Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Pracujmy razem dla zbawienia dusz.
Mamy tylko nasze życie – jeden dzień – by je ratować.
Następnym dniem będzie wieczność”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Prawdziwa miłość- wspomnienie

WSPOMNIENIE O MATCE BERNARDZIE NAKONOWSKIEJ

Matkę Bernardę znałam osobiście. Przyjęła mnie do zgromadzenia w 1956 r. pod koniec marca. Pierwsze spotkanie miało miejsce w Rychnowie w dniu mojego przyjazdu do zgromadzenia. Później Matka Bernarda często odwiedzała dom nowicjatu, więc często ją widywałam. Moje kontakty osobiste z Matką były nieliczne. Znałam raczej Matkę z tego, co zaobserwowałam (…).

Od pierwszego spotkania cała postawa Matki zrobiła na mnie wielkie wrażenie.  Matka Bernarda była pełna powagi, ale nie przytłaczającej, lecz promiennej,  majestatycznej, a przy tym bardzo naturalnej. W Matce Bernardzie nie było pozy, lecz wielka prostota. Twarz Matki promieniała dobrocią i szczęściem, chociaż czasem odbijało się na niej cierpienie. Ale i wtedy twarz Matki była pełna słodyczy i pokoju. Sam głos Matki przynosił ukojenie, był pełen namaszczenia.

Matkę Bernardę cechowała dobroć i stanowczość. Jako kandydatka w Rychnowie byłam przydzielona do pracy w gospodarstwie. Chociaż  pochodziłam  z biednej,  wiejskiej  rodziny do pracy nie byłam przyzwyczajona, więc było mi ciężko. Pewnego dnia szłam z gospodarstwa przemęczona – woziłam ze stawu wodę. Matka zapytała mnie, jak się czuję? Odpowiedziałam: „Proszę Matki ja wrócę do domu. Jest mi ciężko, nie dam rady”. Matka nie rozczulała się nade mną, tylko kazała mi się zabrać za siebie. To mnie  zastanowiło.  Po kilku dniach poleciła mi, bym odprawiła nowennę do Trójcy  Przenajświętszej przez  wstawiennictwo św. Teresy od Dzieciątka Jezus, aby Bóg dał mi zdrowie i siły, jeżeli jest Jego wolą, bym była w zgromadzeniu. Po odprawieniu nowenny moje obawy minęły. Dzięki Matce Bernardzie pozostałam w Zgromadzeniu Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

Kilka miesięcy później rozpoczęły się rekolekcje. Miałam brać udział w rekolekcjach. Pierwszego dnia rano, gdy się obudziłam, okazało się, że twarz mam zapuchnięta. Prawego oka wcale nie było widać. Wyglądałam przerażająco. Przestraszona zwróciłam się do pielęgniarki – nowicjuszki. Ta pokazała mi znak, że jest milczenie, więc ubrałam się i zeszłam na dół. Do kaplicy nie śmiałam w takim  stanie wejść, więc stanęłam pod drzwiami siostry Mistrzyni. Nadeszła Matka Bernarda. Gdy zobaczyła moją twarz powiedziała: „O Jezu, Jezu, co się stało!” Zabrała mnie do swojej celi, zrobiła opatrunek i dopiero poszłyśmy do kaplicy. Dla Matki Bernardy milczenie nie było najważniejsze. Poznałam prawdziwą miłość.

Po Mszy św. Matka Bernarda wezwała felczera, a na drugi dzień wysłała ze mną siostrę sekretarkę do lekarza w Olsztynie. Zostałam w szpitalu. Po dwóch, czy trzech dniach, podczas obchodu lekarz powtarzał: „Cud, cud! Ja się tak bałem, co to będzie, a ona wyzdrowiała!” Lekarz podejrzewał zapalenie opon mózgowych. Jedna z sióstr powtórzyła mi później, co Matka Bernarda, do niej powiedziała: „Wiesz, siostra Gerarda została uzdrowiona.“ Uważam, że powrót do zdrowia zawdzięczam modlitwom Matki Bernardy.

Matka bardzo dbała, abyśmy były dobrymi zakonnicami. Jak zauważyła coś niewłaściwego bardzo stanowczo, chociaż z dobrocią, upominała. Wszystkie siostry jednak bardzo Matkę Bernardę kochały i starały się być dobrymi.

Starałyśmy się uprzedzić Matkę w przyjściu rano do kaplicy, jednak rzadko nam się to udawało. Matka Bernarda przed wspólnymi modlitwami odprawiała drogę krzyżową, z takim nabożeństwem, że to pobudzało nas również do gorliwości.

Pamiętam, jak wielka radość napełniała nas, gdy Matka Bernarda przyjeżdżała do Rychnowa. Starałyśmy się, by w gospodarstwie wszystko było pięknie zrobione. Matka wszystkim się interesowała, przychodziła do gospodarstwa, doceniała i zauważała nasze starania, co  nam  sprawiało wielką  radość.

Do dziś pamiętam wielką gorliwość sióstr profesek, którymi pracowałam. Gdy było ciężko wyrzucać obornik, jedna z sióstr zachęcała siebie i mnie  do wzbudzania intencji:  „Ten obornik wyrzucimy za nawrócenie grzeszników, inną ciężką pracę ofiarujemy  za dusze w czyśćcu  cierpiące.” Tak zachęcona nabierałam nowych sił i ochoty do pracy. Siostry były bardzo dobre i gorliwe, a pociągała nas swoim przykładem Matka Bernarda.

Taki  obraz  Matki  Bernardy pozostał w moim sercu. Często proszę Ją, by wstawiała się za mną przed Bogiem. Oby Bóg dał nam doczekać tego, abyśmy mogły Matkę Bernardę czcić jako wzór życia prawdziwie oddanego Bogu.

s. Gerarda Czachor CST

Archiwum Zgromadzenia Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Podziel się: