Kiedy mówimy o Teresie jako osobie dojrzałej, mamy na myśli ostatnie dziesięć lat jej życia, począwszy od 14 roku. Brzmi to dość dziwnie; współcześnie czternastolatka uważana jest raczej za dziecko, któremu daleko jeszcze do tego, by podejmować życiowo wiążące decyzje. Teresa przeciwnie, już w tak młodym wieku jest osobą o niezwykłej głębi, z jasno wyznaczonym celem życia. Swoje spojrzenie kieruje ku drzwiom świętej arki, jak w duchu nazywa Karmel w Lisieux.
Przekroczy je 9 kwietnia 1888 roku, mając zaledwie 15 lat. Wspomina ten moment w swoich zapiskach:
Wszystko wydawało mi się czarujące, czułam się jak na pustyni; podobała mi się zwłaszcza nasza mała cela. Moja radość była jednak wyciszona; Spokojnych fal, po których płynęła moja łódka, nie marszczył najmniejszy nawet powiew; błękitu mojego nieba nie mąciła najmniejsza chmurka. Ach, otrzymałam w pełni nagrodę za wszystkie utrapienia. Z jaką radością powtarzałam sobie w głębi: „Jestem tu na zawsze, na zawsze!..”
Rkp A 69v°
Za murem klasztoru czeka ją jednak bardzo surowe życie. Pobudka o 4.45. 0 5.00 modlitwa w ciszy przez godziny. Od 6.00 do 7.00 modlitwy brewiarzowe: Pryma, Tercja, Seksta i Nona. Potem Msza święta i dziękczynienie. Na czczo, trzy godziny w kaplicy, większość na klęczkach. Śniadanie o 8.00, zwykle zupa; w dni postne siostry nic nie jadały rano. Potem praca, rachunek sumienia i znowu praca. Obiad, chwila odpoczynku i znowu praca. Po południu nieszpory i czytanie duchowe. O 17.00 modlitwa w ciszy przez godziny (w sumie karmelitanka modliła się każdego dnia dwie godziny w ciszy). Następnie kolacja i rekreacja. Spoczynek o 22.30 bądź 23.00. Teresa jednak nie kładzie się spać — ma teraz chwilę czasu i siada do pisania tekstów. Z posłuszeństwa.
Czy jest to rytm życia dla tak młodej dziewczyny? Nie dziwi więc, że Teresa jest notorycznie niedospana (nie spała nigdy dłużej niż sześć godzin dziennie), czasem wręcz pada ze zmęczenia i zimna. Przyjmuje jednak zasadę: oddać się całkowicie i nigdy się nie skarżyć. Źródłem jej wewnętrznej mocy są spotkania z Jezusem, zwłaszcza podczas modlitwy w ciszy. Choć nieraz właśnie wtedy głowa opada jej na ławkę…
Poważnym problemem jest dla niej brak właściwej formacji do tego rodzaju modlitwy. Jak to możliwe? Wszak głównym charyzmatem Karmelu jest kontemplacja i przebywanie w obecności żywego Boga! A jednak. Przez pięć pierwszych lat jej pobytu w klasztorze mistrzynią nowicjatu jest siostra Maria od Aniołów, osoba bardzo pracowita i pobożna. Jednak Teresa nie potrafi się przed nią otworzyć, mistrzyni zaś nie umie przekazać swym podopiecznym tego, co niezbędne do prowadzenia dojrzałego życia duchowego. Nie potrafi tego uczynić również kapelan Karmelu. Dopiero jezuita, ojciec Pichon, u którego Teresa się spowiada, daje jej kluczową radę: „Moje dziecko, niech Pan Nasz będzie zawsze twoim Przełożonym i Mistrzem nowicjatu” (Rkp A 70r°). Teresa bierze sobie do serca to zdanie.
I rzeczywiście nim był, podobnie jak był i „ojcem duchowym”. Nie chcę przez to powiedzieć, że moja dusza była zamknięta dla przełożonych, wręcz przeciwnie! Zawsze się starałam, by stanowiła dla nich otwartą księgę; lecz Matka nasza, chorując często, niewiele miała dla mnie czasu… Powiedziałam, że Jezus był „moim Ojcem Duchowym”. Wstępując do Karmelu, poznałam tego, który miał mnie prowadzić (to właśnie był kapelan, ten który miał się opiekować siostrami nowicjuszkami), ledwie jednak zaliczył mnie w poczet swoich dzieci, a już udał się na wygnanie. Poznałam go jedynie po to, by zaraz go stracić. Ponieważ otrzymałam jedną tylko odpowiedź na12 wysłanych listów, skierowałam niebawem swoje serce ku temu, który był Ojcem wszystkich ojców duchowych i On właśnie wprowadził mnie w wiedzę ukrytą przed uczonymi i mądrymi, którą raczy objawiać najmniejszym.
Rkp A 70r° – 71r°
Teresa – za „pozwoleniem” swoich przełożonych – zwraca się ku Temu, który jest Ojcem wszystkich ojców duchownych. Nie chce jednak iść zupełnie na oślep. Radzi się czasem przełożonej Karmelu, Matki Marii Gonzagi („Widzę w tobie nie tylko Matkę, która mnie kocha i którą kocham, lecz przede wszystkim żyjącego w tobie Jezusa, objawiającego mi poprzez ciebie Jego wolę”; Rkp C 11r°); częściej swej rodzonej siostry Pauliny ( w zakonie – Matki Agnieszki). Zwłaszcza ta druga wspiera ją, jak może, wciąż uważając Teresę za woje małe dziecko; równocześnie odnosi się do niej dość chłodno, by nie wzbudzać podejrzeń, iż faworyzuje swoją najmłodszą siostrę.
Nie otrzymawszy właściwego pokarmu duchowego, Teresa podejmuje trud formacji na własną rękę. Czyta, studiuje, zastanawia się. „Ona nigdy nie przestawała szukać” – powie później Celina. Chce odkryć tajniki modlitwy kontemplacyjnej, by modlić się jeszcze goręcej. Poszukuje w trzech źródłach: w Piśmie Świętym, w tekstach klasyków duchowości chrześcijańskiej (O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a`Kempis, w pismach mistrzów Karmelu, zwłaszcza św. Jana od Krzyża) oraz we własnym sercu:
Jak mówi św. Jan od Krzyża w swojej pieśni: „Przewodnika żadnego nie miałem poza światłem, co jaśniało w mym sercu: swym blaskiem wiodło mnie pewniej aniżeli słońce południowe, a prowadziło mnie do miejsca, gdzie oczekiwał mnie Ten, który zna mnie całego doskonale”.
Rkp A 49r°
Na tej bazie Teresa wypracowuje swój własny model modlitwy wewnętrznej. Bynajmniej nie jest to modlitwa spontaniczna, chaotyczna, oparta na niestałych uczuciach nastoletniej dziewczyny. Nie. Teresa odkrywa ją powoli, mozolnie, w trakcie długich poszukiwań, przebijania się przez święte teksty i najczystszą literaturę mistyki chrześcijańskiej. Codziennie weryfikuje ją swym długim trwaniem przed Jezusem. Najważniejszym założeniem jest dla niej całkowite oderwanie się od siebie i od jakiejkolwiek formy myślenia o sobie. „Nic dla mnie – wszystko dla Jezusa.” To dla Niego idzie na modlitwę, tylko Jemu pragnie sprawić radość. Modli się pomimo zmęczenia, senności, czy zimna. Pomimo oschłości i braku wzniosłych myśli. Będąc sam na sam z Jezusem, nie szuka świateł ani pociechy. Inicjatywę pozostawia Jemu. Niech On robi z nią co chce. Modlitwa to dla Teresy najbardziej bezpośrednia forma oddania się Temu, który pierwszy ją umiłował. (…)
Teresa nie improwizuje, lecz wypracowuje styl modlitwy, którą można nazwać „ewangeliczną”, gdyż jest bliźniaczo podobna do modlitwy Jezusa. On pragnął jedynie uwielbić Ojca, spełnić Jego wolę i oddać się Mu w miłości. Teresa chce tego samego. W wieku dwunastu lat ma już pierwszy zarys takiej modlitwy; będzie ją jednak doskonaliła przez całe życie.
ks. Andrzej Muszala
Fragment książki: Wybieram wszystko. Teresa Martin.
















