Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Pracujmy razem dla zbawienia dusz.
Mamy tylko nasze życie – jeden dzień – by je ratować.
Następnym dniem będzie wieczność”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Pobyt u sióstr Nazaretanek

Maria każdego dnia co raz głębiej wnikała w środowisko chicagowskiej Polonii toteż pod koniec 1912 roku wyraźnie dostrzegła dziwne poruszenie wśród części rodaków. Zwłaszcza co znamienitsi, wyedukowani i bogaci mężczyźni z podnieceniem i nadzieją w głosie mówili, a właściwie to wykrzykiwali o wojnie światowej, która lada dzień mogła wybuchnąć na dalekich Bałkanach. Rzec można, że za wieszczem powtarzali modlitwę  błagalną  „o  wojnę  powszechną  za wolność ludów”. Zaczęli zbierać się po klubach i salach parafialnych, aby tam obmyślać plany uczestnictwa w wojnie „o niepodległość, całość i wolność Ojczyzny naszej”. Zaczęli nawet zbierać pieniądze na broń i na podróż dla ochotników gotowych wyruszyć na wojnę do starego kraju.

Podczas jednej z przechadzek po Chicago Maria Olechno dotarła do kościoła św. Jacka. Tam, na terenie starej plebanii dostrzegła zakonnice. Były to siostry nazaretanki. Poprosiła o widzenie z siostrą przełożoną. Jej życzenie zostało spełnione. Siostra Zofia Kulawik przyjęła ją tak serdecznie, jakby obie znały się od lat. Maria, zachęcona nad wyraz przyjazną postawą siostry Zofii, opowiedziała jej o wszystkich swoich zmartwieniach, ta zaś objęła ją czule i ucałowała, a następnie, dla podreperowania nadwyrężonego chorobami zdrowia, skierowała  ją  do  szpitala  prowadzonego  przez  nazaretanki.  Tam,  wśród  sióstr  usługujących pacjentom rozpoznała zakonnicę, z którą była w postulacie w grodzieńskim klasztorze. Uradowana tym faktem, poczuła się tak, jakby stary kraj miała tuż za szpitalnym oknem. Jakby, tylko na chwilę opuściła nieodległy dom rodzinny, do którego miała wrócić tuż po zakończonej kuracji. Spotkanie bratniej  duszy na obczyźnie dodało  jej nowych sił. Nie chciała już dłużej być tylko pacjentką, nad którą pochyla się zespól lekarzy i pielęgniarek.  Chciała  dać coś z siebie  innym.  Chociażby parzyć kawę  na  szpitalnej  maszynce.   Po  kilku   tygodniach   leczenia   opuszczała szpital z nadzieją, że już nigdy więcej nie trzeba będzie do niego powracać. Po egzemie nie było już śladu, tylko ręce, do tej pory czerwone, teraz były blade, jakby osypane talkiem. Na odchodne lekarz zalecił Marii noszenie białych rękawiczek i częste spacery na świeżym powietrzu.

Radosna, pełna dobrej energii wróciła Maria do klasztoru nazaretanek. Siostra Kulawik przyjęła  ją do Zgromadzenia.  Dla  uniknięcia  nawrotu groźnej choroby, wyznaczono Marysi pracę w bieliźniarni. Tam, na półkach miała układać czystą bieliznę i pościel. Niestety, nawet pomimo braku  kontaktu z pralnią,  po pewnym czasie ręce nieszczęsnej kobiety znowu pokryły się czerwone wysypką. Maria trafiła do szpitala. Tym razem lekarz zawyrokował, że nie tylko woda i mydło stanowią zagrożenie dla jej zdrowia, ale i nawet powietrze unoszące się w klasztornych murach. Z bólem serca, ale i z wielką pokorą, Maria uświadomiła sobie, że jeszcze nie nadszedł czas wypełnienia ślubów. Jeszcze nie teraz. Musiała wrócić do świata.

W tym czasie otrzymała wiadomość od nazaretanek, że jest poszukiwana przez brata. Okazało się, że Piotr przez cały rok słał listy  do  różnych  klasztorów poszukując w nich  zaginionej  siostry.  Kiedy dowiedział  się, że  Mania  jest w Chicago, przyjechał po nią. Krótki pobyt w Schenectady, w tak trudnym dla niej momencie, przyniósł jej ukojenie. Brat ją kochał.

Wiosną 1914 roku do Marii dotarta smutna wiadomość ze  starego kraju. Jej  ukochana  matka, sterana  ziemskim życiem,  w wieku  75 lat odeszła  do Pana. Pamiętając  jej ostatnie do niej skierowane słowa, Maria  jeszcze bardziej  zwróciła się do Matki Bożej, która od tej chwili była jej jedyną matką.

Marek Hyjek

Białostockie Studia Historyczno-Kościelne

 

Podziel się: