Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Liczę na to, że nie będę bezczynna w niebie.
Pragnieniem moim jest pracować dalej dla Kościoła i dla dusz, o to proszę Boga, i jestem pewna, ze mnie wysłucha”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Rodzina Martin_12

Pierwsze odloty

Pierwsze opuszczenie na dłuższy czas domu rodzicielskiego przez dziecko jest zawsze bolesne dla rodziców, i dla dziecka: dla rodziców – bo dziecko stało się dla nich drugim „ja”, ich myślą, miłością, dumą i szczęściem; dla dziecka – bo w ojcu i matce znajdowało oparcie dla swego życia tak fizycznego jak i psychicznego, miejsce ucieczki przed niebezpieczeństwami, źródło radości i przyjemności. Życie jednak wymaga chwili odlotu pisklęcia z gniazda rodzicielskiego do samodzielnego lotu, na własnych skrzydłach, do własnych celów.

I u państwa Martin przyszła chwila rozstania. Marynia miała już osiem i pół roku, Paulinka była młodsza o rok, kiedy Ludwik zwrócił się do żony:

– Zelio, już najwyższy czas, aby Marynię i Paulinkę posłać do szkoły.

– Nie wierzysz w moje zdolności pedagogiczne?

– Ależ wierzę i zdaję sobie sprawę, że nasze dziewczynki umieją o wiele więcej niż ich koleżanki, nawet starsze od nich o rok lub dwa. Jednak chodzi nie tylko o same wiadomości, ale o ich życie społeczne, o zetknięcie się w odpowiedniej chwili z licznym gronem ludzi…

– …od których nauczą się zła! – przerwała wybuchowo Zelia.

– Nie przesadzajmy z tym złem. Po pierwsze ludzie nie są tacy źli, jakimi na pierwszy rzut oka się przedstawiają, a po drugie uważam, że tak zwane kloszowe wychowanie na dłuższą metę nie zdaje egzaminu, gdyż wychowuje wiotkie rośliny ludzie, które nie są odporne na wiatr, deszcze, burze i mrozy życia. Nie sztuka być dobrym, gdy się nie styka ze złem, ale sztuka czynić dobro mimo zła panoszącego się dokoła nas – jak twierdził św. Paweł.

– I ja Ludwiku też bym chciała, aby nasze dzieci były odporne na zło. Również podzielam z tobą twierdzenie, że nic tak nie leczy miłości własnej, jak współżycie z ludźmi, którym nieraz trzeba ustąpić. Ale czy nie jest to kuszenie Pana Boga, aby wystawiać dziecko w tak młodym wieku na próby zmagania się z otoczeniem?

– Ależ Zelio, przecież obowiązkiem rodziców jest umieścić dziecko nie w byle jakim środowisku, ale w takim, które by w miarę możliwości gwarantowało dobre i idealne wychowanie. Takim środowiskiem dla naszych dziewczynek będzie bezwarunkowo pensjonat sióstr Wizytek w Mans.

– Tam to rzeczywiście znajdą się pod opieką ciotki, która je ponad życie kocha, i będą się czuły jak w domu rodzinnym. Ale zawsze mi będzie żal dzieci poza ogniskiem rodzicielskim, przy którym mimo wszystko najlepiej wychowują się. Powiedz szczerze Ludwiku, dlaczego ci tak zależy, aby nasze dzieci opuściły nasz dom?

– Jeżeli tak koniecznie chcesz wiedzieć, to przyznam się. Mianowicie ze względu na ciebie. Pracy masz ponad twoje zwą tlone siły. Słabniesz. A przecież ty musisz długo żyć, bo masz dla kogo żyć.

Przy końcu października 1868 r. Marynia i Paulinka znalazły się po raz pierwszy w obcym środowisku. Szybko się tam zaaklimatyzowały. Odnalazły mądre, a przede wszystkim kochające wychowawczynie. Niestety ciotka ich, siostra Maria Dozytea nie mogła się nimi zająć, gdyż gruźlica czyniła u niej zastraszające postępy.

Tymczasem Marynia przygotowywała się do przyjęcia po raz pierwszy Komunii świętej. Zelia swoimi listami budziła w dziecku pragnienie przyjęcia „Prawdy, Drogi i Życia”. Równocześnie przypominała, że Pan Jezus zwykł wysłuchiwać prośby dziecka w dniu pierwszej Komunii świętej. Marynia postanowiła prosić Pana Jezusa o zdrowie dla swojej cioci, a do pomocy zaprosiła św. Józefa.

Przyszedł pamiętny dzień 2 lipca 1869 roku, który tak opisała Zelia swej bratowej:

„Gdybyście wiedzieli jak Marynia była dobrze usposobioną, wyglądała jak mała święta. Ksiądz kapelan mówił mi, że jest bardzo z niej zadowolony i przeznaczył jej pierwszą nagrodę za katechizm. Spędziłam w Mans dwa najpiękniejsze dni mego życia, rzadko kiedy odczuwałam tyle szczęścia. Siostra czuła się lepiej i Marynia mówiła mi, że się tylko modliła za ciotkę i jest pewna, że ją Pan Bóg wysłucha.”

Wiara dziecka została przez Pana Boga wynagrodzona. Ze zdumieniem lekarz stwierdził po jakimś czasie zabliźnienie chorych płuc u wizytki. Po kilku latach powie siostra Dozytea swej siostrzenicy: „Tobie zawdzięczam siedem lat życia”.

– Nie mnie ciociu, ale św. Józefowi – skromnie odpowie Marynia.

o. Władysław Kluz OCD

Fragment książki: Dobre drzewo

Podziel się: