Kapłani naszej diecezji…
Szukając ilustracji trudnych powojennych dni kapłanów łuckich, odwołajmy się do słów listu, który z datą 20 grudnia 1949 roku skierował właśnie do nich Wikariusz Generalny Diecezji Łuckiej ks. Stanisław Kobyłecki:
W załączeniu przesyłam listę kapłanów diecezji łuckiej, zmarłych w ostatnim dziesięcioleciu. Ponad 80 konfratrów przeniosło się do wieczności. Przez obfite żniwo śmierci szeregi nasze zostały mocno przerzedzone! Przy tej okazji uprzejmie przypominam zwyczajowe prawo diecezjalne, zamieszczone w naszym elenchusie, które polecało, aby „pro singulis sacerdotibus defunctis unum Missae sacrificium a quolibet sacerdote celebretur”.
Kapłani naszej diecezji, porozrzucani po całym kraju, pracują na różnych stanowiskach. Mimo rozproszenia czujemy się wszyscy jedną rodziną. Więzią, która nas łączy, jest nasz Arcypasterz, który, jak wiemy, rezyduje w Zamku Bierzgłowskim pod Toruniem. Jego Ekscelencja niejednokrotnie z wielkim rozczuleniem wyrażał przede wszystkim głęboką wdzięczność dla swoich kapłanów, za to, że zapewnili Mu odpowiednie i godne Jego Osoby warunki egzystencji. Przeto jak najuprzejmiej proszę wszystkich Czcigodnych Księży, by i nadal poczuwali się do tego naprawdę miłego obowiązku. Z naszych datków oprócz Arcypasterza korzystają też starsi, niezdolni już do pracy, kapłani.
Jak mi wiadomo, wielu konfratrów, opuszczając diecezję, wywiozło ze swoich kościołów szaty, naczynia, obrazy, wota itp. Z polecenia Jego Ekscelencji uprzejmie proszę wszystkich Księży, którzy dotychczas tego nie uczynili, by zechcieli nadesłać mi spis posiadanych u siebie rzeczy kościelnych. Podobno wiele rzeczy powierzono na przechowanie osobom świeckim, parafiom. Gdyby takie wypadki miały miejsce proszę o wskazanie gdzie i u kogo one się znajdują. Obowiązkiem naszym jest uratować je od zguby, zgromadzić w jedno miejsce, sporządzić inwentarz i zapewnić dobrą opiekę.
Za łaskawym pośrednictwem Kurii diecezjalnych zebrałem aktualne adresy wszystkich naszych Księży. Będę bardzo wdzięczny, jeśli w razie zmiany miejsca Czcigodni Księża podadzą swoje nowe adresy.
Jubileusz 40 lat kapłaństwa
18 października 1979 roku grupa kapłanów diecezji łuckiej przeżywała w Gostyniu jubileusz 40 lat kapłaństwa. Oznacza to, że byli oni święceni w roku wybuchu II wojny światowej. Podczas spotkania spisali oni kilka myśli ilustrujących rzeczywistość ich posługi kapłańskiej:
Zostaliśmy bez piędzi ziemi macierzy terytorialnej. Biskup uwięziony a wielu kapłanów wyrwanych z diecezji i własnego domu, zesłanych do dalekiej tajgi za wierność Chrystusowi i Ojczyźnie. Główna część naszej wspólnoty kapłańskiej znalazła się w nowej rzeczywistości ojczystej.
W sytuacji, kiedy zabrakło nam diecezji terytorialnej pozostała duchowa pod przewodnictwem Biskupa, który wrócił w roku 1946, kapituły oraz zrzeszająca kilkuset kapłanów rozproszonych po całym kraju i szerokim świecie. Ośrodkiem diecezji w jej nowym formacie stał się zamek bierzgłowski. […]
Tak powstały i na naszej drodze nowe zagony Bożej siejby z posługą oraczy wychodzących w pole z macierzy luceoriensis. Umieściliśmy jej duchowe herby w Lublinie, Bierzgłowie, Olsztynie, Ostródzie, Gołdapi, Malborku, Rudziczce, Męcince, Świdnicy oraz wielu innych ośrodkach wszystkich diecezji w Polsce.
Świadectwo sióstr franciszkanek
O stosunku biskupa Szelążka do swoich kapłanów wspomina przełożona wspólnoty sióstr franciszkanek w Zamku Bierzgłowskim s. Myra:
Uderzał nas bardzo stosunek Ks. Bpa do księży. Był to stosunek Ojca do dzieci. Bardzo ojcowski i troskliwy. Pełen radości i pogody ducha, starał się przelać wszystkie swoje zalety na tych, których kochał. Częsty kontakt z kapłanami swojej diecezji napawał Go wielką radością. Odwiedziny przyjmował gościnnie, zawsze znajdował dla nich czas, nigdy nie odesłał bez pokrzepienia i podtrzymania na duchu, chociaż sam bardzo boleśnie przeżywał wygnanie ze swej diecezji. Kiedyś powiedział do mnie: „Chociaż wszystko mam pod dostatkiem i jest mi tutaj bardzo dobrze, to tęsknię za Wołyniem. I gdyby mi kto powiedział- wróć- natychmiast bym wrócił nawet do warunków gorszych i do ubóstwa.
Inna franciszkanka, s. Adriana, tak wspominała relacje między biskupem, a jego kapłanami:
Ks. Biskup Szelążek bardzo boleśnie przeżywał fakt, że na Wschodzie pozostało jeszcze 17- albo 14 uwięzionych Kapłanów. Chciał ich ratować. W tej sprawie pisał gdzie się dało i prosił aby ich wyrwać z więzienia. Chorym i starszym kapłanom był bardzo współczującym Ojcem. Często prosił mnie, abym pośpieszyła im z pomocą fachową. Bolał nad tym, że nie jest w stanie wszystkim pomóc.
Niezmierna radością napawało Go to, że księża często Go odwiedzali. Cieszył się wówczas i był bardzo gościnny. Przy stole sam osobiście nalewał gościowi zupę i podawał potrawę. Nie chciał korzystać z prawa pierwszeństwa. Księża kochali Go jak swego Ojca, cieszyli się, że widzą swego Biskupa żywego i wesołego, pomimo tak podeszłego wieku i słabego zdrowia.
Dk. prof. Waldemar Rozynkowski
















