Zagraj w Janusz casino PL i sprawdź lokalne kasyno online.
  • Flaga Ukrainy

„Pracujmy razem dla zbawienia dusz.
Mamy tylko nasze życie – jeden dzień – by je ratować.
Następnym dniem będzie wieczność”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Chodź, zabiorę Cię do Lisieux! – cz. 4

Chodź, zabiorę Cię do Lisieux!
(Moja przygoda ze św. Teresą)

Cz. IV

Bazylika Św. Teresy
Położona jest na peryferiach miasteczka. Ogromna, to fakt, dlatego w pierwszym momencie pomyślałam, że ten rozmach nie współgra z życiem i spuścizną Małego Kwiatka. Jednak trzeba przyznać, że została estetycznie wykonana. Nawiązuje stylem do architektury rzymsko-bizantyjskiej (inspirowano się Bazyliką Sacré-Cœur w Paryżu), z dbałością o głęboką symbolikę w każdym szczególe. Zwracają uwagę bogate zdobienia mozaikowymi obrazami oraz witrażami – warto zatrzymać się dłużej, aby poznać przesłanie każdego z nich. No i napis nad głównym wejściem, który w naszym języku brzmi: „Kto się bowiem wywyższa będzie poniżony, a kto się uniża będzie wywyższony” – jakby objaśniający zamysł twórców tego gigantycznego monumentu. W kilku bocznych nawach – urządzono kaplice państw, które współfinansowały budowę. Jest też kaplica naszego kraju, wybudowana z darowizn mieszkańców przedwojennej Polski. W największej nawie znajduje się relikwiarz z kośćmi prawej ręki Św. Teresy. W krypcie Bazyliki przechowywane są szczątki doczesne Świętych Zelii i Ludwika Martin – Rodziców Św. Tereni, którzy jako pierwsi w historii Kościoła, zostali uznani Świętymi – razem, w małżeństwie. W obrębie Bazyliki (na lewo od wejścia głównego) mieści się muzeum figur woskowych, upamiętniające życie Św. Teresy. Zaś na terenie przynależącym do Bazyliki (naprzeciw wejścia głównego) usytuowane jest Centrum Konferencyjne Św. Jana Pawła II, w którym warto obejrzeć ok. półgodzinny film dokumentalny fabularyzowany: „Teresa z Lisieux, bieg olbrzyma”, dostępny także z polskim lektorem. Na tyłach Bazyliki rozpościera się Droga Krzyżowa – utrzymana w podobnej stylistyce co Bazylika, czyli ogromna, prosta, z normandzkiego kamienia.

W Bazylice chwyta za serce, że jest to pomnik wystawiony Św. Tereni oraz zadbany i prowadzony przez ludzi, którzy ją kochają i starają się rozpowszechniać Jej życie i świętość.

Opuszczając dom pielgrzyma – w czasie gdy pakowałam bagaż, zauważyłam, że Zenek nagle wysiadł z auta i nie mogłam go już znaleźć. Trochę się martwiłam, jak poradzi sobie w nowym miejscu, ale po doczytaniu w internecie o biologii tego gatunku – uznałam, że powinno być dobrze. A mnie już nie było smutno, bo odtąd towarzyszyła mi w podróży Św. Terenia z Rodzicami.

Ze względu na brak miejsc noclegowych w przeddzień uroczystości Św. Teresy, a także z powodu oszczędności, ostatni nocleg był zaplanowany u mojej dobrej koleżanki z Polski, która wraz z mężem Francuzem i córką mieszka ok. 150 km od Lisieux, w średniowiecznym zamku – bardzo skromnym, ale pełnym niepowtarzalnego uroku. Nad morzem (!). W zamian za pielgrzymi nocleg – ustalone było, że każdy z uczestników przywiezie z Polski trochę pierogów ruskich. Dotrzymałam umowy, wioząc w termosie kilka zamrożonych porcji.

Faktem jest, że nie lubię tłumów pielgrzymów, jednak we wspomnienie liturgiczne Św. Tereni 1. października pragnęłam uczestniczyć w uroczystej Mszy Św. w Bazylice, przyjeżdżając znów do Lisieux. Taki był plan. Okazało się, że byłam zmuszona go zmienić. Moje jedyne narzędzie, umożliwiające sprawne przemieszczanie się samochodem po francuskiej ziemi, uległo zniszczeniu. W dniu wyjazdu z Lisieux, przez nieuwagę – telefon komórkowy (z GPS-em) wypadł mi z ręki i wyświetlacz roztrzaskał się. Przez chwilę nie miałam pomysłu, co zrobić. Było już ciemno, do tego chłodno, sklepy dawno pozamykane, na nocleg w Lisieux nie było szans (nawet pani Barbary nie było wówczas w miasteczku). Właściwie chciało mi się płakać, a w myślach brzmiało jedno pytanie: „Boże, co teraz?”. Przypomniało mi się wtedy, że powinnam mieć w torebce uszkodzony telefon, który wciąż się wyłączał, a który nosiłam tak od ponad pół roku, żeby oddać do naprawy. Uff, był. Naładowałam go i przełożyłam kartę. I dzięki temu jakoś dojechałam do koleżanki – z nawigacją w telefonie, który co chwila gasł. Przyszła mi wtedy taka refleksja, że – zgodnie z tym, co doradzała Św. Teresa – nie ma co złościć się na swoje słabości, owszem – stawiać im czoło, ale też po dziecięcemu przyjmować z pokorą, a nawet pokochać. Bo Pan także z naszych ułomności ma moc wyprowadzić dobro. Tak jak z mojego bałaganiarstwa i odkładania na później, za które w tym momencie byłam nieopisanie wdzięczna.

Finalnie uroczystą Eucharystię 1.10.2021 przyszło mi celebrować… online. Nie miałam już siły bez sprawnej nawigacji jechać z powrotem do Lisieux, a w okolicy nie było w tym dniu żadnej Mszy (we Francji jest mniej kościołów i odprawianych Eucharystii niż u nas), w zamku – zasięg kiepski. Dlatego wylądowałam na normandzkiej plaży, w czasie odpływu. Tu był dobry internet, cisza i spokój, i towarzystwo morza – które obie z Terenią tak lubimy. Wprawdzie nie przepadam za formą uczestniczenia w Eucharystii przez internet, ale też bardzo doceniam, że mamy taką możliwość, gdy brak innych. Połączyłam się z wrocławskim kościołem OO. Karmelitów Bosych, z którym byłam związana od lat. Gdy zobaczyłam dobrze znane mi twarze i wnętrze, i radość z powodu Święta naszej Tereni, przeniknęło mnie poczucie jedności Karmelu i jedności Kościoła – pomimo odległości, różnych języków, innych czasów. Choć było mi też zwyczajnie głupio, że nie jestem w tym momencie w Lisieux (będąc tak niedaleko), jednak starałam się z wdzięcznością przyjmować to, co Pan daje. A Panu spodobało się, w czasie podniesienia – dać niezapomniane doświadczenie. Ciszę z szumem morza w tle zakłócił… tętent galopujących koni. Skupiona na Liturgii i zatopiona w swoim wnętrzu, otworzyłam oczy i rozglądnęłam się w około. „Co się dzieje? Burza idzie? Czy co?” A to akurat dwie osoby wybrały się na przejażdżkę konną brzegiem morza i „przypadkiem” zagalopowały przede mną dokładnie w czasie podniesienia. Aż miałam ciarki. Bo przyszło mi wtedy, że ta dudniąca rytmicznie ziemia to jakby uroczyste głośnie bębny, dzwony czy kadzidła na cześć Pana. Albo że to jeźdźcy Apokalipsy – wichry nieba, którzy oddają hołd Barankowi, w tym momencie na Ołtarzu. „Duch wieje, kędy chce”…. Moje serce pałało, a z oczu popłynęły łzy wzruszenia.

Wiele radości dało mi też widzieć miłość do Tereni u moich gospodarzy. Szczególnie pan domu był ogromnie poruszony, że gości Św. Teresę i Jej Rodziców pod postacią Relikwii. Kilkakrotnie upewniał się, że chodzi o Relikwie 1. stopnia. I dzwonił po swoich znajomych, żeby im o tym powiedzieć.

Na następny dzień, dzięki Bogu i pomocy koleżanki, udało się kupić niedrogo telefon, podobny do tego roztrzaskanego, więc mogłam spokojnie, wypoczęta wracać do Polski. Jadąc do domu – mocno doświadczyłam, że moja trasa do Lisieux to była naprawdę wielka łaska (nawet uwzględniając siłę mojej motywacji). Wracając – po kilku godzinach jazdy – tak bardzo doskwierała mi senność, że w połowie drogi musiałam zatrzymać się na nocleg (moje zasypianie za kierownicą groziło wypadkiem). Odkryłam przy tym tani hotel sieci Ibis, usytuowany wygodnie tuż przy autostradzie (dostępny z obu jej stron, dzięki kładce dla pieszych), obok stacji benzynowej, blisko granicy belgijsko-niemieckiej (zapamiętałam to miejsce na wypadek, gdybym jeszcze kiedyś jechała do Lisieux albo gdyby ktoś miał podobny plan). Mimo to pod koniec podróży – też mocno walczyłam ze zmęczeniem.

Bez względu na znużenie prowadzeniem auta i niedosyt Lisieux, byłam zadowolona, bo towarzyszyła mi Rodzina Martin. Potem czekałam miesiąc (ku mojej wielkiej radości), aż ktoś przyjedzie odebrać Relikwie. To był piękny czas i wielka łaska, którą starałam się też dzielić, na ile była taka możliwość („Herbatka z rodziną Martin”, na którą przyszło kilka osób z mojej dawnej Wspólnoty – podzieliłam się na gorąco wrażeniami z Lisieux; mikro-peregrynacja wśród moich najbliższych; wystawienie na ołtarzu wraz z Relikwiami innych Świętych, w kościele po sąsiedzku, w Święto Wszystkich Świętych). Podczas przemiłej wizyty u mnie w domu – Siostry z Karmelu Ducha Świętego zabrały Relikwie. Św. Ludwik i Zelia zostali u Sióstr (posługa Wspólnoty dla małżeństw w kryzysie i ludzi rozeznających drogę życiową). Relikwie Św. Teresy odebrała od Sióstr wniebowzięta z radości Wspólnota Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych (pod wezwaniem tej Świętej, w trakcie przygotowań do uroczystego erygowania).

Co do mojego głównego celu pielgrzymki – nie otrzymałam odpowiedzi, której oczekiwałam. Ale spłynął na mnie nieogarniony, nie do opisania pokój. Właściwie ten pokój wypłynął z głębi mojego serca, tylko że w ostatnim czasie po wierzchu miałam taką burzę i zamęt, że nie potrafiłam się przez to przebić (pomimo praktykowania modlitwy myślnej i częstej Adoracji). Mocno doświadczyłam, że gdy gaśnie światło, to też jest łaska. Ten głęboki pokój jakby potwierdzał, że jestem na dobrej drodze – choć po ludzku było to nielogiczne, bo ja właśnie nie widziałam dalszej drogi. Ten pokój wchłonął też wszystkie niedawne zranienia, obmowy, nieprawdziwe oskarżenia. Przebaczyłam od razu, bo tak uczy Pan, ale skutki wciąż tkwiły we mnie, dźgały jak rozżarzone ciernie i blokowały. Od czasu pobytu w Lisieux – już mnie nie bolały. Tzn. pamiętałam te zdarzenia, pamiętałam swój ból, ale ta pamięć już przestała boleć. Poczułam się uwolniona. Przypomniało mi to pewne inne uwolnienie, w Boże Narodzenie 1886 r., gdy 14-letnia Terenia została uzdrowiona ze swojej nadwrażliwości. Tak jak Terenia – bardzo staram się żyć dniem dzisiejszym, tym co teraz daje Pan, nie wybiegając zbytnio w przyszłość. „Życie jesteś chwilą” – czyli piosenka na podstawie poezji Św. Teresy – jest jedną z moich najulubieńszych. Staram się ufać i dawać prowadzić, robiąc tyle ile jestem w stanie. I nie zamartwiać się swoimi błędami, bo z nich Pan także może wyprowadzić dobro. Bardziej skupiać się na Jezusie, niż na swoich słabościach i ograniczeniach. A co do emocji – uważam, że są ważne i dobre (nawet te negatywne), bo dał nam je kochający Bóg, bo informują o tym, co dzieje się w naszym wnętrzu i pomagają funkcjonować w świecie. Dlatego dobrze jest je dostrzegać, kochać i przeżyć, ale nie zatrzymywać się na nich i na pewno nie dawać im rządzić. Jak najbardziej doceniam znaczenie psychoterapii, która jest narzędziem od Pana, podobnie jak medycyna. Ale to Bóg jest Bogiem, dlatego uważam, żeby bardziej skupiać się na Jezusie, który jest Najlepszym Lekarzem i jeśli zechce, może w każdej chwili uzdrowić to, co nas przytłacza.

Można powiedzieć, że zostawiłam w Lisieux część serca, ale i zabrałam ze sobą kawałek tego miejsca. Gdy ciężko mi znaleźć pokój na modlitwie – pośród przeciwności życia codziennego, przywołuję w pamięci Lisieux. I to przynosi ukojenie, nawet gdy rzeczywistość wkoło wariuje.

Z perspektywy czasu mogę dodać, że zamknięte drogi w moim życiu faktycznie otworzyły się, choć nie całkiem tak jak się spodziewałam. Patrząc, jak na moich oczach dzieje się niemożliwe, pomimo krętych ścieżek – z ufnością czekam, gdzie konkretnie doprowadzi mnie pragnienie wypełniania woli Bożej. Myślę, że Pan Bóg lubi zaskakiwać i dobrze się na to otworzyć. Nawet jeśli mamy łaskę, że widzimy kierunek – dobrze jest co krok pytać, jak małe dziecko: „Czy tak, Tato?” Bo to zabezpiecza przed mimowolną realizacją własnego ego. Ważne też, aby nie zniechęcać się trudnościami (czasem dusza potrzebuje oczyszczenia – jak Naród Wybrany podczas wędrówki przez pustynię), tylko trwać w Chrystusie, a prędzej czy później będą tego owoce. Pan wybiera czas. I sposób.

Całość zdjęć i filmów z pielgrzymki do Lisieux jest dostępna na kanale YouTube: „Na szlaku ku Górze Karmel” (najlepiej oglądać z poziomu playlisty – wówczas filmiki będą wyświetlać się po kolei, automatycznie – najwygodniej otwórz link: (57) Pielgrzymka do Lisieux – Rekolekcje ze Św. Teresą. Zwiastun – YouTube ). Niestety, po naprawieniu sprzętu (z wieloma perypetiami) – udało się odzyskać tylko materiał nagrany pierwszego dnia, podczas zwiedzania z przewodniczką. Wszystkie późniejsze filmy i zdjęcia w Lisieux (uważam bardziej przemyślane i lepsze technicznie) – przepadły, z powodów, które ciężko wytłumaczyć logicznie. Bardzo żal mi tych pięknych obrazów, które nagrałam z myślą o odbiorcach kanału, ale z pokorą (choć nie bez trudności) przyjęłam tę rzeczywistość. Ufam, że widocznie tyle, co jest – jest wystarczające, aby moja wędrówka śladami Tereni mogła ubogacać i poruszać serca.

Na zakończenie dopowiem, że spisanie powyższych wspomnień sprawiło mi wiele radości – jakbym znów odwiedziła krainę przesiąkniętą obecnością Św. Tereni. A może Lisieux to nie tylko miejsce na ziemi, ale bardziej… stan duszy?

Bądź uwielbiony, Panie Jezu, w Św. Teresie Od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza!

Monika

CIEKAWE LINKI:

„Teresa z Lisieux, bieg olbrzyma”: Teresa zThérèse de Lisieux, une course de géant (trailer)

„Sanktuarium Św. Teresy”: Sanctuaire Sainte Thérèse de Lisieux

„Katedra Św. Piotra w Lisieux”

Wirtualne zwiedzanie klauzury klasztoru w Lisieux

Podziel się: