WSPOMNIENIE O MATCE BERNARDZIE NAKONOWSKIEJ
Poznałam Matkę Bernardę Nakonowską w 1955 roku. Było to wkrótce po moim wstąpieniu do Zgromadzenia Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Wówczas Matka Bernarda piastowała urząd Przełożonej Generalnej zgromadzenia. Wspominam o pierwszym spotkaniu się z Matką Bernardą dopiero po wstąpieniu do zgromadzenia, ponieważ sprawy przyjęcia załatwiałam przez pośrednictwo siostry przełożonej z Ostrowi Mazowieckiej.
Pierwsze dni mojego pobytu w domu zakonnym zgromadzenia w Ostrowi Mazowieckiej robiły na mnie niezwykłe wrażenie, zresztą chyba jak na wszystkich początkujących. Moje wrażenia i wyobrażenia rosły, kiedy to siostry mówiły o przyjeździe Matki Generalnej. Wyobrażałam sobie Przełożoną Generalną, jako niezwykłą osobę – pełną powagi i majestatu. Muszę zaznaczyć, że przed wstąpieniem do zgromadzenia w ogóle nie znałam życia zakonnego i nie miałam kontaktu z żadnymi siostrami zakonnymi.
Nastąpił wreszcie dzień, kiedy moje wyobrażenia okazały się nierealne. Przyjechała Matka Generalna. Byłam wówczas w pralni, przy praniu. Matka Generalna po nawiedzeniu Pana Jezusa w kaplicy zakonnej poszła do sióstr, które były zajęte przy swoich obowiązkach. Matka Bernarda przyszła również do pralni. Pierzchły wszystkie moje niezwykłości. Zobaczyłam po prostu matkę.
Matka Bernarda po przywitaniu się zamieniła ze mną kilka słów. Z całego zachowania Matki i jej postawy wyczułam, że jest matka w ścisłym tego słowa znaczeniu. Mówiły o tym jej oczy pełne macierzyńskiego spojrzenia, jej uśmiech życzliwy i cała jej postawa. Co więcej, o prawdziwym macierzyństwie mówiło jej serce pełne dobroci.
Kiedy Matka Bernarda była w pralni widziała, że byłam spocona. Wkrótce miała być kolacja, a ponieważ do refektarza trzeba było przejść przez podwórko. Była wówczas zima. Matka Bernarda obawiając się, że mogę się zaziębić, sama przyniosła mi szal do nakrycia. Byłam zaskoczona tym czynem Przełożonej Generalnej, jej stosunkiem do mnie, jako kandydatki. Doceniłam miłość macierzyńską Matki Bernardy i wywarła ona na mnie swoje piętno na całe życie. Widziałam ten sam stosunek Przewielebnej Matki do wszystkich sióstr, ale to mnie tak nie dziwiło, gdyż uważałam, że łączy je ściślejsza więź z Przewielebną Matką. Ja jednak byłam tylko kandydatką.
Takie same wrażenia, o których wyżej wspominam, odniosłam w osobistej rozmowie z Przewielebną Matką Bernardą. W pierwszym spotkaniu uderzyła mnie miłość Matki Bernardy w stosunku do każdego człowieka, a szczególnie troskliwa miłość macierzyńska do osób sobie powierzonych. Wynikiem tej miłości była dobroć, którą można było odczytać w jej uśmiechu, spojrzeniu, a przede wszystkim mówiły o tej dobroci czyny Matki Bernardy, także w stosunku do najmniejszych.
W nowicjacie, który odbywałam w Rychnowie miałam okazje częstszych spotkań z Matką Bernardą, gdyż Dom Główny zgromadzenia znajdował się wówczas w Ostródzie. Często różne sprawy wymagały tego, by Matka przebywała w domu Nowicjatu. Lecz i w bliższym zetknięciu się z Matką Bernardą nie zmalało i nie zmieniło się moje wyobrażenie o jej osobie. Przeciwnie, wzrosło, gdy widziałam, jak Matka boryka się z różnymi trudnościami na co dzień, nie poddaje się im i przechodzi ponad nimi, pokładając swą ufność w Bogu.
Często słyszałam z ust Matki Bernardy słowa: Bóg wie, ile możemy znieść, co możemy znieść, a nigdy nie zsyła cierpienia ponad nasze siły. Takie zgadzanie się z wolą Bożą w każdej sytuacji życia wypływało z jej głębokiej wiary w dobroć i Opatrzność Bożą oraz wielkiej ufności w Bogu.
W każdej sytuacji można było zauważyć, jak Matka Bernarda swoje sprawy odkłada na ostatni plan, a oddawała się sprawom Bożym, sprawom zgromadzenia i czynnej miłości bliźniego. Potrzeby bliźnich umiała dostrzec prawie zawsze, nawet wtedy, gdy sama była obarczona rożnymi sprawami i kłopotami. Matka Bernarda czynnie okazywała swoją miłość. Świadczy o tym następujący fakt. Pewnego razu jedna z postulantek ugryzł pies. Pozostawił jej taką ranę, że wymagała dłuższej pielęgnacji. Matka Bernarda będąc wówczas w Rychnowie, sama robiła chorej opatrunki przez dłuższy czas i zawsze czyniła to z jednakową troską i miłością. Gdy patrzyłam na to, odniosłam wrażenie, że tak postępować potrafi osoba, która kocha prawdziwą miłością. (…)
Matka Bernarda była również stanowcza i surowa, jeśli widziała wyraźne zło wynikające z postepowania, ale i wtedy w całej tej stanowczości i surowości można było wyczuć jej dobroć. Chciała, by każda siostra szła właściwą drogą, przypominała o celu życia zakonnego, wskazywała środki za pomocą, których ten cel można osiągnąć. Najczęściej mówiła o miłości i wierności powołaniu. Gdy skarciła za coś, potrafiła również przy najbliższej okazji okazać gest serdecznej życzliwości w taki sposób, że najbardziej przykra uwaga nie stawała się bolesna. Siostry kochały Matka Bernardę pomimo, że była stanowcza i surowa, ponieważ wiedziały, że czyniła to z miłości ku Bogu, dla ich własnego dobra i dobra zgromadzenia.
Matka Bernarda była duszą rozmodloną. Gdy obserwowałam Matkę będąc w nowicjacie, widziałam, jak często spędzała długie chwile u stóp tabernakulum. Widać było, że modli się żarliwie. Nieraz klęczała na podłodze przed ołtarzem bez żadnego oparcia, w postawie pełnej czci i uwielbienia, dość długo, tak że dziwiłam się skąd Matka Bernarda ma tyle siły. Oczy miała utkwione w tabernakulum, często napełnione łzami, ręce złożone i tak klęczała nieruchomo trwając w adoracji Jezusa Eucharystycznego. Twarz jej w czasie modlitwy była pełna pogody, nieraz można było z niej wyczytać ból i smutek.
Duch modlitwy nie tylko towarzyszył Matce Bernardzie w kaplicy. Można było Matkę Bernardę spotkać w rożnych okolicznościach skupioną i obcującą z Bogiem. Zresztą często Matka Barnarda mawiała, że modlić się można wszędzie i zawsze, a obcując z Jezusem nauczymy się żyć według woli Bożej i spełnimy swoje powołanie.
Matka Bernarda była osobą, której uczucia ludzkie nie były obce. Przypominam sobie mile chwile nowicjackie, kiedy chcąc uczcić dzień imienin Matki urządzałyśmy małe imprezy. Dzień ten dla nas szczególnie był drogi, gdyż Matka doceniała naszą dziecięcą miłość i okazywała nam jeszcze więcej życzliwości i miłości niż zwykle.
Mile wspominam również wycieczki, jakie urządzono nam kilka razy w nowicjacie zwykle w niedzielę. Towarzyszyła nam w nich Przewielebna Matka Bernarda. Matka uczestniczyła w naszej wspólnej radości również podczas wyjazdów. Wszystko co ludzkie nie było Matce Bernardzie obce.
Mój bezpośredni kontakt z Matką Bernardą został przerwany po nowicjacie. Jako profeska o ślubach czasowych wyjechałam na bardzo odległą placówkę do Ścinawki Dolnej. Spotykałam się z Matką tylko na rekolekcjach i w czasie wizytacji domu, którą odbywała Matka Bernarda zwykle raz w roku. Gdy przyjeżdżałyśmy do Rychnowa na rekolekcje, byłyśmy przyjmowane przez Matkę Bernardę serdecznie i czule. Widziałam, że w ten sam sposób przyjmowane były wszystkie siostry. W czasie wizytacji okazywała nam Matka także dużo serca. Starała się zadość czynić przedkładanym prośbom, a jeśli one nie mogły być spełnione wskazywała na niemożliwość spełnienia, podnosiła na duchu, dodawała odwagi, współczuła, kochała.
s. Sabina Gumkowska CST
Archiwum Zgromadzenia Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus
















