Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Liczę na to, że nie będę bezczynna w niebie.
Pragnieniem moim jest pracować dalej dla Kościoła i dla dusz, o to proszę Boga, i jestem pewna, ze mnie wysłucha”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Kościół jako wspólnota wiary i miłości

Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które zostały uwolnione od złych duchów i od chorób, Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały, udzielając ze swego mienia. (Łk 8, 1-3)

1. Pierwsza wspólnota apostolska.

Pierwszą wspólnotą wiary i miłości była wspólnota Apostołów przy Chrystusie. Fragment Ewangelii zacytowany na początku katechezy jest krótki, zwięzły w swym przekazie. Można powiedzieć opisuje codzienne, zwykłe życie pierwszej wspólnoty Kościoła. Ów prosty i krótki fragment Ewangelii zawiera jednak w sobie opis podstawowych cech wspólnoty Kościoła, każdej wspólnoty wiary i miłości.

Chrystus sam powołał do istnienia pierwszą wspólnotę apostolską, zgromadził ją wokół siebie. Założycielem wspólnoty Kościoła jest sam Jezus Chrystus. W teologii duchowości mówimy, że Kościół narodził się na krzyżu z przebitego boku Zbawiciela. Narodził się z Jego tajemnicy paschalnej. W centrum każdej wspólnoty w Kościele, każdej rodziny, każdej wspólnoty parafialnej musi być zawsze Chrystus. Dlatego we wspólnotach tak ważne jest życie sakramentalne, życie eucharystyczne i modlitwa – one łączą nas z Bogiem.

Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. Wędrówka była stylem życia pierwszej wspólnoty wiary. Taki styl życia wyznacza duchowość członków wspólnoty. Przede wszystkim uświadamia wierzącym w Chrystusa, że tu na ziemi jesteśmy ciągle w drodze do prawdziwego naszego domu, który jest w niebie. Nasza ojczyzna jest w niebie. Wędrująca wraz z Jezusem wspólnota Apostołów przypomina początki objawienia Starego Testamentu, czyli powołanie Abrahama, jego wędrówkę do Ziemi Obiecanej. Pierwszy lud Starego Testamentu były to koczownicze plemiona pasterzy, którzy wędrowali ze stadami w poszukiwaniu pastwisk. Wędrówka Abrahama z Charanu do Ziemi Obiecanej, a później Izraelitów pod wodza Mojżesza z Egiptu do Ziemi Obiecanej, stanowi symbol wędrówki przez doczesne życie do życia wiecznego. Dlatego też Jezus w Nowym Testamencie wraz z uczniami przyjmuje taki styl życia. Powie On: Syn Człowieczy nie ma na ziemi miejsca, gdzie by mógł głowę skłonić. Każdy z wierzących musi pamiętać, że kiedyś ma opuścić wszystko, co jest jego udziałem na tej ziemi.

Pielgrzymi wymiar życia wierzących w Chrystusa wyznacza nie tylko główny cel życia, jakim jest zbawienie wieczne. Radzi on również, jak należy żyć na tej ziemi, aby łatwiej osiągnąć niebo. Pielgrzym nie może brać ze sobą zbyt wiele na drogę, bo nie uniesie. Stąd bierze się ewangeliczna rada ubóstwa, aby nie wiązać się na tym świecie z dobrami materialnymi. Świadomość duchowego wędrowania uczy również posłuszeństwa Bogu, aby iść we właściwym kierunku, pójść w tym życiu ścieżką, którą On sam nam wyznacza. Spełnienie woli Bożej w życiu, powołania, które nam Bóg wyznacza stanowi dla nas najłatwiejszą ścieżkę przez ten świat do zbawienia. Bóg bowiem odpowiednio wyposaża każdego z nas w jego drodze powołania. Także z pielgrzymiego stylu życia bierze swe źródło ewangeliczna rada czystości. Święty Paweł naucza: Uważam, iż przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla człowieka tak żyć. Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej! Jesteś wolny? Nie szukaj żony! Ale jeżeli się ożenisz, nie grzeszysz. Podobnie i dziewica, jeśli wychodzi za mąż, nie grzeszy. Tacy jednak cierpieć będą udręki w ciele, a ja chciałbym ich wam oszczędzić (1Kor 7, 26-28).

Jezus wędrował wraz z Apostołami, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. Cały Kościół, a w nim każda wspólnota wierzących w Chrystusa: rodziny, wspólnoty zakonne, wspólnoty parafialne…, mają ze swej natury charakter misyjny, mają głosić orędzie ewangeliczne. Chrystus powołał cały Kościół do głoszenia Ewangelii. To głoszenie królestwa Bożego dokonuje się w różny sposób: przez głoszenie słowa Bożego, modlitwę, duchowe ofiary, świadectwo życia chrześcijańskiego i miłosierdzia dawane indywidualnie i wspólnotowo. Misja św. Teresy wypełnia powołanie głoszenia królestwa Bożego przede wszystkim modląc się za kapłanów. To jest nasza forma apostolstwa.

Panu Jezusowi i Apostołom towarzyszyło kilka kobiet, Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały, udzielając ze swego mienia. Pierwsza wspólnota apostolska ma swoje zaplecze gospodarcze – jeśli tak można powiedzieć. Zapewne oprócz utrzymania materialnego kobiety pomagały w zwykłych sprawach życia: przygotowywały posiłki, sprzątały, prały ubrania… Każde wojsko na froncie potrzebuje odpowiedniego zaplecza, kwatermistrzostwa. Myślę, że dorośli członkowie Misji św. Teresy szczególnie są wezwani do różnorodnego wspierania kapłanów w ich misji głoszenia słowa Bożego. Nie tylko chodzi tu o wsparcie modlitewne, choć on jest niewątpliwie naszym pierwszym zadaniem.

2. Różnorodność osób, darów i charyzmatów we wspólnocie jako jej bogactwo.

Święty Paweł napisał w Liście do Koryntian: Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.(…) Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami. I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć? Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą (1Kor 12, 4-11. 27-31).

We wspólnocie Kościoła, w naszych parafialnych wspólnotach, we wspólnocie Misji św. Teresy są różni ludzie. Posiadają oni różne charaktery, różne zdolności, a przez to również Bóg wyznacza im różne zadania we wspólnocie. Każdy we wspólnocie jest potrzebny, każdy ma w niej swoje miejsce i wyznaczone zadania. Nie można nikogo lekceważyć lub uważać za człowieka o mniejszym znaczeniu. Chciałem w tym miejscu przypomnieć pewne opowiadanie oparte na autentycznym zdarzeniu.

„Pechowy” Dzień

Od samego rana dzień zapowiadał się pechowo. Ksiądz Andrzej odprawił Mszę Świętą i zaraz po Mszy zaczęły się problemy.
– Proszę Księdza, przepraszam przypaliło mi się mleko – tłumaczyła się pani Ewa, obozowa kucharka.
– Proszę księdza, Olek jest chory, bardzo boli go żołądek – oznajmił starszy brat Olka, Józek.
– Hmm – pomyślał Andrzej – zawsze są jakieś problemy. Dajcie krople na żołądek, jeśli mu nie przejdzie, to nie pójdzie dziś w góry.

Oczywiście, dzieciaki narzekały, że mleko jest przypalone. Po śniadaniu, Sławek, który w parafii był prezesem ministrantów i lektorów, a na obozie pełnił rolę głównego animatora, opiekującego się dziećmi. Zebrał całe towarzystwo i oznajmił: – Dziś idziemy na Tarnicę, 1346 metrów wysokości, najwyższy szczyt w Bieszczadach. Będzie to trudna wyprawa, kto nie czuje się na siłach może zostać w obozie.

Zostać i siedzieć w obozie, co to, to nie. Nawet Olek, którego bolał brzuch. Stwierdził, że już nic mu nie jest – co nie było prawdą, bo nadal go bolało. Wszyscy wzięli kanapki i picie, dobre buty, które są bardzo ważne w trudnych, górskich wyprawach i ruszyli w drogę.

Szli trzymając się „Czerwonego szlaku”. Większość obozu stanowili mali ministranci, dlatego też ksiądz Andrzej obawiał się tak długiej i męczącej wyprawy. O dziwo, Olek nie narzekał na żołądek i rwał do przodu z grupą nieco starszych chłopców, co powstrzymywał Sławek – ponieważ, ze względu na bezpieczeństwo, trzeba iść w jednej grupie. Po kilku godzinach marszu i kilku odpoczynkach, z których trudno było podnosić grupę, dotarli do Tarnicy. Niestety niebo zaczęło się chmurzyć i pojawiła się lekka mgła ograniczająca widoczność ze szczytu. Co najgorsze, zaczęło mżyć, niestety nieliczni wzięli coś od deszczu, choć Sławek przypominał o tym. Po zjedzeniu posiłku i gorącej herbacie w schronisku grupa ruszyła w drogę powrotną. Zejście niebieskim szlakiem było miejscami bardzo strome i śliskie. W pewnym momencie, idący na przedzie Sławek potknął się o wystający korzeń i pojechał kilka metrów w dół przewracając się na mokre kamieniste podłoże. Okazało się, że zwichnął lub złamał nogę w kostce i nie mógł iść o własnych siłach. Od strony zwichniętej nogi trzeba było go podeprzeć, aby mógł zaledwie kuśtykać na jednej nodze. W grupie jedynie ksiądz Andrzej miał tyle siły, aby podeprzeć Sławka. Ksiądz próbował jakiś czas iść, ale czuł, że nie na długo wystarczy mu siły.

– W ten sposób nie zejdziemy – myślał Andrzej – Sławek jest za ciężki, trzeba wezwać GOPR.

Usiedli odpoczywając na zwalonym pniu drzewa. W tym momencie zza drzew wyłoniła się grupa harcerzy. Była to dziwna grupa, w której byli głównie harcerze-muminki, niepełnosprawni umysłowo.

– Co się stało? – spytał harcmistrz, widząc obolałą twarz Sławka.
– Upadając, zwichnął, lub złamał nogę w kostce – odpowiedział ksiądz Andrzej.
– Potrzebna jest wam pomoc – harcmistrz fachowo obejrzał spuchniętą stopę. –Zejdziemy z wami.
Harcerze-muminki z wielką troską na twarzach otoczyli Sławka. Ci upośledzeni umysłowo chłopcy bardzo przejęli się pomocą poszkodowanemu. Ileż mieli w sobie miłości, współczucia i braterstwa, które są najważniejszymi cechami ludzkiej duszy. Z harcerskich kurtek i żerdzi zrobili nosze i w czterech ponieśli Sławka. Gdy doszli na miejsce, skąd można było wsiąść do autobusu, ksiądz Andrzej był bardzo wdzięczny. W tej trudnej przygodzie, okazało się, że ci, którzy uważani są za ostatnich, bezwartościowych, okazali się pierwszymi. Niestety, chirurg po prześwietleniu wsadził Sławkowi nogę w gips. Tak się zakończył ten pechowy dzień.

Święty Paweł wymieniając we wspólnocie Kościoła różne dary, charyzmaty i zadania, które ludzie otrzymują od Boga, mówi na końcu, że najważniejszym darem jest miłość. Mówi on o jeszcze doskonalszej drodze, a później znajdujemy w jego liście słynny Hymn o miłości:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
(1Kor 13, 1-3)

Każda wspólnota aby istnieć, aby duchowo żyć potrzebuje miłości. Bez miłości nie mam wspólnoty. Dlatego miłość, którą żyją członkowie wspólnot, jest największym darem od Boga. Ona nadaje sens wszystkiemu co robimy, nadaje sens naszemu życiu.

Ks. Ludwik Nowakowski

Cykl: Duchowość Misji św. Teresy.
Temat: Kościół jako wspólnota wiary i miłości.

Podziel się: