Miałam kilkanaście lat, jeszcze przed ukończeniem Szkoły Podstawowej. W moim domu rodzinnym nastąpiła zmiana. Starsza siostra wyszła za mąż, a szwagier był nowym lokatorem w naszym domu. Miał on bogatą biblioteczkę.
Miałam pozwolenie od szwagra na przeglądnięcie kartonów jeszcze z nie wyciągniętymi książkami. Brałam każdą książkę do ręki i przeglądałam. Wzrok mój przykuło zdjęcie małej dziewczynki na okładce niewielkiej książki. Wyciągnęłam ją aby przeglądać, czytać i już się nie mogłam oderwać. Była to „Mała droga św. Teresy od Dzieciątka Jezus”. Było to dla mnie ogromne odkrycie nowej, małej świętej, opisującej swoje życie, życie dziecka. Z mojej strony nie było to zwykłe czytanie książki, ale prawdziwa kontemplacja, chociaż o tym nie wiedziałam. Brałam żywy udział w każdej scenie, w każdym opisie. Widziałam każdy gest Tereni, jej reakcje, słowa, a nawet myśli czy modlitwa, którą wyrażała stawały się dla mnie żywe, takie moje.
W wieku kilkunastu lat już rozeznawałam moje powołanie, a modlitwa i tęsknota za Bogiem była żywa i coraz silniejsza. Postać św. Teresy poszerzyła mi serce, odświeżyła umysł, ale przede wszystkim ukazała mi Boga jakiego do tej pory nie znałam: Boga – Ojca, dobrego i kochającego Tatusia. Poczułam się chciana i kochana a św. Teresa od Dzieciątka Jezus stała mi się tak bliska jak siostra.
Nie wiedziałam wówczas, że istnieją siostry Terezjanki, chociaż tak jak Terenia chciałam już być zakonnicą. Od tej chwili już z nią szłam. Była mi przewodniczką, nauczycielką i skarbnicą cnót. Jej postępowanie mnie fascynowało i uczyło. Powoli stała się moją siostrą duchową. Ujęła mnie za rękę i wskazała drogę. Przyprowadziła do Zgromadzenia Sióstr św. Teresy, czyli wzięła mnie pod swój karmelitański płaszcz.
Spotkałam ją gdy byłam jeszcze dzieckiem i od tamtej chwili zawsze idziemy razem.
św. Tereso, módl się za mnie.
s. Wioletta Pietrewicz CST
















