W czasie, gdy w Wasilkowie Maria tworzyła podwaliny miejscowej wspólnoty koncentrującej się wokół życia kulturalnego opartego na wartościach religijnych i patriotycznych, w Wilnie trwały intensywne działania ukierunkowane na dalszy rozwój Stowarzyszenia Pracownic Niepokalanej. O ile w roku powstania Stowarzyszenia istniało siedem jego placówek, o tyle w 1935 roku było ich już trzynaście.
Prężnie działające Stowarzyszenie ciągle jeszcze funkcjonowało jedynie w oparciu o prawo kanoniczne. Natomiast, zgodnie z polskim prawem cywilnym, każde stowarzyszenie powinno było uzyskać aprobatę na szczeblu państwowym i dlatego wniosek o rejestrację Stowarzyszenia Pracownic Niepokalanej wraz z jego statutem i regulaminem został przesłany do Urzędu Wojewódzkiego w Wilnie, gdzie w dniu 6 lipca 1935 roku stwierdzono formalne przesłanki do jego rejestracji, a w dniu 5 sierpnia tegoż roku wpisano je do właściwego rejestru jako Pobożne Stowarzyszenie Pracownic Niepokalanej.
Latem 1935 roku Maria Olechno była w Wilnie częstym gościem, a właściwie można by rzec, że w lipcu była codziennym bywalcem w grodzie nad Wilią. Od 7 lipca, aż do 21 dnia tego miesiąca każdego ranka wysiadała z pociągu na wileńskim dworcu, stamtąd szła do pobliskiej Ostrej Bramy, skąd już miała niedaleko do ulicy Rossa, gdzie mieścił się nowicjat Pracownic Niepokalanej. Wiele wskazuje na to, że to właśnie tam Maria prowadziła rozmowy na temat założenia własnego domu Stowarzyszenia.
W czasie tych codziennych wojaży do Wilna, na wasilkowski adres Marii Olechno dotarł list polecający, najprawdopodobniej przeznaczony dla księdza Tadeusza Makarewicza. List datowany na17 lipca 1935 roku został napisany przez siostrę Teofilę – przełożoną inowrocławskich dominikanek. Siostra poznała Marię w Chicago, a już na polskim gruncie, w imieniu całego Zgromadzenia, odwdzięczała się jej za pomoc okazaną dominikankom w Nowym Świecie. Na prośbę siostry Teofili wileński ksiądz miał roztoczyć nad Marią opiekę, udzielać jej wskazówek oraz dopomóc „u J. E. Arcb. Metrop. w posłuchaniu jej sprawy”. Z tym listem, zapewne dzięki pośrednictwu Wandy Jente, Maria dotarła do księdza Makarewicza, który wziął sobie głęboko do serca jej sprawę i przy pierwszej nadarzającej się okazji omówił z arcybiskupem kwestię założenia placówki Pracownic Niepokalanej w Wasilkowie. Być może metropolita wileński pamiętał rozmowę z kobietą, która była gotowa porzucić dostatnie życie w Ameryce, aby w Polsce wejść pomiędzy nędzarzy. Tak, czy inaczej, ksiądz arcybiskup szczerze popierający rozwój formacji religijnych w swojej archidiecezji, polecił Makarewiczowi opracowanie formalnych podstaw do powołania Stowarzyszenia w Wasilkowie.
Ksiądz Makarewicz niezwłocznie przystąpił do pracy wykorzystując własny potencjał oraz pomoc znanych mu kapłanów posiadających wiedzę i doświadczenie z zakresu formułowania procedur legislacyjnych. W tym czasie przebywał w Wilnie wybitny znawca prawa kanonicznego, jezuita, doktor Jan Rotha, który już rok wcześniej podjął się pracy nad regulaminem nowicjatu Pracownic Niepokalanej. Kiedy ksiądz Makarewicz zwrócił się do niego z prośbą o zredagowanie tekstu regulaminu na potrzeby wasilkowskiego Stowarzyszenia, ten niezwłocznie przystąpił do pracy. Pewien wpływ na treść tego regulaminu miał także wileński redemptorysta Franciszek Świątek, który wypowiedział się między innymi w kwestii stroju dla wasilkowskich nowicjuszek i postulował, aby mogły one ciemnogranatowy habit i biały welon. Kopia formułowanego w Wilnie regulaminu dotarła także do Wasilkowa, gdzie również proboszcz Gajlewicz dokonał pewnych nieznacznych poprawek, po czym dokument odesłał do księdza Makarewicza.
Możliwe, że przez zimę, aż do wiosny 1936 roku Maria miała trochę wytchnienia. Ale kiedy tylko z pól i ulic zniknęły ostatnie resztki śniegu, znowu trzeba było ze zdwojoną energią przystąpić do odłożonych na czas zimy obowiązków. W pierwszej kolejności Maria wzięła się za wykończenie domu już powszechnie nazywanego Domem Dobroczynności. Niestety, okazało się, że budynek wzniesiony za kwotę 2500 złotych posiadał liczne wady konstrukcyjne i wymagał poważnych poprawek, na które trzeba było wyłożyć kolejnych kilka tysięcy złotych. Wcześniej Wasilków nie dysponował lokalem powszechnie dostępnym dla wszystkich mieszkańców miasteczka, a to uniemożliwiało rozwój życia kulturalnego i konsolidację wasilkowskiej społeczności.
Marek Hyjek
Białostockie Studia Historyczno-Kościelne
















