Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Pracujmy razem dla zbawienia dusz.
Mamy tylko nasze życie – jeden dzień – by je ratować.
Następnym dniem będzie wieczność”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Wyjazd do Chicago

Podróż luksusowym pociągiem była dla Marii atrakcyjnym wydarzeniem. Dopóki było widno, przez okna wagonu oglądała równinny krajobraz rozciągający się wzdłuż jeziora Erie, co raz wysłuchując komentarzy siostry Stefanii o tej wielkiej Ameryce. Jednak już po godzinie obserwacji monotonnego krajobrazu szybko pogrążającego się w zapadającym zmierzchu, zaczęła opowiadać siostrze o tym wszystkim z dziejów swego żywota, czego wcześniej nie zdążyła jej opowiedzieć. Snuła swą opowieść tak długo, jak długo siostra Stefania powstrzymywała się od snu. Kiedy wreszcie zakonnica zasnęła, także i Maria zamknęła znużone oczy, aby otworzyć je dopiero nad ranem. Po szesnastu godzinach podroż koleją dobiegła końca i pociąg wtoczył się na dworzec LaSalle w Chicago. Po opuszczeniu przytulnego wagonu jeszcze pozostawało dostać się poza miasto, do Norwood Park. Tam na Marię czekał klasztor, ale jak się miało wkrótce okazać, czekał także kolejny cios. Siostra Anna Strzelecka, przełożona tamtejszych zmartwychwstanek, mając na względzie jej chorobę, odmówiła przyjęcia jej do nowicjatu. Przed siostrami z Norwood Park było mnóstwo ciężkiej pracy związanej z organizowaniem życia zakonnego w nowym środowisku. Przy tak licznych obowiązkach nie mogły dodatkowo opiekować się chorą nowicjuszką. Na pocieszenie siostra Strzelecka wyraziła nadzieję, że Marysię przyjmą siostry felicjanki, które od niedawna miały swoją siedzibę na północnych obrzeżach Chicago. Dla Marysi nie znającej dobrze angielskiego, dotarcie tam musiało być bardzo trudne, jeśli w ogóle niemożliwe. Stąd zapewne w dalszej podroży w nieznane towarzyszyła jej siostra Stefania Strzałkowska.

Przyjęcie Marii przez felicjanki było bardzo ciepłe. Ich siostra przełożona, przejęta sytuacją osamotnionej  rodaczki,  była  chętna  pomoc  jej  w  wypełnieniu ślubów złożonych jeszcze w starym kraju, ale w pierwszej kolejności chciała dopomóc jej w odzyskaniu  pełni  zdrowia.  Wezwała  lekarza,  który  troszczył  się o stan zdrowia podległych  jej sióstr. Doktor  wnikliwie  obejrzał chore ręce Marysi i stwierdził, że skora na nich jest zbyt delikatna, zbyt podrażniona egzemą i dotychczas stosowanymi medykamentami, aby można ją było narażać na dalszy kontakt z twardą wodą i mydłem.  W takim stanie zdrowia  pobyt  młodej kobiety w klasztorze miał być zupełnie niewskazany. Słysząc te słowa siostra przełożona nie dawała za wygraną. Wysłała Marię do szpitala, dając jej przy tym nadzieję na przyjęcie do zakonu po szczęśliwie zakończonej kuracji. Pracujące w szpitalu siostry felicjanki widząc ręce nowej pacjentki zakrzyknęły: „Co siostry zmartwychwstanki z tobą Marysiu zrobiły? Takie rany!”. Niestety i felicjanki, pomimo wielkiego poświęcenia, nie mogły zrobić nic więcej. Na skutek wcierania w chore ręce różnych maści nastąpiła niewielka poprawa. Ale tylko niewielka. W tej sytuacji Maria mogła liczyć się z kolejną odmową przyjęcia jej do zakonu. Nie miała sił, aby raz jeszcze usłyszeć, że z powodu choroby nie zostanie zakonnicą. Nie wróciła do felicjanek.

Znowu pozostała sama, zdana tylko na siebie, bez dachu nad głową. Na szczęście w Chicago nie brakowało pracy dla kobiet. Maria bez większego trudu otrzymała posady sprzątaczki  i posługaczki  w hotelu. Praca nie była zbyt ciężka,  a pensja całkiem przyzwoita.  Z czasem dała się poznać, jako wyjątkowo sumienna i uczciwa pracownica. Awansem otrzymała etat w hotelowym bufecie i jeszcze lepsze wynagrodzenie. Niestety, jej powodzenie zbiegło się z narastającym niezadowoleniem personelu hotelu, który coraz dobitniej zaczął okazywać swą dezaprobatę dla złych warunków pracy i niskiej płacy. Zgłaszane przez pracowników postulaty poprawy sytuacji pozostawały bez echa. Właściciel hotelu  ani myślał o jakiejkolwiek podwyżce pensji dla nich, za to straszył policją i więzieniem. Pracownicy nie pozostali mu dłużni. Zdesperowani ogłosili strajk. Byli pewni zwycięstwa. Tego roku przez Chicago  przewijały się kolejne fale strajków.  Kiedy z powodu strajku drukarzy i doręczycieli prasy przestały ukazywać się gazety, miasto jakby zamarło. Wydawało się, że wszyscy strajkują. Maria, chociaż prawie przymuszana przez współpracowników do zaprzestania pracy, nie przerwała jej ani na chwilę. Nie czuła się pokrzywdzona  przez swego  szefa. Wręcz  przeciwnie. Była zadowolona z posady, z wynagrodzenia, z dobrej opinii, jaką miał o niej właściciel hotelu. Naraziła  się strajkującym. Czuła się przez  nich znienawidzona i zaszczuta, tym bardziej, że szef w nieskrywany sposób okazywał jej swoją sympatię i uznanie. Ciężko było na sercu, ale wewnętrzny głos podpowiadał jej, że dokonała słusznego wyboru. Jakby chcąc  utwierdzić  siebie w tym przekonaniu, ze zdwojoną energią uwijała się i w kuchni, i za kontuarem. Dostała sowitą pod wyżkę. Teraz stać ją było na wynajęcie samodzielnego pokoiku, na skromne życie i na leczenie. I jeszcze po każdej wypłacie udawało się jej przynajmniej kilka zielonych banknotów upchnąć w damskiej pończoszce.

Marek Hyjek

Białostockie Studia Historyczno-Kościelne

Podziel się: