Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Liczę na to, że nie będę bezczynna w niebie.
Pragnieniem moim jest pracować dalej dla Kościoła i dla dusz, o to proszę Boga, i jestem pewna, ze mnie wysłucha”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Rodzina Martin_13

Krańcowe rzeczywistości

Życie i śmierć, dwie krańcowe rzeczywistości, wzajemnie się przeplatając, snuły kanwę pożycia małżeńskiego państwa Martin. I oto po śmierci Józefa oczekiwano na nowe życie. Czy można się dziwić obawom i nadziejom, lękom i wierze Zelii i Ludwika? Z prostotą maluje obraz swej duszy Zelia w liście do bratowej:

Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem przerażona przyszłością tego małego stworzenia, którego oczekuję. Wydaje mi się, że los tych dwóch ostatnich będzie jego udziałem, i to jest dla mnie nieustannym koszmarem. Myślę, że niekiedy przeczucie jest gorsze niż samo zło. Gdy nieszczęścia nadchodzą, dość dobrze się im poddaję, ale obawa przed nimi jest mi męczarnią. Dziś rano w czasie Mszy św. miałam takie czarne myśli na ten temat i byłam cała poruszona. Najlepiej oddać wszystkie sprawy w ręce Boga z wyrzeczeniem się własnej woli i ze spokojem oczekiwać wydarzeń. Postaram się przymusić siebie do tego.

26 kwietnia 1869 roku urodziła się zdrowa i piękna dziewczynka. Otrzymała imię Maria Celina. Zelia usiłowała przez sześć dni sama karmić dziecko. Niestety siły ją opadały, gorączka się wzmagała. I znów musiała szukać mamki. Tymczasem Celinka normalnie się rozwijała. Lęk ustąpił. Minęły miesiące względnego spokoju.

Wtem pewnego dnia lutego 1870 r. zaniemogła niespodziewanie Helenka. Wezwany lekarz nie stwierdził poważniejszego niebezpieczeństwa. Ale przeczucie matki nie dało się zwieść pozorom. Cały dzień spędziła Zelia przy dziecku. Widząc zmagania się chorej, pojawiły się łzy w oczach matki. Zauważyła je Helenka. Wyciągnęła ręce i otoczyła nimi głowę matki.

– Mamusiu kochana nie płacz, nie trzeba. Moja biedna mamo…

Minęła dramatyczna noc. Rano Zelia podała dziecku bulion.

– Nie mogę mamusiu nic przełknąć.

– Spróbuj dziecko, musisz coś zjeść, abyś była zdrowa.

– A jeśli zjem, czy mnie mama będzie więcej kochała?

– Naturalnie mój skarbie.

Siłą woli przełknęła Helenka podany napój. Ból jednak wzrastał. Około dziewiątej podniosła się w łóżeczku i powiedziała donośnym głosem:

– Tak, w tej chwili będę uzdrowiona, tak natychmiast. – I oto główka dziecka raptownie opadła na ramię matki, oczy się zamknęły. Serce przestało bić.

Tym razem śmierć była niespodzianką dla rodziców. Kiedy Ludwik zobaczył martwą swą ukochaną córkę, wybuchnął szlochem:

– Moja mała Helenka, moja mała Helenka – powtarzał bezsilnie.

– Ludwiku, uspokój się. Przecież Helenka jest przede wszystkim własnością Boga, który ją teraz sobie odebrał. Ofiarujemy naszą dziecinę Ojcu niebieskiemu.

Był to ze strony Zelii pozorny spokój. W miesiąc później napisze do bratowej:

Bardzo żałowałam, gdy straciłam moich dwóch chłopców, ale cierpię znacznie więcej z powodu tej straty. Tak się nią radowałam, ona była taka milutka, taka pieszczotliwa, tak bardzo nad wiek rozwinięta. Nie ma takiej chwili w ciągu dnia, żebym o niej nie myślała. Zakonnica, która jej dawała lekcje, mówiła mi, że takie dzieci jak ona nie żyją długo. Zresztą ona jest w niebie o wiele szczęśliwsza niż tu na ziemi, ale mnie się wydaje, że całe moje szczęście odleciało ode mnie.

Z klasztory Wizytek od siostry otrzymała Zelia znowu przepowiednię:

O moja droga Siostrzyczko. Jakże jestem zbudowana, widząc Twoją głęboką wiarę i zdanie się na Boga. Odnajdziesz wkrótce tych, których opłakujesz. Twój wieniec będzie piękny, bardzo piękny. Chociaż twoje serce ściśnięte, ale z Tego poddania się woli Bożej wypływa balsam, który raduje Boże serce. Twoja wiara, nigdy nie zachwiana ufność, będą miały kiedyś wspaniałą nagrodę. Bądź pewna, że Ci Bóg pobłogosławi i że miara Twych cierpień będzie równą mierze pociech, które Ci Bóg ześle. Jeżeli Pan Bóg jest zadowolony z Ciebie, to zechce dać Ci tego wielkiego świętego, któregoś pragnęła wychować na Jego chwałę. Czyż nie będziesz wówczas dostatecznie wynagrodzona?

o. Władysław Kluz OCD

Fragment książki: Dobre drzewo

Podziel się: