Bracia: Jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą. Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego niż ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście. Oto słowo Boże. (1 Kor 3, 9b-11. 16-17)
Wstęp.
We współczesnym świecie coraz bardziej słabnę lub wręcz zanikają relacje międzyludzkie. Tak naprawdę tragedią współczesnych ludzi jest coraz większe poczucie osamotnienia w tłumie, w którym się znajdują i przy ilości środków internetowego przekazu, którymi dysponują. Słabnące relacje stają się przyczyną depresji, różnego rodzaju chorób psychicznych, które są coraz bardziej powszechne. Do osłabienia relacji międzyludzkich przyczynia się m.in. zanik wspólnot naturalnych takich jak narody czy lokalne wspólnoty kulturowe, a może przede wszystkim zniszczenie instytucji rodziny. Na tym tle Kościół, jego wspólnota wiary w Chrystusa, stanowi ostatnią szansę dla człowieka – nie tylko szansę na zbawienie, ale i na odbudowę, zachowanie doczesnej, naturalnej wspólnoty międzyludzkiej.
1. Kościół ziemski jako „wspólnota w drodze”.
Święty Paweł mówi, że wspólnota wierzących podobna jest do uprawnej roli lub do wznoszonej budowli. Zatrzymajmy się nad tym drugim obrazem Kościoła, który rozwija w swym nauczaniu Apostoł narodów. Kiedy zastanowimy się nad tym krótkim, a zarazem bardzo jasnym obrazem Kościoła, odkrywany zawartą w nim dynamikę: „jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek”. Kościół ziemski jest rzeczywistością dynamiczną, która ciągle wzrasta, ciągle jest budowana. Albo używając innego obrazu, jest jak pielgrzym – ciągle w drodze. Mądrzy kapłani, którzy przychodzą na nową parafię, aby pełnić np. funkcję proboszcza mówią: „Ode mnie się chrześcijaństwo w tej parafii nie zaczęło”. Ktoś wcześniej był tam proboszczem, a często już nie jeden kapłan – w starszych parafiach. Powiedzenie to jest po to, aby nie wywracać od razu wszystkiego do góry nogami – bo ja wiem najlepiej, jak ma być. Święty Paweł poucza: „Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego niż ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus”. Kościół ma już dwutysięczną historię na ziemi. Funkcjonował w różnych czasach, w różnych warunkach życia społecznego. Ciągle rozpoznaje znaki czasu i dostosowuje formę przekazu Ewangelii do potrzeb i mentalności aktualnie żyjących ludzi, a jednocześnie nie zapomina o sprawach nie przemijających: fundamencie Kościoła, którym jest Jezus Chrystus i swojej zbawczej misji, która stanowi kontynuację życia Jezusa na ziemi.
Z innych obrazów, tekstów Pisma Świętego – np. przypowieści o krzewie winnym, uświadamiamy sobie kolejną prawdę. Kościół stanowi wspólnotę wierzących w Chrystusa. Jest budowlą z żywych kamieni. Od zachowania tej wspólnoty, od umiejętności trwania w niej i współpracy jednych z drugimi, zależy skuteczność, świadectwo oddziaływania Ewangelii, zależy misja budowania królestwa Bożego na ziemi. Zwornikiem owej wspólnoty jest fundament – Jezus Chrystus, z którego wszystkie członki czerpią życie i Ducha Świętego do działania ewangelicznego w świecie. Duch Święty, Duch posłany Kościołowi przez Jezusa napełnia wspólnotę wierzących darami i charyzmatami, którymi wzajemnie mogą sobie służyć. Najważniejszym darem, który łączy Kościół i nadaje siłę do jego ewangelizacyjnej misji w świecie, jest miłość. Dobrze zrozumiała tę prawdę św. Teresa od Dzieciątka Jezus pisząc w Dziejach Duszy: „Zgłębiając tajemnice Mistycznego Ciała Kościoła, nie rozpoznawałam siebie w żadnym z jego członków, wymienionych przez św. Pawła; a raczej chciałam odnaleźć się we wszystkich… Miłość dała mi klucz do mego powołania. Zrozumiałam, że skoro Kościół jest ciałem złożonym z różnych członków, to nie brak mu najbardziej niezbędnego, najszlachetniejszego ze wszystkich. Zrozumiałam, że Kościół posiada Serce i że to Serce PŁONIE MIŁOŚCIĄ, że jedynie Miłość pobudza członki Kościoła do działania i gdyby przypadkiem zabrakło Miłości, Apostołowie przestaliby głosić Ewangelię, Męczennicy nie chcieliby przelewać krwi swojej… Zrozumiałam, że MIŁOŚĆ ZAMYKA W SOBIE WSZYSTKIE POWOŁANIA, ZE MIŁOŚĆ JEST WSZYSTKIM, OBEJMUJE WSZYSTKIE CZASY I WSZYSTKIE MIEJSCA… JEDNYM SŁOWEM — JEST WIECZNA!… Zatem, uniesiona szałem radości, zawołałam: O Jezu, Miłości moja… nareszcie znalazłam moje powołanie, MOIM POWOŁANIEM JEST MIŁOŚĆ!… Tak, znalazłam swoje miejsce w Kościele, a to miejsce, mój Boże, Ty sam mi ofiarowałeś… W Sercu Kościoła, mojej Matki, będę Miłością… w ten sposób będę wszystkim i moje marzenie zostanie spełnione!!!…”
W mistycznym ciele Kościoła, w całej jego wspólnocie, powstają mniejsze wspólnoty. Wynika to najpierw ze społecznej natury człowieka, który chce przeżywać swoją tożsamość i pragnienie realizacji swojej osoby w konkretnej mniejszej wspólnocie, pragnie doświadczać i samemu dawać miłość we wspólnocie z innymi. Ponadto to właśnie mniejsze, pośrednie wspólnoty w Kościele sprawiają, że jego misja, zbawcze działanie osiąga są skuteczność. Na Jezusie Chrystusie ludzie wierzący budują w Kościele małżeństwa, rodziny, wspólnoty zakonne, stowarzyszenia religijne, fundacje zajmujące się dziełami miłosierdzia, grupy modlitewne… Nie tylko pojedynczy wierni otrzymują od Ducha Świętego zadania do wypełnienia w świecie i konieczne do tego celu charyzmaty, ale także wspólnoty. Na przykład nasza Misja św. Tereski otrzymała od Boga charyzmat modlitwy za kapłanów. Żyjąc tym charyzmatem przyczyniamy się, według danej nam łaski Bożej, do budowania królestwa Bożego i zbawienia dusz ludzkich. Wszyscy członkowie wspólnoty Misji św. Tereski są odpowiedzialni za realizację tego zadania, przez systematyczność i gorliwość w modlitwie za kapłanów, przez podejmowanie duchowych postanowień, wyrzeczeń ofiarowywanych za księży. Również powinniśmy starać się propagować Misję św. Teresy, nasz charyzmat, zachęcając inne osoby do modlitwy za kapłanów.
Ludzi we wspólnotach kościelnych łączą nie tylko charyzmatyczne zadania, powierzone im przez Boga, ale także styl modlitwy, przeżywania obecności i działania Boga w życiu, co nazywamy duchowością. Naszą duchowością jest mała droga św. Teresy z Lisieux. Łączy nas św. Teresa od Dzieciątka Jezus, jej duchowość, duch karmelitański i związane z nim znaki – przede wszystkim Szkaplerz. Widziałem kiedyś taki obraz, na którym Matka Boża ogarniała płaszczem swoje przybrane dzieci. Nosząc Szkaplerz, będąc duchowo braćmi i siostrami św. Teresy z Lisieux, duchowo pozostajemy pod płaszczem Maryi. Ona staje się dla nas szczególną przewodniczką w życiu duchowym, orędowniczką i opiekunką. Jej służymy oddając cześć Jezusowi i modląc się za Kościół, którego Ona jest Matką.
2. Rodzina jako podstawowa wspólnota w Kościele.
Najważniejszymi wspólnotami w Kościele są katolickie, sakramentalne rodziny. Rodzina nazywana jest „Kościołem domowym”, ponieważ to w rodzinach dokonuje się podstawowy przekaz wiary, uczy się w nich modlitwy i wychowania moralnego opartego na Ewangelii. W rodzinie dzieci wprowadzane są w życie społeczne, przez uczenie się wzajemnej odpowiedzialności, pracy, posłuszeństwa, prawdomówności itp. W rodzinach rozwijają się i kształtują relacje społeczne, a szczególnie relacja miłości. Rodziny mogą też skutecznie wprowadzać swoich członków nie tylko w zwyczaje religijne, ale również w szeroko pojętą kulturę narodową, mogą uczyć patriotyzmu, historii narodowej. Rodzice w ten sposób stają się dla swoich dzieci pierwszymi kierownikami duchowymi.
Dziś coraz częściej przez prawodawstwo państwowe i tworzone instytucje próbuje się ograniczać prawa rodzicielskie. Często, aby to uzasadnić, podaje się przykłady wypaczonych zachowań niektórych rodziców względem dzieci. Patologiczne przykłady nie powinny jednak być argumentem odbierania tego, co leży w samej naturze rodzicielstwa. Rodzice nie tylko mają prawo, ale i obowiązek zwracać uwagę na wszystko to, co dotyczy wychowania ich dzieci: na ich zachowanie, porządek w pokoju, czystość ciała ich pociech, oceny, które dostają w szkole itd. To jest sprawa dobrego wychowania dzieci i młodzieży. Nie zwracanie na to wszystko uwagi jest grzechem, zaniedbaniem obowiązków rodzicielskich. W tej kwestii najbardziej buntuje się młodzież. Niektórzy młodzi ludzie uważają nawet, że rodzice nie mają prawa wchodzić do ich pokoju i sprawdzać, czy dotykać ich rzeczy.
Podam jeszcze jeden bardzo ważny przykład.
– Jak wam się wydaje, czy rodzice mają prawo i czy powinni mieć wgląd do telefonów komórkowych swoich dzieci? Czy jest to całkowicie prywatna sprawa ich dzieci, co jest w telefonie, z kim się komunikują?
Szczególnie młodzież uważa, że rodzice nie mają prawa kontrolować ich telefonów komórkowych. Według nich jest to poważne naruszenie prywatności. Rodzice są w każdej dziedzinie odpowiedzialni za bezpieczeństwo swoich dzieci, także w kwestiach korzystania z telefonów i Internetu. Szczególnie w sytuacjach, kiedy widzą, że z ich dziećmi dzieje się coś złego, że ich zachowanie radykalnie zmienia się na gorsze, że kłamią, ukrywają coś, wtedy powinni kontrolować korzystanie dzieci ze współczesnych narzędzi medialnych, a nawet całkowicie lub czasowo odciąć je od nich.
Wspólnoty miłości, w których żyjemy, na pierwszym miejscu rodziny, czynią nas odpowiedzialnymi jedni za drugich. Miłość wiąże się z odpowiedzialnością. Nie możemy arogancko odpowiadać jak Kain: Czy jestem stróżem mojego brata? A Bóg zadał mu to pytanie w sytuacji, kiedy on zabił swego brata. Brak zainteresowania dobrem, zbawieniem bliźnich jest jak zabicie ich. W świecie jest pewien porządek odpowiedzialności – rodzice odpowiadają za swoje dzieci, podobnie nauczyciele i wychowawcy czy animatorzy na wyjazdach, którym rodzice powierzają dzieci pod opiekę. Kościół i wszystkie wspólnoty w nim są połączone miłością i wzajemną odpowiedzialnością ludzi jedni za drugich. Do zbawienia, do nieba nie idziemy pojedynczo, ale we wspólnocie braci i sióstr.
Rodzina chrześcijańska rozpoczyna się od zawarcia sakramentu małżeństwa. Dziś bardzo trzeba podkreślać konieczność zawierania sakramentalnych związków przez wierzących katolików. Żyjemy w czasach, w których ludzie nie chcą zawierać trwałych związków. Liczba zawieranych małżeństw cały czas spada. W pewnej gminie, na terenie której zamieszkuje 18 tyś. osób, obejmuje ona cztery parafie, do sierpnia br. zawarto 13 małżeństw – w tym 10 kościelnych. Moim zdaniem są dwie przyczyny spadku ilości zawieranych związków małżeńskich: zanik wiary w Boga i moralności opartej na Ewangelii – jeśli chodzi o osoby ochrzczone oraz ogólna sytuacja społeczna, cywilizacyjne zjawisko wielkiej migracji, przemieszczania się osób, zmiana miejsca zamieszkania, częsta zmiana pracy – szczególnie przez ludzi młodych. Sytuacja społeczna, obecne czynniki cywilizacyjne bardzo negatywnie wpływają na życie małżeńskie i rodzinne i w ogóle na życie duchowe człowieka. Wydaje mi się, że sytuacja ta doprowadzi do bardzo brzemiennego w skutkach kryzysu cywilizacyjnego. Dlatego w ramach wspólnoty Kościoła powinna mieć miejsce szczególna praca nad zachętą do zawierania związków sakramentalnych przez ludzi młodych, ukazywanie im wartości sakramentalnego małżeństwa, a później czuwanie nad trwałością rodziny. Praca ta ma decydujący wpływ na owocność misji Kościoła. Oczywiście wiemy z Ewangelii, że „bramy piekielne Kościoła nie przemogą”, ale mogą osłabić skuteczność jego zbawczego działania w świecie. Życie małżeńskie oparte na sakramencie małżeństwa tworzy rodzinę, która jest Kościołem domowym, podstawą Kościoła powszechnego. Stanowi ono duchową drogę do nieba. Miłość małżeńska w związku sakramentalnym staje się przygotowaniem do wiecznej miłości Boga.
Mężczyzna i kobieta publiczne ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Publicznie wyrażają zgodę woli na zawarcie przymierza małżeńskiego. Towarzyszą temu znaki: podanie rąk, związanie przez kapłana rąk stułą. Znaki te wyrażają wspólnotę życia, wspólnotę miłości mężczyzny i kobiety. Kapłan błogosławiąc związek małżeński, potwierdza, że został on zawarty w Chrystusie, za sprawą woli Bożej i w Kościele, we wspólnocie Kościoła. W liturgii małżeństwa są także inne znaki mówiące, że jest to związek miłości zbudowany na Chrystusie, zawarty w Chrystusie. Już na samym początku liturgii małżeńskiej młodzi stają na progu kościoła. Wychodzi po nich kapłan, który jest znakiem Chrystusa prowadzącego ich do ołtarza. W niektórych kościołach księża ulegają prośbom młodych i pozwalają, aby ojciec prowadził córkę do ołtarza – jest to złamanie przepisów kościelnych. Uważam, że kapłani, którzy pozwalają na to, rozmywają teologiczny sens sakramentu małżeństwa.
Ks. Ludwik Nowakowski
Cykl: Duchowość Misji św. Teresy.
Temat: Kościół jako wspólnota wierzących w Chrystusa.
















