Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Liczę na to, że nie będę bezczynna w niebie.
Pragnieniem moim jest pracować dalej dla Kościoła i dla dusz, o to proszę Boga, i jestem pewna, ze mnie wysłucha”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Droga Miłosierdzia

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie». (Łk 6,36-38)

Wstęp

Męka Chrystusa uświadamia nam niezgłębione miłosierdzie Boże do nas ludzi grzesznych. To z miłości, zjednoczonej z posłuszeństwem Bogu Ojcu, Syn Boży wydaje się za nas, za nasze grzechy, na ofiarę odkupienia. Miłość, miłosierdzie Jezusa wskazuje nam istotę naszej drogi duchowej na ziemi. Ma być to droga miłosierdzia – bo za miłość, miłosierdzie płaci się tylko miłością.

1. Duchowa kondycja człowieka po grzechu pierworodnym.

Cały Wielki Post, przez wezwanie do nawrócenia – które stanowi jego istotę, uświadamia naszą kondycję duchową po grzechu pierworodnym. Jesteśmy ludźmi słabymi, skłonnymi do grzechu. Papież Jan Paweł II powiedział kiedyś – zadając, jak to się mówi, retoryczne pytanie: „Czy aż tak grzech pierworodny zranił ludzką naturę?” Pytanie to postawił Ojciec Święty wobec licznych przejawów cywilizacji śmierci we współczesnym świecie. Chociaż chrzest gładzi winę grzechu pierworodnego, jednak nie niweluje jego skutków w naturze ludzkiej, którym jest m.in. pożądliwość do grzechu. Święty Jakub powie w swoim Liście: „To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci” (Jk 1, 14).

Doświadczenie duchowe uczy, że ludzie wierzący całe życie spowiadają się i to najczęściej z tych samych grzechów. Niektóre z nich są bardzo upokarzające. Popełniający je ubolewają nad swoim stanem duchowym. Z tego powodu przeżywają bolesną walkę duchową. Święty Paweł przedstawia ten problem, mówiąc o swoim własnym doświadczeniu duchowym. Wprawdzie nie wiemy szczegółowo o jaki, czy jakie grzechy chodzi Apostołowi Narodów, ale jego słowa są bardzo poruszające: „A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i bierze mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!” (Rz 7, 21-25a). Apostoł w końcowym fragmencie cytowanego fragmentu z Listu do Rzymian daje wskazówkę, pouczenie, że człowiek sam sobie nie poradzi z ową walką duchową, która się w nim toczy – musi się zdać w niej na Jezusa.

Niekiedy to napięcie pomiędzy pragnieniem podobania się Bogu, a własnymi upadkami jest tak wielkie, że dochodzi do zaburzeń psychicznych. Niestety nie zawsze spowiednicy zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje w duszy penitenta. Może, gdyby rozumieli ludzką tragedię owego napięcia pomiędzy świętością a grzesznością, znaleźli by lekarstwo, aby pomóc. Najczęściej jednak wyznanie grzechów jest lakoniczne – dotyczy tylko aktów grzesznych, które wyrzuca penitentowi jego sumienia. Penitent nie chce przyznać się do dramatu, boleści swojej walki duchowej. Często też i sami spowiednicy traktują spowiedź zbyt powierzchownie – spowiadając szybko. W przypadku osób bardzo wrażliwych, które boleśnie przeżywają swoje upadki, spowiednik powinien być szczególnie wyrozumiały, a przede wszystkim ukazywać im miłość Bożą do grzeszników. Rygorystyczni spowiednicy w takich przypadkach są najgorsi. Piętnowanie przez spowiednika grzechu u tych, którzy je boleśnie przeżywają, może spowodować nieodwracalne pęknięcia w psychice ludzkiej.

2. Pycha – choroba ludzkiej duszy hamująca proces nawrócenia.

Po grzechu pierworodnym wszyscy jako ludzie jesteśmy grzesznikami i potrzebujemy Bożego miłosierdzia i przebaczenia. Chociaż każdy grzech jest jakąś duchową tragedią, jednak największą przeszkodą w nawróceniu jest pycha. Ona to zamyka człowieka na pomoc Bożą. Warto przyjrzeć się bliżej niektórym postaciom pychy, aby uświadomić sobie jak ten grzech zamyka na relację z Bogiem i z ludźmi.

Ludźmi, którzy w Jezusie wzbudzali – jeśli tak można powiedzieć – największą złość, irytację, byli faryzeusze i uczeni w Piśmie. Święty Łukasz mówi, że faryzeusze i uczeni w Prawie udaremniali zamiar Boży względem siebie, zamysł zbawienia, nie przyjmując chrztu nawrócenia (por. Łk 7, 30). We własnych oczach uchodzili oni za sprawiedliwych, a innymi ludźmi gardzili (por. Łk 18, 9nn). Gardzili przede wszystkim ludźmi biednymi i nieuczonymi – jak to powie jeden z faryzeuszów: „Ten tłum, który nie zna prawa jest przeklęty” (J 7, 49). Faryzeuszom wydawało się, że wypełniając szczegółowo prawo, które – jak powie Jezus – sami sobie ustanowili, są sprawiedliwi w oczach Bożych. Nie chodzi tu o prawo dekalogu, ale o rytualne przepisy żydowskie: obmywanie rąk, nóg, gdy wrócą z rynku do domu, przestrzeganie wyznaczonej ilości kroków, które mogli zrobić w szabat itp. (por. Mk 7, 3-4). Faryzeuszom wydawało się, że przestrzegając tego wszystkiego, pozbywają się grzechu – bez Bożego przebaczenia. Jezus surowo ich napominał, uświadamiając im ich zakłamanie – wypełnianiem przepisów ludzkiej tradycji, zasłaniali łamanie przykazania miłości Boga i bliźnich (por. Mk 7, 9-13). Faryzeusze będąc zamknięci w duchowy świecie swoich praw stracili zdolność kochania bliźnich.

Istota beznadziejności stanu duchowego faryzeuszów polega nie tylko na tym, że zatracili zdolność miłowania Boga i bliźnich. Oni uważali, że mogą zbawić się o własnych siłach, bez łaski Bożej, bez ofiary zbawczej Jezusa Chrystusa. Pod maską zakłamania hodowali grzech pychy, samodoskonałości i samouwielbienia. Dlatego to oni ostatecznie odrzucili Jezusa, wydając Go na śmierć. W życiu duchowym faryzeizm, czyli zakłamanie oraz poczucie własnej doskonałości i samowystarczalności duchowej łączą się ze sobą. Stanowi on największe niebezpieczeństwo dla rozwoju duchowego i zbawienia człowieka – hamuje proces nawrócenia.

W tym miejscu wymieńmy niektóre postacie pychy, które dotyczą relacji z innymi oraz mają źródło w wyidealizowanym „ja”. Najbardziej znaną postacią pychy jest narcyzm. Nazwa wywodzi się od Narcyza, młodego myśliwego – postaci z mitologii greckiej, który zakochał się we własnym odbiciu, ujrzawszy je w strumieniu. Zakochany w twarzy, którą odbijało lustro wody i której nie mógł dosięgnąć, Narcyz zapomniał o jedzeniu i piciu i z wolna jął zapuszczać korzenie nad strumieniem, aż przemienił się w kwiat noszący jego imię. Termin narcyzmu oznacza taki stan umysłu, postawę człowieka, ze względu na którą jednostka najczęściej wybiera – zamiast innych ludzi – siebie samą za obiekt swej miłości – „zakochać się w sobie”. Cały świat, wszyscy ludzie są dla niego zwierciadłem własnej doskonałości. Pycha wyrażona w postaci narcyzmu zamyka człowieka w samym sobie, uniemożliwia nawiązanie relacji z ludźmi i z Bogiem. Ludzie tacy są nieszczęśliwi. Na przemian występują u nich stany nadmiernej miłości i uwielbienia siebie z kompleksami i depresją. Dzieje się tak dlatego, ponieważ człowiek nie może zaspokoić swoich najgłębszych pragnień duchowych tylko w relacji z sobą samym.

Drugą postacią pychy, spokrewnioną z narcyzmem, jest mania wielkości. Ojciec Józef Augustyn opisując tę postać, posługuje się następującym obrazem: „Kobieta przypomina wówczas małą myszkę, która siedzi w ostatnim rzędzie i sądzi, że jest najpiękniejszą królewną, a zalękniony mężczyzna uznaje siebie za geniusza, generała lub niezwykłego bohatera”. Patrząc od strony psychologicznej osoba przekonana o nadmiernej własnej wielkości, żyje w świecie własnej wyobraźni – nie żyje ona w świecie realnym. Od razu przychodzi tu na myśl świat wirtualny tworzony przez współczesne media, przez ułudę którego wielu może przybrać postawę niezniszczalnego supermena, gwiazdy filmowej lub muzycznej itp. Człowiek napompowany pychą myli miłość z adoracją i podziwem. Akceptuje innych o tyle, o ile go adorują i prawią komplementy. Charakterystyczne jest dziś, że ludzie wciągnięci w świat wirtualny i zakażeni pychą uważają się za genialnych, najlepszych, nieomylnych – nigdy nie uznają ani nie dostrzegają własnej słabości czy grzechu. Jeśli zrobią coś dobrego dla innych to tylko w tym celu, aby ich podziwiano, ubóstwiano. Jednak nigdy nie nawiązują oni trwałych relacji, bo są do nich wewnętrznie niezdolni. Człowiek pokorny przeciwnie: akceptuje własną dwubiegunowość – zdolność do piękna, dobra i miłości, ale także do grzechu, słabości i zdrady. Dlatego akceptuje on również słabość i grzeszność innych, a dzięki temu może nawiązywać z nimi trwałe relacje. Tylko taki człowiek jest zdolny do nawrócenia.

Jeszcze innym rodzajem pychy jest perfekcjonizm. Według powszechnie przyjętej opinii znawców życia duchowego grozi on zwłaszcza osobom uduchowionym – kapłanom, osobom zakonnym. Bowiem, według Karen Horney, perfekcjonizm jest kształtowaniem całej osobowości według idealnego modelu – a osoby duchowne tak właśnie próbują kształtować swoją duchowość. Perfekcjonista upatruje swoją wielkość we własnej nienaganności, poprawności: „Jestem wielki, ponieważ wszystko robię doskonale” (o. Józef Augustyn). Dla niego własne „ja” staje się bożkiem, który go powoli zniewala. Wyidealizowane „ja” zajmuje całą przestrzeń myślenia i życia: zasoby energii skierowane na realizację własnego „ja” zostają wykorzystane do urzeczywistnienia „ja” idealnego (K. Horney). Perfekcjonista jest człowiekiem zamkniętym i upartym w sobie. Co więcej sądzi, że jego zdanie, poglądy, plany…, stanowią wolę Bożą.

Perfekcjonizm jest typowym grzechem faryzeuszów. Miesza on wartości istotne w życiu ludzkim i drugorzędne. Pan Jezus powie o tych ludziach: „Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!” (Mt 23, 24). Perfekcjonista nie posiada dobrej oceny moralnej czynów i wartości duchowych. A przede wszystkim nie akceptuje on własnej słabości, błędów czy grzechów. Łasce Bożej trudno jest przeniknąć do duszy perfekcjonisty. Bóg, aby nawrócić takiego człowieka, czasem dopuszcza „katastrofę”, która rozbija jego dotychczasowe życie.

3. Miłosierdzie jako jedyna droga zbawienia.

Święty Paweł napisze w Liście do Rzymian: „Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują zbawienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie” (Rz 3, 23-24). Aby przyjąć łaskę zbawienia, trzeba najpierw uznać się grzesznikiem wobec Boga. Tego właśnie nie chcieli uczynić faryzeusze i uczenie w Piśmie. Pycha zamyka człowieka na przyjęcie Bożego przebaczenia. Bóg chce okazać miłosierdzie wszystkim, ale nie wszyscy chcą je przyjąć. „Szerokość” bramy miłosierdzia w Sercu Jezusa jest tak wielka, że Kościół, któremu Chrystus przekazał łaskę zbawienia, o nikim oficjalnie nie orzekł, że jest potępiony. Kościół ogłasza tylko świętych. Bóg nikogo z góry nie wyklucza z grona zbawionych w niebie, bo Chrystus umarł za wszystkich ludzi. Ale trzeba chcieć przyjąć łaskę Bożego miłosierdzia.

Znakiem wewnętrznej dyspozycji do przyjęcia łaski Bożej i poniekąd warunkiem udzielenia jej przez Boga jest świadczenie miłosierdzia bliźnim. O tej duchowej drodze miłosierdzia mówi wyraźnie Jezus w cytowanym do początku niniejszej katechezy fragmencie Ewangelii: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone”. Ta sama myśl zawarta jest w słowach Modlitwy Pańskiej: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. W Ewangelii według św. Mateusza, gdzie Jezus naucza tej modlitwy, następnie komentuje On niniejsze słowa: „Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień (Mt 6, 14-15).

Chrystus mówiąc w Ewangelii o sądzie ostatecznym, ukazuje miłosierdzie jako podstawowe narzędzie, miarę wiecznego zbawienia: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie…” (Mt 25, 31-46). Ta myśl z Ewangelii stanowiła ważną inspirację dla św. Jakuba w napisaniu Listu, który znajdujemy wśród pism Nowego Testamentu. Apostoł podkreśla, że wiara bez uczynków jest martwa. Chrześcijanin powinien pokazać swoją wiarę w uczynkach miłości i miłosierdzia (por. Jk 2, 14-26). O sądzie ostatecznym św. Jakub mówi: „Będzie to bowiem sąd nieubłagalny dla tego, który nie czynił miłosierdzia: miłosierdzie odnosi triumf nad sądem” (Jk 2, 13).

Ks. Ludwik Nowakowski

Cykl: Duchowość Misji św. Teresy.
Temat: Droga Miłosierdzia.

Podziel się: