierpnia 1870 roku, urodziła się Maria Melania Teresa. Niestety, znowu Zelia nie była w stanie wykarmić małej. Szukała mamki. Znalazła jakąś niewiastę, która niestety niegodziwie wykorzystała sytuację, aby zarobić głodząc dziecko. Maleństwo niknęło w oczach. Zelia spostrzegła sytuację. Szukała drugiej mamki. Niestety bezskutecznie. I oto 8 października wygłodniałe dziecko po dwóch i pół godzinach agonii umierało na kolanach matki. Ból Zelii doszedł do szczytu. Jak zwykle szukała spokoju w modlitwie, a ulgi w pisaniu do swych najbliższych.

Nie można sobie wyobrazić co córeczka wycierpiała. Jestem zrozpaczona, tak kochałam to dziecko. Przy każdej nowej żałobie wydaje mi się zawsze, że więcej kocham to dziecko, które utracę, aniżeli pozostałe. Taka była ładniutka, jak bukiecik kwiatów, tylko ja sama ją pielęgnowałam. O jakże również chciałam umrzeć. Jestem zupełnie przemęczona. Od dwóch dni nic nie jadłam i stałam przy niej przez całą noc w śmiertelnej męce.

Podobnie zwierzyła się bratu:

To była śliczna dziewczynka, miała oczka, jakich się nie widzi nigdy u maleńkich dzieci w jej wieku, rysy miała delikatne. I wyobrazić sobie, że mi ją zagłodzono. Czy to nie jest okrutne? Ty nie wiesz, jaka to była dla mnie radość, że sama wychowam to maleństwo. Taka byłam z tego szczęśliwa, że ją mam przy sobie, jak gdyby to było pierwsze dziecko. Ale to się skończyło i nie ma na to lekarstwa, jedynie co mi pozostało, pogodzić się z tym. Dzieciątko jest szczęśliwe i to mnie pociesza.

Tym wyznaniem wiary w życie wieczne, kończy list chrześcijańska matka.

Wiarę w życie poza grobowe podtrzymywała w Zelii, niezastąpiona w pocieszaniu, jej siostra wizytka. Z okazji dnia Wszystkich Świętych 1870 r. wypisała Zelii kilka cytatów, wynotowanych w toku czytania duchowego:

Chcę ci napisać coś, co co dobrze zrobi. Wielebna Matka Małgorzata od Najświętszego Sakramentu, karmelitanka z Beaune mówi, że „święte Niewiniątka mają wielką władzę w niebie i że zmarłe dzieci po chrzcie tworzą ich orszak”. Natomiast Ojciec Faber oświadcza, że „one tworzą w Kościele Katolickim jakoby oddzielna sekcję, w której bóg jest nieustannie kochany i uwielbiany w sposób doskonały, którego my nie możemy zrozumieć, ale który jest bardzo zbliżony do królestwa aniołów”. W innym miejscu ten sam autor mówi: „Niektóre dzieci należą tylko do samego Boga, to są te, które Bóg zabiera małe z tego świata. One kochają więcej swoją matkę z nieba, niż inne dzieci. Te matki są błogosławione, że maja takie dzieci, które my nazywamy wiosennymi kwiatami Pana Boga”. – A więc droga Siostro! bądź mężna! Twoje kochane dzieci są dziś wysoko, razem ze wszystkim świętymi otaczają tron Baranka, który jest źródłem radości, że porzuciły świat, nie zaznawszy jego niebezpieczeństw.

Siedem lat później Zelia napisze do swej dorastającej córki Paulinki te piękne i wzruszające słowa:

Czworo spośród moich dzieci jest już dobrze ulokowanych, a pozostałe też pójdą do Królestwa niebieskiego, mając większe zasługi, ponieważ dłużej walczyły.

Całe swoje „credo”, jakże wzruszające i pełne wiary w życie wieczne, w tajemnicę małżeństwa i czasowego rozstania matki z dziećmi wypowiedziała Zelia w liście z dnia 17 października 1871 r. do bratowej, kiedy pocieszała ją po śmierci maleńkiego jej synka:

Nieszczęście, które cię spotkało, głęboko mnie zasmuciło. Jesteś bardzo doświadczona. Ale to jedno z pierwszych Twoich zmartwień, droga moja, biedna siostro. Niech ci Bóg da umiejętność pogodzenia się z jego świętą wolą. Twoje ukochane dzieciątko jest u Niego. Ono ciebie widzi i kocha, i odnajdziesz je kiedyś. To jest wielka pociecha, którą odczułam i którą czuję jeszcze. Gdy zamykałam oczy moim biednym dzieciom i gdy je grzebałam, doznawałam wiele bólu, ale ten ból był zawsze pełen rezygnacji. Nie żałowałam cierpień i trosk, które dla nich poniosłam. Niektórzy mi mówili: lepiej było nie mieć ich wcale. – Nie mogłam tych słów słuchać. Uważałam, że cierpnie i troski nie mogą być równe ze szczęściem wiecznym moich dzieci. Zresztą nie straciłam ich na zawsze. Życie jest krótkie i pełne nędzy, odnajdę je wysoko. Szczególnie przy śmierci pierwszego odczułam żywo to szczęście, że będę miała dziecko w niebie. Bo Pan Bóg dowiódł mi w sposób wyraźny, że przyjął moja ofiarę. Otrzymałam za przyczyną tego małego aniołka pewna łaskę bardzo niezwykłą. Widzisz, droga siostro, to wielkie dobro posiadać aniołki w niebie, ale nie jest naturze ludzkiej lżej je tracić, na tym polegają wielkie cierpienia naszego życia.

Z listu tego, który by można nazwać „traktatem o chrześcijańskim macierzyństwie”, przebija dojrzałość życia wewnętrznego, która przygotowała „drzewo rodzicielskie” do wydania „świętego owocu”.

o. Władysław Kluz OCD

Fragment książki: Dobre Drzewo.

Podziel się: