Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Pracujmy razem dla zbawienia dusz.
Mamy tylko nasze życie – jeden dzień – by je ratować.
Następnym dniem będzie wieczność”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Wyczekiwane spotkanie z bratem

Był czwartek, 9 listopada 1911 roku, kiedy tłum pasażerów „President Grant” wyległ na górny pokład, aby ujrzeć witającą ich Statuę Wolności. Byli w Ameryce! Przed nimi wzbijały się w niebo nowojorskie drapacze chmur.

Jednak nie od razu dane było imigrantom opuścić port i połączyć się z oczekującymi ich bliskimi. Wszyscy najpierw musieli dostać się na wyspę Ellis Island, aby tam poddać się przepisanym prawem formalnościom. Pasażerowie pierwszej i drugiej klasy, w odróżnieniu od tych z trzeciej klasy, nie byli poddawani w porcie szczegółowym badaniom i przesłuchaniom. Władze amerykańskie wychodziły z założenia, że nie będzie obciążeniem dla instytucji socjalnych i medycznych ktoś, kogo było stać na drogi bilet. Pasażerowie z kajut, po odczekaniu w kolejce do urzędnika imigracyjnego i udzieleniu odpowiedzi na dwadzieścia dziewięć pytań, mogli ruszać do robienia interesów lub zacząć nowe życie w Ameryce.

Kiedy Maria zbliżyła się do biurka, za którym siedział elegancko ubrany mężczyzna, musiała być bardzo podekscytowana. Tym zapewne można wytłumaczyć fakt, iż zapytana o wiek, stwierdziła, że ma 25 lat, kiedy w rzeczywistości była o dwa lata starsza. Po udzieleniu odpowiedzi na wszystkie pytania urzędnika Maria nie poczuła się spokojniejsza. Z minuty na minutę wzrastał w niej obezwładniający niepokój. Nie była pewna czy rozpozna brata, który miał odebrać ją z portu. Co raz ktoś z przybyszów z dalekiej Europy, szlochając ze szczęścia rzucał się na szyję krewnemu lub znajomemu, a ona wytężając wzrok nie mogła dostrzec Piotra. Liczyła, że to on szybciej wypatrzy ją w gronie obstawionych walizkami ludzi. Tłum przyjezdnych szybko się przerzedzał, a Maria ciągle stała w miejscu wspinając się na palce, jakby dzięki temu jej wzrok miał sięgać daleko poza halę. W końcu wszyscy szczęśliwcy ruszyli przed siebie, do Ameryki. Ci, którzy mieli mniej szczęścia, których stan zdrowia budził wątpliwości lekarzy, zostali skierowani na leczenie lub kwarantannę do portowego szpitala. Niestety, znalazło się grono nieszczęśników zmuszonych do deportacji. Ze względu na tragedię tych ludzi, Ellis Island zyskało miano „Wyspy Łez” (Island of Tears).

Kiedy wielka hala opustoszała, okazało się, że Maria została w niej sama. Sama w wielkiej portowej hali i sama w wielkim, obcym Nowym Świecie. Niewątpliwie odczuwała przytłaczające przygnębienie i strach. Ale i zapewne w tej chwili przerażenia jej usta szeptały modlitwę. Urzędnicy kazali jej usiąść na ławce i czekać cierpliwie. Pocieszali, że brat na pewno wkrótce pojawi się w porcie, że takie sytuacje zdarzają się za każdym razem.

Dzień chylił się ku końcowi, a Piotr nie zjawiał się. Nie zjawił się i następnego dnia. Dopiero w trzecim dniu obezwładniającego czekania, jakby za sprawą cudu, brat stanął przed Marią i zabrał ją z tej olbrzymiej, przygnębiającej poczekalni.

Nie wiadomo, jakie okoliczności spowodowały trzydniowe spóźnienie Piotra, mającego odebrać siostrę z portowej poczekalni na Ellis Island. Może po prostu zapomniał daty jej przyjazdu, może zaniemógł, a może coś zupełnie innego zatrzymało go w domu. Wiele wskazuje na to, że urzędnicy imigracyjni telegramem przypomnieli mu o oczekującej go siostrze. Wiadomo, że Maria posiadała przy sobie kartkę z adresem Piotra i dziesięć dolarów. Opuszczając Ellis Island miała już tylko trzy zielone banknoty, co pozwala z dużą dozy prawdopodobieństwa zakładać, że siedem dolarów przekazała urzędnikom na wysłanie telegramu. Prawdopodobnie zasługą tych samych urzędników było także uratowanie młodej Polki przed uprowadzeniem jej do domu publicznego. Taki los spotykał wówczas wiele samotnych dziewcząt, które pozostawione same sobie w portowej hali, naiwnie przyjmowały ofertę pomocy ze strony nieznajomych.

Marek Hyjek

Białostockie Studia Historyczno-Kościelne

Podziel się: