Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Liczę na to, że nie będę bezczynna w niebie.
Pragnieniem moim jest pracować dalej dla Kościoła i dla dusz, o to proszę Boga, i jestem pewna, ze mnie wysłucha”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Podobieństwo do Chrystusa

Bracia: Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, wie, że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą. Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamysłu. Albowiem tych, których przedtem poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był Pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą. (Rz 8, 26-30)

Wstęp.

Jednym z podstawowych pytań człowieka w refleksji nad sobą samym, jest problem własnej tożsamości – pytanie: kim jestem? W odpowiedzi na to pytanie zawarty jest sens ludzkiego życia, źródło pochodzenia człowieka – skąd się wziął na ziemi i ostateczny cel jego istnienia. Wszystkie odpowiedzi na pytania dotyczące bytu ludzkiego, hierarchia wartości, którą człowiek się kieruje, światopogląd, wybory życiowe itd., mają swoje źródło w odpowiedzi na pytanie: kim jestem? Wszystko to, co człowiek czyni, jak myśli, co i w jaki sposób mówi, a przede wszystkim, co czyni, ma swoją podstawę w przeżywaniu samego siebie, w przeżywaniu własnego bytu, własnej tożsamości.

Człowiek wierzący w Boga przeżywa swoją tożsamość w relacji do Niego. Wszyscy ludzie są stworzeni na obraz i podobieństwo Boże. Ten obraz został „zamazany”, uszkodzony w grzechu pierworodnym. Do jego odnowienia i wypełnienia – pełnego ukształtowania, konieczna jest łaska Boża, konieczna była zbawcza ofiara Jezusa Chrystusa. Proces odnowienia obrazu Bożego wymaga także świadomej współpracy człowieka. Tą świadomą współpracę człowieka z łaską nazywamy życiem duchowym. W ramach owego życia człowiek odnajduje swoją tożsamość – jest to tożsamość dziecka Bożego. Zasadza się ona właśnie w obrazie Boga w człowieku. Tożsamością człowieka Nowego Testamentu jest odnowiony przez Chrystusa obraz Boga w człowieku – czyli obraz samego Chrystusa. Chrystus jest Obrazem Boga niewidzialnego (Kol 1, 15), a my jesteśmy „obrazem Obrazu” (określenie Eckharta). Mówiąc prościej my odnajdujemy swoją pełną tożsamość ludzką w Chrystusie. Stąd św. Paweł mówi: „Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). W niniejszej katechezie chcemy podjąć refleksję nad kształtowaniem się owej nowej tożsamości dzieci Bożych i jej znaczeniem dla świadectwa składanego Ewangelii.

„W Nim poruszamy się, żyjemy, jesteśmy”.

Wszystkie stworzenia istnieją przed obliczem Boga. Czytamy w Liście do Hebrajczyków: „Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.” Bóg jako Stwórca i ten, który nieustannie podtrzymuje wszystko w istnieniu, który „daje wszystkim życie i oddech, i wszystko” (Dz 17, 25), On doskonale zna każde stworzenie. Według św. Tomasza z Akwinu każde stworzenie nosi w sobie ślad Boga, jego obraz, każde stworzenie mówi o Tym, który je stworzył. Im stworzenie ma doskonalszą naturę, tym zawiera w sobie doskonalszy ślad Boga. Najmniej wyraźne ślady Boga są w naturze nieożywionej, np. w kamieniu, a najbardziej doskonałe, zwane obrazem w Aniołach i w ludziach. Aniołowie i ludzie jako stworzenia wolne i rozumne mogą świadomie uczestniczyć w kształtowaniu się, dopełnieniu się obrazu Boga w sobie samych. W tym celu Aniołowie zostali poddani próbie. Nie wiemy dokładnie na czym owa próba polegała, ale niewątpliwie jej pozytywnym skutkiem miało być dopełnienie obrazu Bożego w naturze Anioła. Ponieważ Anioł jest istotą o bardzo doskonałej woli, dopełnienie obrazu Bożego dokonało się w nim w jednej chwili. Można przypuszczać, że była to chwila aktu umiłowania Syna Bożego. Od tego momentu Aniołowie Boży, ci którzy odbyli tę próbę pozytywnie, którzy wybrali Syna Bożego jako swego umiłowanego Pana i Boga, nieustannie wpatrują się w oblicze Boga i Go miłują. W Nim odnajdują swoją tożsamość, w Nim poznają całe stworzenie, w Nim miłują i działają dla dobra ludzi.

Również ludzie po stworzeniu zostali poddani próbie i niestety przez grzech pierworodny utracili przyjaźń Bożą, pierwotny stan szczęścia i łaskę, którymi cieszyli się w raju. Bóg jednak w swoim nieskończonym miłosierdziu nie zostawił człowieka w stanie upadku i śmierci. Posłał na świat swojego jedynego Syna, aby dokonać dzieła odkupienia rodzaju ludzkiego z niewoli szatana, grzechu i śmierci, aby odnowić zniekształcony, zamazany przez grzech obraz Boga w człowieku. Jak napisał św. Jan Apostoł w Prologu Ewangelii Chrystus przyszedł do swojej własności, czyli, w najgłębszym tego słowa znaczeniu, do swojego obrazu w człowieku. Przynależność do Chrystusa opiera się na Jego obrazie, który człowiek nosi w swej duszy. My jesteśmy własnością Chrystusa przez Jego obraz, który posiadamy. To dzięki temu obrazowi możemy żyć wiecznie. Podstawy naszej przynależności do Jezusa są bardzo mocne – wpisane w naszą duszę, w nasze istnienie. Przyjęcie tych podstaw oznacza nasze BYĆ, natomiast odrzucenie tych podstaw wieczną śmierć. Swoi, jego własny naród, Go nie przyjęli. Jednak tym, którzy Go przyjęli dał moc, aby się stali dziećmi Bożymi. Dał im moc nowego narodzenia, odrodzenia się obrazu Bożego w człowieku. Chrystus przyszedł do swojej własności, podobny do podobnego, aby zjednoczyć się ze swoją własnością, a w ten sposób w pełni przekształcić ją w siebie. W teologii duchowości mówimy o zjednoczeniu przekształcającym przez miłość – nazywamy to zjednoczeniem mistycznym (por. J 1, 11-13).

Dzięki łasce, którą Chrystus wysłużył w tajemnicy Paschalnej i zjednoczeniu z Nim, człowiek odnawia się obraz Boży. Człowiek jednak, a może na szczęście, nie jest tak doskonały jak Anioł, dlatego wewnętrzna odnowa stanowi długi proces duchowy, który dokonuje się w całym ziemskim życiu i dopełnia w wieczności. W praktyce życia duchowego ten proces odnowy duchowej jest nieustanną walką, udziałem w krzyżu Jezusa Chrystusa. Jest związany z ciągłym umieraniem w nas starego człowieka, aby ten nowy mógł się narodzić (por. J 3, 1-21; Kol 3, 5-10). Proces odnawiania obrazu Bożego, obrazu Chrystusa w duszy ludzkiej jest jednocześnie odkrywaniem, coraz pełniejszym doświadczaniem przez człowieka jego duchowej tożsamości dziecka Bożego.

W życiu duchowym powinna się utrwalać nieustanna świadomość przebywania przed obliczem Boga. Jednym ze wskaźników, czy nasze życie duchowe rozwija się, lub czy się cofa, jest poczucie, czy boimy się owego przebywania w obliczu Boga, czy wprost przeciwny coraz bardziej się z nim oswajamy i jego pragniemy. W początkach życia duchowego może pojawić się lęk z przebywania przed obliczem Boga. Jest to zjawisko naturalne, ponieważ rzeczywistość nadprzyrodzona jest czymś innym niż ta, w której obecnie żyjemy. Lęku tego doświadcza się np. podczas nadzwyczajnych zdarzeń, widzeń osób świętych, Aniołów itp. Wynika on z niedoskonałości ludzkiej natury i z nie rozwiniętego jeszcze życia duchowego. W miarę rozwoju relacji z Bogiem, obraz Boży w człowieku jest coraz bardziej wyraźniejszy i można powiedzieć „podobne rozpoznaje podobne”, dlatego lęk ustępuje. Gdyby jednak lęk w relacji do Boga występował np. u osób, które wcześniej nie lękały się Go, to znaczyłoby, że żyją one w grzechu i zakłamaniu wewnętrznym. Prawdziwy, rzeczywisty rozwój duchowy, coraz pełniejsze odkrywanie w sobie tożsamości dziecka Bożego, czyli obrazu Chrystusa, usuwa lęk. Mówi św. Jan Apostoł: „W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości” (1J 4, 18). Na podstawie tego fragmentu Pisma Świętego można powiedzieć, że odkrywanie tożsamości dziecka Bożego, odnawianie obrazu Bożego w duszy dokonuje się przez miłość. Na ten aspekt życia duchowego zwrócimy uwagę w następnym punkcie niniejszych rozważań.

Modlitwa jako miłosne przebywanie w obliczu Boga.

Modlitwa jest najważniejszym aktem życia duchowego dziecka Bożego. Przypomnijmy w tym miejscu określenie modlitwy św. Teresy od Dzieciątka Jezus, które znalazło się w Katechizmie Kościoła Katolickiego: „Dla mnie modlitwa jest wzniesieniem serca, prostym wejrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i w radości; na koniec jest to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co rozszerza mą duszę i jednoczy mnie z Jezusem” . Dla Teresy modlitwa jest przede wszystkim wzniesieniem serca, czyli zjednoczeniem w miłości z Bogiem, które dokonuje się w każdej sytuacji życia. Również wielka reformatorka Karmelu, św. Teresa od Jezusa mówi, że istotą doskonałej modlitwy jest miłowanie Boga. Modlitwa jest miłosnym przebywaniem w obliczu Boga, przebywaniem pełnym uwielbienia, zanurzeniem w Jego chwale. Na modlitwie stajemy w obliczu Tego, który nas miłuje. Jego miłość rozpala nas i uzdalnia do odpowiedzi, uzdalnia do miłowania. Na modlitwie dokonuje się zjednoczenie duszy z Bogiem – jest to zjednoczenie przekształcające duszę na obraz Chrystusa.

Doświadczenie bycia miłowanymi przez Boga stanowi istotę naszej tożsamości: Jestem przede wszystkim tym, kogo Bóg miłuje! Jego miłość czyni mnie cennym, nadaje wartość i wyznacza sens życiu. Tym sensem, szczęściem, celem jest miłowanie miłością Boga. Co więcej na modlitwie uświadamiamy sobie, że jesteśmy miłowani przez Boga jako ludzie, jako osoby ludzkie – czyli istoty duchowo-cielesne, rozumne i wolne. Zatem nasza odpowiedź miłości na miłość Boga musi być zarówno w płaszczyźnie duchowej jak i cielesnej. Ludzie odpowiadają na miłość Boga miłością bliźnich. Taka odpowiedź na miłość Boga jest czymś koniecznym, aby była to odpowiedź pełna, odpowiedź ludzkiej istoty. Dlatego św. Jan powie: „kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1J 4, 20). Miłość oczyszcza i wykuwa, uwyraźnia w naszej duszy obraz Boga. Ten obraz może być wykuwany tylko miłością. My istniejemy, aby miłować, by odpowiadać Bogu na Jego miłość. Dlatego też można powiedzieć, że ten kto pełniej miłuje, ten pełniej istnieje.

Każda modlitwa, która jest miłowaniem Boga uświadamia nam naszą tożsamość i jednocześnie wykuwa ją w naszej duszy. Im więcej i im pełniej się modlimy, czyli im pełniej jesteśmy przed obliczem Boga, tym bardziej jesteśmy sobą, tym bardziej jesteśmy Jego dziećmi. Myśl tę najprościej ukazuje Modlitwa Pańska, którą codziennie odmawiamy. Stajemy w tej modlitwie przed obliczem Boga, mówiąc do Niego: Ojcze! Jeśli tak możemy nazywać Boga, to dlatego, że jesteśmy Jego dziećmi. Modlitwa Ojcze nasz wykuwa w nas tożsamość dzieci Bożych. Oczywiście jest to modlitwa pełna miłości, przecież Ojciec i dziecko są połączeni miłością. Modlitwa Ojcze nasz jest wołaniem miłującego dziecka. Co więcej jest to modlitwa we wspólnocie braci i sióstr, bo przecież Pan Jezus nakazał nam mówić do Boga: Ojcze nasz! Takie wołanie do Boga stanowi zobowiązanie do miłości bliźnich.

W Nowym Testamencie znajdujemy wezwanie do uporczywej i nieustannej modlitwy (por. Mt 7, 7-11; Łk 11, 9-13; 1Tes 5, 17). Modlitwa nieustanna w swej istocie oznacza dążenie do stanu nieustannego świadomego przebywania przed obliczem Boga, miłowania Go w Jego Obliczu. Na ziemi taka modlitwa nie jest w pełni możliwa, ze względu na niedoskonałość ludzkiej natury – nie chodzi tu tylko o niedoskonałość wynikającą ze skutków grzechu pierworodnego, ale w ogóle z ograniczeń natury stworzonej przez Boga. Ograniczenia te będą usunięte dopiero w życiu przyszłym. Stanu modlitwy nieustannej dostąpią w niebie wszyscy zbawieni, ale każdy na miarę swojego wewnętrznego przekształcenia w Chrystusa, które utrwaliło się w życiu ziemskim. Św. Teresa z Lisieux, mówiąc o tej tajemnicy, posługuje się obrazem naczyń, które wprawdzie wszystkie są napełnione po brzegi, ale nie są one równej objętości. Na ziemi najdoskonalsze zjednoczenie w miłości z Chrystusem, dokonuje się w zaślubinach duchowych. Jest to stan doskonałego zjednoczenia w miłości z Bogiem. Od zjednoczenia w niebie różni się dwiema rzeczami: jest to zjednoczenie pod zasłoną wiary i, z wyżej wspomnianych względów, nie może być przeżywane ciągle w ludzkiej świadomości.

Podobieństwo duszy do Chrystusa a apostolstwo.

Często w działalności duszpasterskiej i ewangelizacyjnej szuka się specjalnych metod, aby dotrzeć np. do dzieci i młodzieży. Oczywiście jest prawdziwym, powiedzenie: „gdy rybak idzie na ryby, to zakłada na haczyk, to co lubią ryby, a nie to co lubi rybak”. Trzeba czymś zwabić te Boże ryby, aby wyciągnąć je z odmętów świata. Ale jednocześnie trzeba zdawać sobie sprawę, że powodzenie działań duszpasterskich tak naprawdę nie zależy od sprytnych metod, od socjotechniki. Łowienie dusz ludzkich jest w pierwszym rzędzie owocem działania Ducha Świętego, łaski Bożej. Dlatego nie należy przeceniać wspomnianych „sztuczek” ewangelizacyjnych.

Ze skutecznością głoszenia słowa Bożego jest podobnie jak ze skutecznością sakramentów świętych. Pierwsze miejsce zajmuje łaska Boża, następnie otwartość serca słuchaczy i świętość szafarza, głosiciela słowa Bożego. W powodzeniu ewangelizacji ten ostatni element wydaje się szczególnie ważny. Osoby poszukujące prawdy, a nawet świadomie jej nie poszukujące, czy wprost odrzucające, nie mogą być obojętne w spotkaniu z autentycznym świadkiem Chrystusa – tzn. z osobą, która ma w swej duszy Jego wyraźny obraz. One przecież w osobie ewangelizatora spotykają żyjącego Zbawiciela. Wymownym przykładem może być postać św. Jana Pawła II, który otwierał dla Chrystusa niekiedy całkowicie zamknięte serca. Można powiedzieć, że im większe podobieństwo duszy do Chrystusa, tym większa skuteczność jej świadectwa o prawdzie Ewangelii.

Wierni, którzy oddają się bardziej działalności apostolskiej nie tylko wyświadczają innym wielkie dobro duchowe, ale również sami zyskują. Oczywiście muszą oni gorliwie trwać na modlitwie, aby z niej czerpać siłę do ewangelicznego świadectwa. Ale jednocześnie działalność ewangelizacyjna przybliża ich do Chrystusa. Nie tylko modlitwa, ale i miłość duszpasterska utrwala w duszy obraz Chrystusa. Najbardziej utrwala ów obraz w tych świadkach Ewangelii, którzy świadectwo dawane słowem łączą z dziełami miłosierdzia.

Ks. Ludwik Nowakowski

Cykl: Duchowość Misji św. Teresy.
Temat: Podobieństwo duszy do Chrystusa jako owoc zjednoczenia z Bogiem.

Podziel się: