Mogłoby wydawać się, że szczęśliwy finał erygowania domu Pracownic Niepokalanej był bliski. Niestety, pojawiły się trudności, których Maria właściwie mogła się spodziewać. Wynikały one z nabrzmiewającego konfliktu, który stopniowo zaczął zatruwać dotychczas dobre relacje pomiędzy nią a proboszczem Gajlewiczem. Ksiądz Antoni był urażony, że Maria Olechno prawie zupełnie pominęła jego osobę przy zakładaniu domu Pracownic Niepokalanej na terenie jego parafii. Rzeczywiście, Maria, osoba silnego charakteru i przez to bardzo samodzielna, osobiście prowadziła wszelkie rozmowy na najwyższych szczeblach. Bez wątpienia, jej samodzielność nie wynikała z barku zaufania do proboszcza, ani tym bardziej z chęci okazania lekceważenia. Bardzo ceniła księdza Gajlewicza, ale jednocześnie była przekonana, że osoba świecka może, a nawet powinna odnieść sukces na niwie religijnej bez każdorazowego angażowania w swoje sprawy osoby duchowej. Nawet będąc kobietą. Świadkiem tego była w dalekiej Ameryce. Z drugiej strony starzejący się ksiądz proboszcz nie mógł znieść sytuacji, że oto ktoś od niedawna mieszkający na Tereni jego parafii, samodzielnie podejmuje decyzje mające wpływ na życie religijne na podległym mu terenie. Chyba przez całe swoje długie życie dobroduszny kapłan nawet nie pomyślał, że doczeka czasów, kiedy jego parafianka u samego arcybiskupa będzie szukała wsparcia dla swojej sprawy. Dodatkowo Marię i księdza proboszcza poróżniło nieporozumienie na tle podziału obowiązków w kościele pomiędzy jej wspólnotą a Trzecim Zakonem świętego Franciszka, która to formacja powstała w zupełnej lojalności wobec swego duszpasterza. Konflikt pomiędzy Marią Olechno a księdzem Gajlewiczem przeniósł się na część parafian i doprowadził do sytuacji, o której należało powiadomić Kurię Metropolitarną w Wilnie. Zapewne wynikiem rozchodzących się po Kurii wieści z Wasilkowa był list, jaki w marcu 1939 roku Maria otrzymała od księdza kanclerza Adama Sawickiego. Ksiądz Kanclerz w imieniu arcybiskupa informował ją, że oddział Stowarzyszenia może zostać założony przez proboszcza. Było oczywistym, że Kuria oczekiwała, iż Maria uczyni pierwszy krok i poprosi księdza Gajlewicza o podjęcie starań o powołanie Stowarzyszenia na terenie parafii Przemienia Pańskiego. Maria nie odczuwała wobec proboszcza żadnych animozji i niebyło dla niej problemem, aby zwrócić się do niego ze stosowną prośbą. Niestety, ksiądz Gajlewicz negatywnie odniósł się do jej wniosku. W tej sytuacji mogło wydawać się, że największe życiowe marzenie Marii Olechno i czteroletnie wysiłki podejmowane przez nią na rzecz założenia zgromadzenia obrócą się wniwecz. Jednak piętrzące się problemy nie zniechęcały Marii. Ta zahartowana w trudach kobieta po raz kolejny poleciła swoją sprawę wstawiennictwu Niepokalanej i pełna wiary postanowiła czekać na rozwój wypadków. Nie czekała zbyt długo. Już 19 marca otrzymała list z Kurii informujący ją, iż erygowanie domu stowarzyszenia może odbyć się jedynie na podstawie pisemnego zezwolenia ordynariusza. Natomiast proboszcz Gajlewicz, w tej sytuacji, miał dopilnować, aby placówka Marii Olechno nie rozpoczęła swojej działalności przed uzyskaniem zgody metropolity wileńskiego. Ten list mógł przysporzyć Marii nadziei na szczęśliwe rozwiązanie problemu. Tym razem nic już nie zależało od niej, ani od proboszcza. Teraz, jak zawsze, wszystko było w rękach Boga, i w tym przypadku dodatkowo w rękach arcybiskupa Jałbrzykowskiego. W ostatnim dniu czerwca to proboszcz Gajlewicz otrzymał list z Wilna. Wynikało z niego, że ksiądz Makarewicz w dniu 10 czerwca uzyskał pozwolenie metropolity wileńskiego na założenie domu Pracownic Niepokalanej w Wasilkowie. Jednocześnie arcybiskup wyrażał oficjalną zgodę na rozpoczęcie trwającego rok nowicjatu. Wyznaczenie czasu i miejsca pierwszego etapu nowicjatu, czyli obłóczyn, miało zależeć jedynie od Marii. Zgodnie z regulaminem Stowarzyszenia obłóczyny miały być poprzedzone kanonicznym egzaminem dla kandydatek oraz kilkudniowymi rekolekcjami.
Marek Hyjek
Białostockie Studia Historyczno-Kościelne
















