Lata niemieckiej okupacji znaczyły kolejno po sobie następujące tragedie. W Dzień Zaduszny 1942 roku Niemcy przystąpili do likwidacji wasilkowskiego getta. Spędzili w jedno miejsce 1180 osób naznaczonych gwiazdą Dawida, po czym wmówili im przeprowadzkę do Białegostoku, w celu poprawy warunków bytowych. Tylko, że Białystok miał być jedynie etapem przejściowym w drodze do Treblinki. W drodze do miejsca haniebnej śmierci.
Niemcy, podobnie jak wcześniej Sowieci, koncentrowali się głównie na eksterminacji polskiej inteligencji. Dlatego ofiarami hitlerowców najczęściej byli ludzie wykształceni, jak chociażby wasilkowski nauczyciel Antoni Bućko. Jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń okresu niemieckiej okupacji Wasilkowa było rozstrzelanie 36 osób, w większości kobiet i dzieci. Do tej strasznej egzekucji, będącej konsekwencją zabicia amtskomisarza, doszło 15 lipca 1943 roku w lesie na białostockich Pietraszach.
Nadszedł lipiec 1944 roku i znowu miasteczko stało się polem bitewnym, na którym ścierały się słabnące oddziały Niemców i napierających na nich Sowietów. Znowu rozległ się wybuch bomb, min, pocisków armatnich. Znowu ludność cywilna szukała bezpiecznych kryjówek lub w histerycznym pośpiechu uciekała z dala od linii frontu.
26 lipca 1944 do Wasilkowa wkroczyła jednostka „wyzwolicielskiej” Armii Czerwonej. Sowieci nie ograniczyli się tylko do przepędzenia Niemców, ale wyznaczyli sobie szerszy zakres obowiązków, których realizacja, jak się później okazało, wymagała dwuletniego stacjonowania ich wojsk w Wasilkowie. Podobnie, jak na początku wojny, tak i teraz sołdaci zakwaterowali się w prywatnych mieszkaniach. Zajęli również Dom Dobroczynności, w którym wyznaczono miejsce pracy dla najwyższego rangą dowództwa sztabowego. To, że Sowieci nie mieszkali w domu siostry Olechno, a jedynie urzędowali, okazało się zbawienne dla stanu technicznego budynku. Każdy dom zamieszkany przez żołdactwo, zwłaszcza te azjatyckiego pochodzenia, w krótkim czasie stawał się istną ruderą i „stajnią Augiasza”.
W ślad za Sowietami posłusznie posuwała się „polska władza ludowa”. Legitymizowana przez czerwonego okupanta nie mogła oznaczać niczego dobrego dla polskiego państwa i jego obywateli. Z chwila objęcia przez nią rządów rozpoczął się terror i głód, a w kolejnych latach prześladowanie Kościoła. Niestety, znalazło się niemałe grono miłośników sowieckiego „ładu”, za zdradę narodu otrzymujących liczne przywileje i przede wszystkim sympatię nowego okupanta. Taki układ sił oznaczał, że wojna, pomimo oswobodzenia od Niemców, trwała nadal, a niejednokrotnie jej późniejszy przebieg był bardziej tragiczny w skutkach niż za hitlerowskiej okupacji. Pomimo końca wojny odgłosy strzelaniny często zakłócały kruchy jeszcze spokój mieszkańców Wasilkowa i okolic. W lasach stacjonowały partyzanckie oddziały niepodległościowego podziemia, które niejednokrotnie dokonywał ataków na funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa, a nawet na sowieckich sołdatów. Niestety, wśród ofiar „leśnych” byli także niewinni cywile, w tym kobiety i dzieci. Oprócz wystrzałów z karabinów słychać było także wybuchy niewypałów i min, których przerażające ilości skrywała białostocka ziemia. W czasie pokoju spóźniona wojenna śmierć zbierała swe obfite żniwo.
Marek Hyjek
Białostockie Studia Historyczno-Kościelne
















