30 września 1924 r. ks. biskup otrzymał oficjalne powiadomienie, że z dniem 1 stycznia 1925 r. został zdymisjonowany ze stanowiska Kierownika Sekcji w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Jednocześnie zaproponowano mu funkcję konsultanta. To przykre doświadczenie przyjął w duchu poddania się woli Bożej. Stwierdził wówczas:
Dzięki Bogu świąteczny stan w mojej duszy nie został zachwiany. Ten krzyż pozostaje i przyjmuje rożne formy. Zaczynam teraz czytać dzieła św. Jana od Krzyża. Pierwsza księga: „Droga na Górę Karmel” nadzwyczaj mi się podoba i będzie, jak przewiduję, bardzo pożyteczna dla mej duszy. Gdy śledzę nauczanie św. Doktora, wyobrażam sobie Błogosławioną Teresę; oddycham jej myślami, jej odwagą (…) chcę, jak Ona, coraz bardziej oczyszczać moje najtajniejsze dążenia.
W praktyce okazało się, że pomimo wewnętrznej gotowości do poświęcenia niełatwo mu było przyjąć nową rzeczywistość. O swych oczekiwaniach i obawach napisał później:
W mojej Ojczyźnie, po powrocie z Francji, spotkałem się z kilkoma bożymi próbami, które na mnie czekały. Przyjąłem je z wielką radością – jako znak natychmiastowego urzeczywistnienia moich gorących pragnień w dziedzinie chrześcijańskiej doskonałości, w wewnętrznym zbliżeniu do błogosławionej Teresy. Lecz mimo moich częstych doświadczeń (mam 59 lat), nie doszedłem jeszcze do tego stopnia zjednoczenia z miłościwym Bogiem, które by mnie uczyniło panem samego siebie w takich sytuacjach. Raczej pojawiły się wewnętrzne niepokoje wobec zła, które już się dokonało, lub które mi jeszcze grozi: jak nieprzyjemne zmiany w moim obecnym położeniu, choroba moich rodziców, bardzo starych.
Obawy związane ze zdrowiem bliskich okazały się uzasadnione. Rok 1925 rozpoczął serię bolesnych przeżyć, związanych z utratą drogich członków rodziny. 17 sierpnia 1925 r. napisał do Matki Agnieszki:
Dzisiaj rano umarł mój ojciec. Proszę się modlić za jego duszę. Proszę wspomóc moje serce w tym krzyżu. Ciągle pozostaję u stóp Grobu św. Teresy; chcę się stać najwierniejszym sługą tej prawdziwej Apostołki Miłości Bożej w swoim działaniu.
Kilka lat później – 4 stycznia 1930 r. zmarła przybrana matka Eleonora, a 15 maja 1941 r. – brat Władysław. O wysiłku poddania się woli Bożej w tej ciężkiej próbie świadczą słowa:
Pan Bóg czyni to w życiu naszym, że rwą się kolejno węzły wiążące z ziemią. Doświadczenie zaś wskazuje, że najsilniejszym węzłem jest miłość matki. Toteż wielki ból. Doświadczenie jednak otwiera nam oczy na znaczenie w życiu naszym serc osób nam bliskich i bardzo życzliwych. To wielkie dobro! Za to Bogu niech będą dzięki.
s. Beniamina Karwowska CST
Ks. Bp Adolf Piotr Szelążek. Wierny Świadek Chrystusa.
















