Choroba i duchowe cierpienie
Minął rok. Mania nie odczuwała żadnej poprawy. Nadal leżała w łóżku jak sparaliżowana. Nadal targały nią dreszcze. I jeszcze na dodatek spuchła tak bardzo, że trudno było w niej rozpoznać niegdyś szczuplutką, zawsze radosną dziewczynę. Była bliska załamania. Początkowo odwiedzały ją koleżanki, okazując zainteresowanie i współczucie. Jednak w końcu znudziły się im wizyty u chorej Mani. Kiedyś na odchodne powiedziały, że nigdy już nie wyzdrowieje.





