Droga, którą Jezus prowadził m. Bernardę do siebie nie była łatwa i prosta. Gdy Genowefa podjęła decyzję o wstąpieniu do zakonu (miały to być prawdopodobnie Siostry Magdalenki w Krakowie) i wyjechała z domu, została w drodze okradziona ze wszystkich pieniędzy. W wyniku tego przykrego doświadczenia musiała zmienić plany i podjęć pracę. Nie wróciła już do domu, ale zatrudniła się jako asystentka chirurga w szpitalu w Wyrozębach. Mimo braku ukończenia szkoły była zdolna, z łatwością więc radziła sobie w tym zawodzie. Była bardzo ceniona przez lekarza, z którym pracowała.
W szpitalu m. Bernarda na pewno jeszcze bardziej nauczyła się dostrzegać potrzeby ludzi cierpiących oraz przychodzić im z pomocą. Nie wiemy, jak długo tam pracowała, ale aby zrealizować swoje powołanie odeszła. Jak wyjaśnia Helenka, powodem była niezręczna sytuacja, która jej w tym pomogła. Otóż jeden z pacjentów zakochał się w Genowefie, widząc w niej wymarzoną kandydatką na żonę i matkę swoich dzieci. Genowefa, nosząc w sobie nieustannie żywe pragnienie poświecenia się Bogu, zwolniła się wtedy z pracy.
Do zakonu jednak w tym czasie nie mogła wstąpić, gdyż rozchorowała się na serce i musiała poddać się leczeniu szpitalnemu. Te wszystkie wydarzenia, chociaż bolesne i po ludzku niezrozumiałe okazały się jednak darem Bożej łaski. Przebywając w szpitalu w Krakowie Genowefa Nakonowska poznała jedną z osób powstającego na Kresach Wschodnich Stowarzyszenia Asocjacji Chrystusa Króla i razem z nią pojechała na Wołyń. Tam w Maszowie rozpoczęła życie zakonne.
s. Bernarda Karasińska CST
















